Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Felieton
Retoryka fałszu i zakłamania


Prof. dr Ewa Lewandowska-Tarasiuk

A także retoryka agresji i werbalnej przemocy, retoryka inwektyw – można by mnożyć rodzaje retorycznych konwencji, które zdominowały dziś scenę polityczną.




Nasuwa się prowokujące pytanie – jaki poziom językowych zachowań prezentują osoby publiczne, czy poziom retorycznej kompetencji satysfakcjonuje tych, którzy ich słuchają i w poczuciu obywatelskiej powinności dokonują wyborów spośród wielu aspirujących do publicznej sceny politycznej? Współczesna scena polityczna mieni się różnorodnością, bo takie są przecież zasługi demokracji. Ale nie jest to jedynie różnorodność prezentowanych racji politycznych, lecz stylów ich prezentacji. Czy wolność słowa, jako podstawowa wartość demokracji, przełożona na pluralizm myśli i sądów pozostaje w sprzeczności z kulturą słowa? Czy pobrzmiewające z trybuny parlamentarnej komunikaty, których językowa ekspresja jest agresywna, stają się tylko jednym z przejawów polszczyzny nowej rzeczywistości, języka nowego tysiąclecia, przełamującego kanon elitarnego kodu językowego humanistycznej inteligencji?

Etykieta językowa jest integralnym elementem etykiety ogólnej, stanowiącej pewien zbiór przyjętych w danej społeczności wzorców zachowań, przypisanych określonym sytuacjom. Jej przykładem są zarówno debaty parlamentarne, jak i wiele innych epizodów z debat publicznych, nierzadko także emitowanych w mediach. Jeżeli przyjąć tezę, że język jest sejsmografem ludzkich nastrojów, to zachowania językowe osób publicznych i przedstawicieli rożnych środowisk społecznych zdradzają niewątpliwie narastające nastroje agresji. Inwektywy, słowa nacechowane emocjonalnie negatywnie, werbalizowane metafory wszelakiego zła coraz silniej wypełniają otaczającą nas czasoprzestrzeń.

Zwróćmy uwagę, że zarówno zasób leksykalny partnerów dialogu, jak i intonacja, modulacja, frazowanie, akcent – słowem wszystko, co się składa na komunikację językową, a także pozajęzykową, np. gesty czy mikrogesty, obnaża stopień nacechowania agresją, która jest obecna wszędzie: w parlamencie i na ulicy, w reklamie (popularne określenie: „agresywna reklama”) i dialogach samorządowców, w subkulturach i literaturze pięknej. Skoro zanikają wzorce językowe inteligencji, a język polskiej literatury pięknej w odbiorze wielu osób wydaje się anachroniczny, komunikacja językowa osób publicznych, VIP-ów, staje się coraz bardziej antyelitarna, to gdzie szukać wzorców językowych?

Retoryka fałszu i zakłamania, retoryka agresji i werbalnej przemocy, retoryka inwektyw – można by mnożyć rodzaje retorycznych konwencji, które zdominowały dziś scenę polityczną. Jest to jeden ze skutków źle pojętej wolności słowa i choć skutek ten częstokroć godzi w nas samych, to i tak okazuje się mniej bolesny niż totalne zniewolenie umysłów i serc. Ale nie jest obojętne, kto staje się kreatorem aktu tworzenia przez słowo, jaką mocą potrafi je natchnąć, jakiej sprawie będzie ono służyć.

Język odzwierciedla wartości, które przyświecają autorowi wypowiedzi. To on – autor wypowiedzi wyraża je w języku. Jesteśmy świadkami relatywizmu wartości naszej cywilizacji, a zatem nasz język, będąc sejsmografem wszelkich procesów zachodzących wokół nas odnotowuje owe zjawiska w swoich przejawach publicznej obecności – w polityce, mediach, dialogu społecznym. Dlatego też pytanie o poziom kultury słowa jest  pytaniem o duchową kondycję człowieka, a ocena owego poziomu – oceną wyznawanych przezeń wartości.

Świadczą o tym wspomniane konwencje retoryczne sceny politycznej. Polityczny świat wartości, wyrażający się retoryką osób go tworzących, obnaża duchową kondycję animatorów sceny politycznej, która nie wydaje się imponująca w sensie aksjologicznym.

Ale wśród twórców sceny publicznej wielu służy prawdzie i wielkości ludzkich dokonań, których retoryka potwierdza jedyny sens Tuwimowskich słów:

    Niech prawo zawsze prawo znaczy,
    A sprawiedliwość – sprawiedliwość.

Osoby publiczne powinny właśnie ten sens wyznawać i głosić. Na tym bowiem polega odpowiedzialność za słowo i takie są przecież w większości oczekiwania społeczne.

Jakże często manipulacyjna ekwilibrystyka powoduje, że uczestnicy publicznych debat przestają się spierać w dobrej wierze, by rozwiązać problemy i zaczynają z uporem bronić własnych racji, chcąc postawić na swoim, by wygrać, tzn. zdominować partnera i skompromitować go. Ta manipulacyjna ekwilibrystyka ma swoją historię, bowiem namiętności zawsze wyzwalały w ludziach zdecydowanie częściej iście diabelską przebiegłość niż anielską cierpliwość.

Sofizmaty, stwarzając pozory poprawnego rozumowania, są w istocie pewną alogiczną, retoryczną zręcznością, pozwalającą odnieść sukces wśród tych, których poziom świadomości nie jest wysoki, kompetencja w materii sporu mierna, a także słabe wyczucie subtelności językowych.
(wrzesień 2017)