Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Chciałbym bardzo, aby na każdym polskim stole stała buteleczka oleju  „Kropla Zdrowia”

Z prof. dr hab. JERZYM TYSEM, z Instytutu Agrofizyki PAN w Lublinie, nominowanym do Nagrody Prestiżu RENOMA ROKU 2012 w kategorii WYNALAZCA rozmawia Jerzy Byra

Spośród rekomendowanych kandydatów do Nagrody Prestiżu RENOMA ROKU 2012 w kategorii WYNALAZCA Kapituła jednomyślnie wybrała i nominowała prof. dr hab. JERZEGO TYSA z Zespołem, z Instytutu Agrofizyki PAN w Lublinie. Uznała bowiem, iż w swojej nowatorskiej pracy spełnia postawione tej kategorii warunki: opracował wynalazek, którego projekt zyskał w danym roku uznanie instytucji zajmujących się rejestrowaniem innowacyjnych projektów w dziedzinie produktu lub technologii; projekt wynalazku ze względu na swoje walory innowacyjne ma szanse zostać wdrożony do realizacji; wdrożenie projektu stwarza szanse by został produktem eksportowym; wdrożenie projektu może pozytywnie wpłynąć na budowanie pozycji firmy wdrażającej wynalazek wobec konkurencji na polskim i zagranicznych rynkach; wdrożenie projektu przyczyni się do ochrony środowiska; wdrożenie projektu przyczyni się do wykorzystania rodzimych odmian surowców (rzepaku), technologii i urządzeń.


JERZY BYRA
Panie Profesorze, nominacja do Nagrody Prestiżu RENOMA ROKU zobowiązuje. Musi Pan wyznać, jak na spowiedzi, nad czym Pan pracuje i dlaczego to takie ważne dla nas wszystkich. Tym bardziej, że do nagrody rekomendował Pana Marszałek Województwa Lubelskiego.


Prof. dr hab. JERZY TYS
Obiecuję, że postaram się sprostać zaufaniu jakim mnie obdarzono. Na wstępie proszę przyjąć bardzo ważną uwagą. Nie działam sam. Projekt będący przedmiotem rekomendacji realizuję z zespołem współpracowników, nie mówiąc już o wsparciu Instytutu.

W porządku. Nie zmienia to faktu, że to Pan jest specjalistą od rzepaku i Pan, z polecenia Kapituły, zostanie w tej rozmowie poddany bezpośredniej weryfikacji i lustracji. Najpierw pytanie ogólne, skąd zainteresowanie rolnictwem?
    Przypadek, a może zrządzenie losu. We wczesnej młodości, jak większość chłopców, chciałem zostać żołnierzem. Po szkole średniej też planowałem zostać gwardzistą. Niestety, po złożeniu dokumentów okazało się, że mój ojciec nie ma przeszłości socjalistyczno-robotniczej, że jego przeszłość budzi zastrzeżenia i to sprawiło, że nie zdobyłem odpowiedniej ilości punktów, by móc zostać przyjętym na wyższą uczelnię wojskową. W taki sposób moja kandydatura została odrzucona i marzenia o wojsku prysły. Dlatego, co może dzisiaj będzie interesujące i pouczające, że w składanej dokumentacji informacje o moim pochodzeniu musiały zawierać dane o trzech pokoleniach wstecz. Na pociechę dano mi powołanie do wojska, na 3 lata, bo to była służba w jednostce radiotechnicznej. Miałem wtedy wybór: albo szybko na studia, albo do czynnej służby. A że na 3 lata wojska chęci raczej nie miałem, to na szczęście trafił mi się nabór na Akademię Rolniczą. I choć to przypadek, okazało się, że był to dobry wybór. A ponieważ pochodzę ze wsi a moi rodzice posiadali wzorowe gospodarstwo rolne, to szybko polubiłem to czego wcześniej nie brałem pod uwagę.
 
Teraz pracuje Pan w Instytucie Agrofizyki. Czy wykształcenie rolnicze dało dostateczne przygotowanie, by pracować w tak interdyscyplinarnej dziedzinie nauki, jak agrofizyka?
    Agrofizyka jest dziedziną bardzo wszechstronną i wszyscy pracownicy Instytutu Agrofizyki muszą taką wiedzą dysponować. Tutaj zatrudnieni są: fizycy, matematycy, biolodzy, mikrobiolodzy, ludzie po fizjologii, biotechnologii itd. Ta interdyscyplinarna wiedza w każdym z nas przynajmniej po części musi tkwić, bo inaczej nie ma mowy o sukcesie. Myślę, że to bardzo przyszłościowa dziedzina nauki. Połączenie fizyki, rolnictwa, biologii jest bardzo ciekawe i daje możliwości niezliczonej ilości rozwiązań, jeśli podchodzi się do problemów kompleksowo. Bo wiadomo, że każdy z procesów, który ma miejsce w życiu, to nie tylko fizyka, biologia czy fizjologia, to kompleks różnych wzajemnych zależności i my staramy się te zależności pogodzić a czasami również wykorzystać.
    Poza tym, agrofizyka otwiera dodatkowe możliwości dlatego, że w jednym miejscu mam kolegów fizyków, biotechnologów, matematyków – to poszerza horyzonty i zmusza do szerszego myślenia. Działanie w grupie jest efektywniejsze. U mnie nikt nie działa sam – zawsze jest zespół. Ja na tym zespole polegam i cokolwiek z tym zespołem robię, to jest zawsze efekt działania zespołu a nie pojedynczego człowieka. Oczywiście dokooptowuję ludzi, bo są tworzone nowe wyzwania i do tych wyzwań trzeba sobie dobrać ludzi o odpowiednich kwalifikacjach. Po to, żeby tę potrzebną a brakującą wiedzę uzupełnić. Działanie w grupie, w zespole, ale o różnych kierunkach wykształcenia jest bardzo przyszłościowe.


Zespół naukowo-badawczy:

Prof. dr hab. Jerzy Tys; Dr inż. Robert Rusinek; Dr inż. Grzegorz Paul; Dr Dariusz Wiącek; Dr Wacław Strobel; Mgr Grzegorz Chmielewski; Mgr inż. Jacek Wawrzykowski; Mgr inż. Joanna Lamorska; Mgr Mariola Chmielewska.

Zespół zarządzający i rozliczający projekt:

Prof. dr hab. Jerzy Tys – Kierownik projektu; Dr inż. Grzegorz Paul – Asystent kierownika projektu; Mgr Mariola Chmielewska – Koordynator ds. planowania i realizacji zadań; Mgr Anna Wiśniewska - prawnik, Mgr Ewa Buchajczuk – pracownik obsługi prawnej, Dr Aneta Kazanowska-Charytanowicz – księgowa; Aneta Sujka – księgowa ds. płac.



To rozumiem, ale ze względu na nominowany i realizowany przez Pana projekt proszę powiedzieć, co było powodem szczególnego zainteresowania się rzepakiem?
    Rzepakiem zaszczepił mnie mój pierwszy szef, prof. Bogusław Szot. Gdy przyjął mnie do pracy w Instytucie, już zajmował się rzepakiem. Już wtedy widział w rzepaku właściwości, które nauka może z pożytkiem wykorzystać dla dobra ogółu. To właśnie z prof. Szotem robiliśmy na rzepaku bardzo ciekawe badania. Jeździliśmy po całej Polsce. Wtedy po PGR-ach, bo to były lata 80. Uczyliśmy tam kombajnistów, jak zbierać rzepak bez straty. Choć najpierw musieliśmy nauczyć się tego sami.
    Dostaliśmy duży projekt badawczy, którego celem było, bezpośrednio na polu, określenie wpływu pracy kombajnu na straty rzepaku podczas zbioru i na jakość nasion – to były bardzo żmudne, ale pouczające badania. Właśnie przy tym projekcie zdobyte doświadczenie wykorzystaliśmy do szkolenia kombajnistów, jak należy przygotować kombajn do zbioru rzepaku. Te straty w czasie zbioru są olbrzymie, nawet ponad 15 proc. To była niesamowita misja. Do tego stopnia, że zastanawialiśmy się czy nie wypożyczyć ze Świdnika śmigłowca aby nas transportował po Polsce. No bo nas było tylko dwóch, a mieliśmy do przeszkolenia całą Polskę, kilka tysięcy kombajnistów. Zapotrzebowanie na nas było ogromne. Tyraliśmy od świtu do nocy, bo osobiście musieliśmy kombajnistom pokazać, jak to robić. Straszna praca ale i niesamowita satysfakcja. 

Nie mogliście Panowie napisać i wydrukować instrukcji, która byłaby dla nich praktycznym podręcznikiem, jak ten rzepak zbierać bez strat. I taką broszurę rozesłać do PGR-ów, a nie tyrać na okrągło, jak to Pan powiedział. 
    Tak też zrobiliśmy, ale kontaktu z maszyną, pytań czy wątpliwości, pokazania rozwiązań na konkretnych przykładach nie da się opisać w instrukcji. Tym bardziej, że adaptacja kombajnu wymaga bardzo dużej wiedzy zarówno technicznej – tej o kombajnie, jak i biologicznej - tej o konkretnym łanie rzepaku. Wszystko trzeba było pokazać i wytłumaczyć. Konieczny był kontakt osobisty.

No dobrze, objechaliście już wszystkie PGR-y, nauczyliście kombajnistów, jak zbierać rzepak bez strat. Dzięki waszej edukacji wzrosła wydajność i co dalej?
    Nawiązaliśmy kontakt z zakładami tłuszczowymi. A właściwie to oni zainteresowali się nami zapraszając na szkolenia ich służb agrotechnicznych. Wtedy zakładem najbardziej otwartym na nowości była Kruszwica. Zresztą, takim zakładem pozostała do dzisiaj. Z Kruszwicą współpracuję już kilkadziesiąt lat. Bardzo cenię sobie tę współpracę. Znam tam wszystkich, jesteśmy po imieniu. Wzajemnie się odwiedzamy, robimy różne badania. Oni je nam zlecają. Jednocześnie stawiają określone wymagania. Bo wie Pan, z nauką jest tak, że jak umiem coś robić, to najlepiej robiłbym to od narodzenia do śmierci. A przemysł myśli inaczej. Owszem, weźmie to co robimy, ale jednocześnie chce to, to i to. Nieważne, że my się tym wcześniej nie zajmowaliśmy, i nikt w Polsce. Oni mówią, spróbujcie. Na przykład chodziło o przechowywanie i jakość nasion – a to są niesamowicie ważne sprawy. Więc na ich zlecenie wykonywaliśmy takie badania, ale to nie były badania, które chcieliśmy prowadzić, to oni stawiali wymagania a my mogliśmy się ich podjąć lub nie. Oni dawali nam pieniądze i mówili dajcie nam wyniki. To nie było proste. Szukałem więc ludzi, którzy mają jakieś o tym pojęcie i pomogą w prowadzeniu tych badań. Takie były pionierskie początki współpracy z Kruszwicą. Później nabrali do nas zaufania. Zaufanie w przemyśle jest niesamowicie ważne. Nauka musi udowodnić, że potrafi coś zrobić i to co zrobi przyniesie przemysłowi pieniądze. W efekcie, rozpoczęte wówczas badania jakości nasion i jakości oleju robimy do dzisiaj.

Dlaczego te badania są takie ważne? Przecież na rynku mamy dużą ilościowo ofertę oleju, zróżnicowaną surowcowo i markowo, że chyba niewielu klientów jest w stanie nad tym zapanować. Konsumentów głównie interesuje cena.
    To prawda. Zubożenie społeczeństwa sprawia, że względy jakościowe produktów schodzą na dalszy plan. Dlatego, tym bardziej, te badania są ważne. Na przykład w surowcach oleistych bardzo ważny jest problem czystości biologicznej i chemicznej surowca. Dotyczy to obecności w nasionach WWA (wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych czyli substancji smołopochodnych rozpuszczalnych w cykloheksanie zawierających czynnik rakotwórczy dla ludzi) a szczególnie benzopirenu – silnie rakotwórczego związku. Problem niezwykle ważny, a lekceważony. Ich obecność wynika z niewłaściwego suszenia nasion – suszenia spalinami. Niestety nie dotyczy to tylko rzepaku. Wiem o tym dobrze, bo osobiście zajmuję się określaniem zawartości benzopirenu w materiałach roślinnych. Na przykład w zeszłym roku badałem próbkę kukurydzy. Miała prawie 300 razy przekroczoną zawartość benzopirenu niż przewidują normy. I taka kukurydza trafia na rynek jako pasza dla zwierząt. Poza tym zajmujemy się zawartością mikotoksyn w nasionach i produktach rolnych. To również sprawa niesamowicie ważna i również lekceważona. Wynika ze złego przechowywania zboża, warzyw i innych nasion. Mam więc co robić. Poza tym, różne firmy ubezpieczeniowe angażują mnie, jako eksperta. Oceniam dla nich straty, które powstają w wyniku spleśnienia ziarna – czy nadają się, czy nie nadają do spożycia. Czasami wyniki takiej analizy są porażające.

Panie profesorze, z tego co Pan mówi wynika, że siedzi Pan po uszy w kryminalnych sprawach. Ale co też ważne, obnaża Pan naszą niewiedzę i lekceważenie zdrowego odżywiania.
    Muszę przyznać, że nasza świadomość podstaw zdrowego żywienia jest rzeczywiście na bardzo niskim poziomie. W tym kierunku niewiele się u nas w kraju robi. Dlatego ja, mając to co wyżej na uwadze, wpadłem na pomysł, aby wykorzystać specjalną odmianę rzepaku uprawianą w warunkach ekologicznych i z nasion tej odmiany wytworzyć olej. Ale ten olej powstaje wg ściśle przestrzeganego reżimu technologicznego (opisanego w patencie). Olej ten będzie super bezpieczny i przyjazny dla człowieka.

Domyślam się, że z tym pomysłem udał się Pan do zaprzyjaźnionej Kruszwicy.
    Dokładnie tak, ze względu na nasze świetne stosunki. Powiedziałem im: – Słuchajcie, robicie świetny olej do smażenia, ten z pierwszego tłoczenia, zajmijcie się i tym problemem, bo to będzie olej sałatkowy a więc doskonałe uzupełnienie waszej oferty rynkowej. Chcieli bym im przedstawił całą procedurę. Przygotowałem, pokazałem i długo nie było odzewu - myśleli. Jednym z warunków było, żeby ten olej, który proponuję, konfekcjonować w małych buteleczkach. Dlatego, że po otwarciu trzeba go zużyć w ciągu dwóch tygodni do sałatki czy na kanapkę, ponieważ po tym terminie mimo, że nie jest szkodliwy dla organizmu traci swoje właściwości prozdrowotne i jego spożywanie jest bez sensu ponieważ ma już tylko wartość energetyczną. Natomiast w żadnym przypadku nie można go używać do smażenia.

Dlaczego nie do smażenia i dlaczego tak szybko trzeba ten olej rzepakowy zużyć?
    Dlatego, że podczas smażenia wysoka temperatura zabija wszystkie cenne składniki biologicznie czynne takie jak karotenoidy, tokoferole czy sterole. A wystawienie oleju na działanie światła i tlenu powoduje utlenianie tych związków i pozbawienie ich prozdrowotnego wpływu. Wysoka temperatura niekorzystnie też wpływa na kwasy tłuszczowe szczególnie te najcenniejsze – wielonienasycone.

Co odpowiedziały zakłady tłuszczowe w Kruszwicy?
    Że to ich nie interesuje, głównie ze względu na konieczność konfekcjonowania w małe opakowania o pojemności 100 ml. Byliby zainteresowani, gdyby w grę wchodziły cysterny. Byłem zszokowany, bo byłem pewien, że to jest na tyle ważny temat, że podchwycą pomysł. Ale, jak nie to nie.

I zaczął Pan produkcję na własną rękę.
    Bez przesady. Ale ten pomysł dalej drążyłem w Instytucie. Zrobiłem ochronę pomysłu patentem Polskim, złożyłem również wniosek na patent europejski i wtedy okazało się, że jest możliwość pozyskania na ten cel środków z funduszy europejskich. Złożyliśmy wniosek i z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, ku naszemu zdumieniu i zadowoleniu, dostaliśmy na ten projekt dofinansowanie. To było prawie 6 mln złotych, duże pieniądze, na 5 lat. Cel jest taki: wyprodukowanie specjalnego, ekologicznego surowca czyli rzepaku, specjalnej jego odmiany o specjalnym profilu kwasów tłuszczowych. Takich, które zapobiegają chorobom układu krążenia. Czyli o dużej ilości kwasów Omega 3 i o odpowiednim stosunku tych kwasów do Omega 6, bo kwasy Omega 6 nie zawsze są korzystne. Dlatego to musi być specjalna odmiana i uprawiana bez żadnej chemii (szczególnie pestycydów i desykantów). I co ważne, temperatura w czasie całego cyklu produkcyjnego nie może przekroczyć 30-40 st. C. Olej ten nigdy też nie może widzieć światła i tlenu. Stąd m.in. kolor butelki. Wszystkie te wymagania opisałem w projekcie.

Domniemam, że po otrzymaniu tak wartościowego grantu wreszcie ze spokojem i nieskrywaną radością mogliście wziąć się do pracy.
    Wie Pan, człowiek ma radość, jak dostanie, ale później ta radość stygnie, bo to zobowiązuje do wzmożonej pracy. Najgorsze są przetargi, do których jesteśmy zobowiązani, jako instytucja państwowa. One zjadają człowiekowi połowę zdrowia. Czasem z bardzo błahych powodów trzeba było przetargi unieważniać i wznawiać. Ale pomału przełamywaliśmy wszystkie z tym związane trudności i w końcu powstała pilotażowa linia produkcyjna. Ją też już patentujemy. To jest linia całkowicie prototypowa pozwalająca wykonywać i kontrolować proces bezpiecznego przechowywania nasion, ich mycia, tłoczenia w ściśle określonej temperaturze i konfekcjonowania bez dostępu światła i tlenu. A więc rozwiązanie na wskroś kompleksowe, które ma pokazać, jak trzeba wybudować następną linię – przemysłową, która mam nadzieję powstanie.














Na zdjęciach: fragmenty linii technologicznej do produkcji ekologicznego
oleju rzepakowego „Kropla zdrowia”, o wyjątkowych właściwościach zdrowotnych oraz tłocznia i silos do suszenia nasion. Fot. Instytut Agrofizyki PAN

Panie profesorze, teraz mówi Pan o techniczno-technologicznej stronie linii produkcyjnej, a co z surowcem, Pana rzepakiem?

    Rzepak uprawiamy bez stosowania środków chemicznych. Zbieramy również w specjalny sposób, bo od terminu zbioru zależy obecność w nasionach niepożądanego chlorofilu. Odrzucamy również nasiona najgorsze, najmniejsze one mają bowiem gorszy skład kwasów tłuszczowych. Powiedzmy, że jeśli z hektara mamy 3 tony rzepaku, to prawie połowę od razu odrzucamy. To nie są złe nasiona, one idą normalnie do sprzedaży, ale to nie są nasiona z których powstaje nasz olej. Następnie te wyselekcjonowane nasiona trafiają do specjalnego silosu, w którym rzepak suszymy utrzymując jego odpowiednią wilgotność i schładzamy do 7 st. C. Nasiona są cały czas przechowywane w atmosferze azotu – gazu obojętnego, który ogranicza oddychanie nasion i nie pozwala na jakiekolwiek zmiany chemiczno-biologiczne. Przed tłoczeniem nasiona podlegają gruntownemu myciu pod wysokim ciśnieniem i dopiero po takim procesie przygotowawczym następuje tłoczenie oleju. My mówimy, że jest to płytkie tłoczenie. Czyli odzyskujemy tylko 50 proc. zawartego w nasionach oleju. Jest to olej najcenniejszy. Pozostały olej również wytłaczamy z nasion, ale jest to olej przemysłowy.

Czym ta Pańska technologia różni się od przemysłowej?
    W zakładach tłuszczowych olej podlega procesowi rafinacji to znaczy: odkwaszaniu, odbarwianiu, wymrażaniu i odwanianiu. Niektóre z tych procesów wymagają bardzo wysokiej temperatury i ciśnienia. Podczas takiego procesu giną wszystkie zanieczyszczenia biologiczne i chemiczne znajdujące się w oleju i niestety, przy okazji są tracone lub ulegają znaczącej redukcji niezwykle ważne dla zdrowia właściwości oleju np. zawartość antyoksydantów.

Dlaczego antyoksydanty są takie ważne dla człowieka?
    Są bardzo ważne i w dużych ilościach występuję w moim oleju. Ich rola polega na zapobieganiu chorobom nowotworowym bo powodują redukcję wolnych rodników, a wiemy, że ich rola jest szczególnie niebezpieczna dla zdrowia. Bardzo ważny jest również odpowiedni profil kwasów tłuszczowych. One mają dobroczynne oddziaływanie na układ krążenia – cholesterol. Do jakiego stopnia, sprawdziłem na sobie. Jedząc ten nasz olej, w stosunkowo krótkim czasie zmniejszyłem swój cholesterol z 300 do 190 jednostek. Wcześniej chodziłem z tym problemem do lekarza, dawał mi rożne medykamenty, po których nie dość, że źle się czułem to efektów nie było widać. A więc, oprócz tego, że ten olej jest smaczny, to ma jeszcze tak dobroczynne właściwości zdrowotne. Oprócz tego jest w nim bardzo dużo luteiny czy jak niektórzy mówią – bioluteiny, która ma pozytywny wpływ na wzrok.

Mam z tego rozumieć, że olej przemysłowy ma zły profil kwasów tłuszczowych i dlatego jego wartość spożywcza traci na wartości.
    Powiem tak. Firmy produkujące olej jadalny wprawdzie chwalą się, że mają dobry profil kwasów w swoich olejach, ale to tylko pół prawdy. Nie mówią, że te kwasy są w dwóch formach: cis i trans. Cis – to jest ta najlepsza forma, która ma wpływ na zdrowie, a trans – to jest tylko wartość energetyczna. I produkcja oleju w warunkach przemysłowych: temperatura, środki chemiczne, proces rafinacji itd. znacznie tę formę cis zubaża.

Panie Profesorze, chyba nie chce Pan powiedzieć, że będący w sprzedaży przemysłowy olej rzepakowy mamy całkowicie wyeliminować z użycia.
    Normalny olej rzepakowy nadaje się do smażenia i doskonale spełnia swoją rolę. Natomiast nasz olej, to olej sałatkowy, czyli do bezpośredniego spożycia. On ma zastąpić olej z oliwek. I tu wyjaśnienie.
    My badamy wszystkie oleje, które są na rynku. Badaliśmy kilkanaście olejów z oliwek. Ich ceny są straszne i jakość jeszcze straszniejsza. Taki olej ma doskonały profil tłuszczowy, ale jest dobry gdy jest świeży, we Włoszech czy w Grecji. Poza tym olej extra virgin z oliwek jest w połowie ze słonecznika i nie jest to olej, który może leżeć 2-3 lata bez utraty jakości. Taki przeleżały olej jest nawet niebezpieczny dla zdrowia. Dlatego dużo lepiej jest używać na przykład oleje z takich zakładów jak Kruszwica czy Bielmar, ponieważ są one przez nasz Instytut sprawdzane, mają dokładnie przebadany surowiec i są to jedne z lepszych i bezpiecznych olejów jakie występują na rynku. I proszę tego stwierdzenia nie odbierać jak kryptoreklamy.

Myśli Pan, że Pański olej zyska uznanie rynku. Każda nowość, choćby najlepsza, z trudem przebija się do świadomości konsumentów.
    Wie Pan, trzeba głośno mówić o pozytywach i zagrożeniach wynikających ze spożycia różnych produktów. A mówiąc o moim rzepaku, to ja znam każdą roślinę na polu, przyglądam się jej, jak rośnie, parę razy w roku. Wiem, jak te jego nasiona wyglądają i dojrzewają, dlatego też ja i całe moje otoczenie spożywamy bardzo dużo produkowanego przez nas oleju rzepakowego – naszego oleju sałatkowego „Kropla Zdrowia” – tak się nazywa – bo wiemy, że jest on super bezpieczny i zdrowy. Teraz moim celem jest jego urynkowienie. Chodzi o to, by tę moją mini produkcję przejął jakiś duży zakład i zaczął produkować w ilościach rynkowych.

Jest na to realna szansa?
    Pewna wielka firma, znana na rynku, produkująca dobre produkty, już się nim zainteresowała. Nawet jesteśmy, że tak powiem po słowie. Ta firma podeszła do tematu bardzo profesjonalnie. Najpierw zrobiła analizę rynku, a potem zażądała ceny jednego litra.

No to pięknie! Ma Pan już cenę?
    Nie wiedziałem, jak to skalkulować. Nie znam się na tym, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Wydawało mi się, że powinna być wysoka. Zacząłem liczyć i wyszło mi ok.11-12 zł za litr (ze wszystkimi narzutami). W zestawieniu z tymi w sklepie, których 0,8 litra kosztuje ok.7 złotych to jest cena rzeczywiście wysoka. Ta cena wyszła nam wyższa, bo my zarówno surowiec jak i olej chcemy badać. Chcemy dbać o jego jakość. Chcemy, by nikt nie poszedł na skróty. To co mówimy, że jest w tym oleju, to ma to być. Zgodzimy się na jakąś firmę ale pod warunkiem, że olej zachowa taką wartość, jaką ma w tej chwili, przez nas produkowany.

Wróćmy jeszcze do wspomnianej analizy rynku – jej wyniki były obiecujące?
    Niestety, bez entuzjazmu. Jak można było przypuszczać, dzisiaj w pierwszej kolejności liczy się cena. Społeczeństwo jeszcze nie rozumie uwarunkowań zdrowotnych. Trzeba więc najpierw wyłożyć pieniądze na reklamę, przygotować i przekonać do zalet oleju. Poza tym Instytut Żywienia w Warszawie prowadzi badania tego oleju na ludziach z uwzględnieniem badań składu krwi, cholesterolu i poprawy zdrowia. To uświadamianie społeczeństwa jest konieczne i wymaga czasu. Na ten moment, nasz olej możemy wysyłać do Skandynawii i Niemiec. Tam społeczeństwo jest otwarte na zdrowe produkty. Poza tym nasza żywność ma tam dobrą markę.

Czyli ulokowanie „Kropli Zdrowia” na polskim rynku nie wygląda zbyt różowo. Ale może przy tak wyjątkowych walorach prozdrowotnych, dużej produkcji i sprzedaży cenę będzie można zdecydowanie obniżyć.
    Zobaczymy, jak potoczą się rozmowy. Mam jeszcze 2 lata na zakończenie i wdrożenie projektu. Jest więc jeszcze trochę czasu by znaleźć odpowiednią firmę i jej to wszystko przekazać. Problem w tym, że zgłaszający się chętni chcieliby mieć od razu zyski. A to jest produkt, który jestem tego pewien, na pewno zyski da, tylko w dłuższej perspektywie czasowej.

A pozyskanie surowca nie będzie problemem? Przecież taki specjalny rzepak musi spełniać bardzo wysokie wymagania jakościowe. A to znaczy, że musi być uprawiany w ekologicznie czystych warunkach. Wszechobecne zanieczyszczenie nie ułatwi upraw.
    Rzepak potrzebny do produkcji naszego oleju musi absolutnie spełniać bardzo wymagające kryteria. W grę wchodzi nie tylko ekologia. Rzepak jest rośliną obcopylną i łatwo się przekrzyżowuje, a więc powinna być również zachowana odpowiednia izolacja przestrzenna plantacji. A więc pas ochronny, który uniemożliwi przepylanie tej szczególnej odmiany odmianami gorszymi. Może to bowiem doprowadzić do obecności w oleju szkodliwych kwasów, które znacząco wpłyną na jakość oleju. No i oczywiście nie może być taka plantacja przy drodze.

Lubelszczyzna jest dobrym miejscem dla uprawy rzepaku?
    Doskonałym. Marzy mi się, żeby produkowana z naszego lubelskiego rzepaku „Kropla Zdrowia” została produktem regionalnym, jak oscypek na Podhalu. Chciałbym, żeby Lubelszczyzna słynęła z produkcji rzepaku. Olej może być wytwarzany wszędzie, w Niemczech, Skandynawii, ale ważne żeby surowiec pochodził z Polski, z województwa lubelskiego, żeby te plantacje były pod naszym nadzorem, to bowiem zapewni wysoką jakość surowca. Ważne jest również, jak i kiedy on jest zbierany, to nie mogą być byle jakie nasiona. To mają być najlepsze lubelskie nasiona. Ciągle to powtarzam w Urzędzie Marszałkowskim.

Ciągle podkreśla Pan prozdrowotne walory rzepaku i produkowanego oleju. A czy nie próbował Pan zainteresować nim lekarzy, służbę zdrowia, farmację. To chyba dobry kanał propagowania jego walorów zdrowotnych, a może nawet produkcji i sprzedaży.
    Wie Pan co, ja nie mam umiejętności handlowych ani reklamowych, ja umiem ten olej tylko wytwarzać. Natomiast chciałbym żeby ktoś to przejął ode mnie i zajął się tym jak należy. Mam świadomość, że tu potrzebna jest dobra reklama, medialnie dobry przekaz. Natomiast co do lekarzy, to znam ich wielu, chociażby z Tarnowa i okolic, którzy mówią: – Niech mi Pan przyśle ten olej, bo ja go chcę dawać swoim pacjentom. Wszyscy lekarze, którzy zajmują się chorobami serca wiedzą, że ten olej jest bardzo wartościowy.
    Olejem tym zainteresowała się również duża firma farmaceutyczna. Pytała czy nie można by ten olej pakować w kapsułki i sprzedawać w aptekach. A więc jako farmaceutyk a nie nutraceutyk, ale mnie kapsułki nie interesują. Dla mnie ma to być olej sałatkowy.
    Chciałbym, żeby u nas było tak jak we Włoszech, gdzie na stole zawsze stoi butelka wina i butelka oleju. To się przekłada na sposób odżywiania i zdrowie. Chciałbym, żeby nasze społeczeństwo też traktowało olej jako konieczną rzecz w kuchni. On nadaje się przecież do wszystkiego oprócz smażenia, tak jak już wspomniałem na początku naszej rozmowy. Osobiście smaruję nim chleb, dodaję go do sera i do pomidorów. Codziennie jem go bardzo duże ilości. Nie używam w tej chwili masła, bo po co. Zresztą, te wszystkie margaryny to jest psucie tego co w oleju jest naturalne.

Oparcie pożywienia wyłącznie na oleju, nawet najlepszym zdrowotnie, jakoś mnie nie przekonuje.
    Nie w tym rzecz. Organizm wszystko potrafi sobie zrównoważyć. Gdy potrzebuje tłuszczu, obojętnie jakiego, to on w danej chwili nam smakuje. Jeśli nie smakuje, to nie trzeba go jeść, nie można się zmuszać. Nie powinniśmy przyzwyczajać się do jednej marki. Jeśli jakiś produkt ma coś niewłaściwego to kumuluje się to w organizmie. Powinno jeść się różne surowce, przetwory, różnych marek.
    Na przykład z badań przeprowadzonych na umieralność, z powodu chorób układu krążenia, niezbicie wynika, że umieralność znacznie zmalała w porównaniu z wynikami badań z lat ’50 czy ’60. To jest między innymi efekt tego, że mniej jemy tłuszczów zwierzęcych i używamy więcej tłuszczów roślinnych. To są bezpośrednie zależności. Lekarze w Polsce, również w Skandynawii dowiedli, że przejście z olejów ciężkich na roślinne jednoznacznie związane jest z długością życia i mniejszą zachorowalnością na choroby układu krążenia.

Panie Profesorze, za 2 lata skończy się projekt z rzepakiem i z niego produkowanym olejem. Wprawdzie, jeśli wszystko dobrze pójdzie, będzie Pan dalej badał jego jakość rynkową, ale co to za robota. Z jej braku Dyrektor Instytutu chyba cały zespół wyśle na urlop okolicznościowy.
    Proszę pana, ten projekt z rzepakiem i olejem, to wprawdzie nasza wielka pasja, ale nie tylko tym się zajmujemy. My mamy co robić. Wykonujemy różne działania wynikające z działalności statutowej. Wprawdzie Instytut jest zainteresowany żeby ten projekt realizować, ale to nasza dodatkowa praca, która pożera niesamowite ilości energii, czasu itd.
    Oprócz tego projektu mamy kilka innych działalności. Na przykład mocno skupiamy się na algach i biogazie. Są to projekty ewidentnie przyszłościowe. Poza tym mam doktorantów. Pięciu już uzyskało stopień doktora, a ośmiu nowych jest w trakcie jego robienia. Staram się żeby w ciągu 4 lat zrobili doktorat. A to nie jest proste. Wymaga sporego poświęcenia. Oni chcą jednak szybko zrobić doktorat, bo jak twierdzą, nie mają czasu. Myśmy kiedyś, teraz seniorzy, tak nie patrzyli na pracę naukową. Dla nas najważniejsze było, żeby coś robić a doktorat przyjdzie w odpowiednim czasie. Chcieliśmy, by nasze prace czemuś służyły, a nie tylko trafiały na półkę.

Algi i biogaz to niewątpliwie przyszłość. Tylko same prace badawcze nad tymi projektami, bez współpracy z przemysłem, może spotkać podobny los, jak te rozprawy doktorskie, które trafiają na półkę.

    Oczywiście. Tylko innowacyjne relacje nauki z przemysłem dają konkretne i wymierne efekty. Ważne są wspólne wyzwania. A jeszcze lepiej, z punktu widzenia nauki, żeby sugestie, inspiracje, problemy do rozwiązania trafiały do nas z przemysłu. To ważne, bo to zmusza do wysiłku, żeby sprostać tym wyzwaniom, które od naukowca oczekuje przemysł. To bardzo trudne, ale w tej chwili to jedyna droga, aby tę naukę sprzedać.

Tak jak w przypadku Pańskiego oleju. Ale sałatkowy olej rzepakowy „Kropla Zdrowia” to bez wątpienia realny i praktyczny sukces badawczy Pana i pańskiego zespołu współpracowników.
    To na pewno też nas sukces, ale przede wszystkim osiągnięcie dla całego społeczeństwa. Takiego oleju nie ma na rynku. Sukces dla społeczeństwa, bo może sprawić że ileś istnień będzie trwało dłużej, ileś chorób mniej itd. To jest to, o co w tej chwili walczę. Bo to czy olej wejdzie do szerokiej produkcji, czy nie, czy człowiek zarobi parę złotych, czy nie to, nie jest już teraz ważne. Olej już jest i ludzie tego oleju chcą. Dlatego teraz nowe wyzwanie jest takie, żeby choć trochę zmienić nastawienie społeczeństwa do zdrowej żywności.

Panie Profesorze, zatem kończymy nasza rozmowę, bo musimy zacząć zmieniać nastawienie do zdrowej żywności. „Prestiż” tą rozmową  już idzie Panu w sukurs. Również przez to, że zamawia dla siebie partię oleju „Kropla Zdrowia”. Ale poza tym intryguje mnie jeszcze jedna sprawa. Stąd ostatnie pytanie. Czy poza pracą naukową, która najwyraźniej jest Pana pasją i wielką życiową przygodą ma Pan czas dla siebie. Na osobiste, prywatne marzenia.
    Hmm. Co by tu powiedzieć. Myślę, że każdy ma jakieś skryte marzenia. No więc, zawsze marzyłem, żeby sobie kupić motor.

No nie. Panie Profesorze, nie stać Pana na motor.
    Proszę pana, ale jaki motor – Chopper, np. Harley-Dawidson. Całe życie o Chopperze myślałem, nawet śniłem. Dzieciom mówiłem – słuchajcie, jak nas będzie stać na trochę więcej, to ja taki motor kupię. Dzisiaj, jak widzę jadącego Choppera to moja głowa sama się odkręca. Wie Pan, samochód nie ma dziś duszy. Samochód to blacha. A ten motor to jest coś, jak powiew świeżego powietrza, jak niczym nie zmącona wolność. I myślę, że może kiedyś, jak będzie mnie na to stać, to sobie taki motor kupię, nawet tylko po to, żeby na niego popatrzeć.

Piękna historia, podobnie jak ta o Kropli Zdrowia. Dziękuję za rozmowę. (grudzień 2012)


dodano: 2012-12-11 13:05:00