Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Garb czy szansa?

Marek Mejssner


Negocjacje z Unią Europejską w swoim ostatnim etapie przypominały bardzo negocjacje unijnego rolnictwa z polskim przy niemym udziale reszty gospodarki i coraz bardziej zdezorientowanego społeczeństwa. Czy rzeczywiście polskie rolnictwo jest obszarem tak newralgicznym gospodarczo, że warto było zabiegać o specjalne warunki akcesji dla niego i czy po wejściu do Unii ma ono szansę stać się, jeśli nie kołem napędowym, to przynajmniej dobrze funkcjonującym elementem polskiej ekonomiki? Jak się wydaje, istnieje na to szansa, ale trudności w modernizacji polskiej wsi mogą być spore.



Podstawowym systemem tworzenia dopłat i kontroli przyznawanych na nie funduszy jest Zintegrowany System Zarządzania i Kontroli, zwany IACS (Integrated Administration & Controll System). Jest to tak naprawdę system rejestracji i kontroli produkcji, aby po pierwsze – wiedzieć czego i ile produkuje się w gospodarstwach rolnych w poszczególnych krajach Unii, po drugie zaś – aby nie można było wyłudzać dopłat za produkcję, której nie ma. Umożliwia on właściwe zarządzanie dopłatami pochodzącymi z budżetu Unii; wprowadzono go w 1992 roku na mocy Reformy MacSharry’ego, zakładającej, że zostaną zmniejszone ceny skupu, co jednak zostanie zastąpione dopłatami.
    IACS obejmuje m.in.: zboża, rośliny oleiste, rośliny wysokobiałkowe, chmiel, tytoń oraz z produktów zwierzęcych wołowinę i baraninę. System zawiera także dopłaty z tytułu ochrony środowiska na terenach objętych rolnictwem i inwestycjami rolniczymi oraz na rolnictwo ekologiczne. W 2005 roku  system zostanie rozszerzony o dopłaty dla gospodarstw prowadzących chów bydła mlecznego.
    Każdy z krajów członkowskich UE posiada własny system IACS. W jego skład wchodzi:
  • skomputeryzowana baza danych, zawierająca informacje o każdym gospodarstwie, które ubiega się o dopłaty bezpośrednie czy inne środki z programów unijnej Wspólnej Polityki Rolnej,
  • alfanumeryczny system identyfikacji działek użytkowanych rolniczo,
  • alfanumeryczny system identyfikacji i ewidencji zwierząt ( dotyczy on bydła opasowego, krów-mamek, kóz i owiec),
  • zbiór wniosków rolników o subwencje do określonych typów produkcji,
  • elementy zintegrowanego systemu kontroli rzeczowej i finansowej produkcji.
    Polska wybrała uproszczony system dopłat bezpośrednich do produkcji. Jego niewątpliwą zaletą jest szybkość uruchomienia. Nie wymaga on bowiem pełnego i posiadającego wszystkie funkcje systemu IACS. Korzystają zeń „z definicji” wszyscy rolnicy, którym takie dopłaty mogą przysługiwać, a więc gospodarstwo nie musi się martwić o wypełnianie skomplikowanych wniosków IACS i lustrację unijnych kontrolerów. Rolnik może też dość często zmieniać kierunki produkcji. Są jednak i wady. Po pierwsze więc tracą właściciele gospodarstw wysokotowarowych, stanowiących w każdym kraju siłę napędową zmian w rolnictwie. Po drugie tracą rolnicy średniotowarowi objęci pełnym IACS, a więc producenci zbóż, roślin oleistych i wysokobiałkowych oraz zajmujący się chowem bydła mięsnego oraz owiec i kóz. Bardzo dużo tracą producenci wysoko dotowanych w Unii: chmielu i tytoniu, co już obecnie będzie wymagało rekompensowania im tych strat z budżetu państwa. Po trzecie, jak udowodnił przykład Grecji, system dopłat uproszczonych spowalnia przemiany na wsi i konserwuje strukturę rolną na dobre kilka lat...

Rynek zbóż
    Rynek zbóż i roślin oleistych to najmocniej dofinansowywany rynek w Unii Europejskiej. Rocznie pochłania on aż 40 proc. budżetu rolnego UE – 17 mld euro. Dofinansowanie obejmuje pszenicę zwyczajną i durum (twarda, do produkcji makaronów), żyto, jęczmień, owies, kukurydzę, sorgo, grykę, proso, mąkę pszenną i żytnią. Zużycie zbóż w państwach Unii Europejskiej szybko wzrasta. Być może powodem jest zataczająca coraz szersze kręgi moda na tzw. zdrowy styl życia (jako, że spada spożycie wieprzowiny i jej przetworów o dużej zawartości tłuszczu). Na pewno zaś rośnie i eksport i zużycie zbóż przemysłowych, w tym paszowych. Według analityków z niemieckiego instytutu Zentrale Markt und Preisberichtelle GmbH w ciągu tylko trzech sezonów 1995/1996 – 1998/1999 zużycie zbóż podstawowych wzrosło ze 166 mln ton do 177 ton, w tym samej pszenicy z 77,2 mln do 83,1 mln ton.
    Zbo­ża paszowe stanowią w tym niebagatelny odsetek, pochłaniając aż 61 proc. produkcji. Mieszkaniec Unii zaś je bardzo ostrożnie – mimo rosnącej konsumpcji przetworów zbożowych i tak na jego głowę przypada ich średnio o 20 proc. mniej niż w Polsce. Inna jest też struktura skupu – w Unii skupuje się aż 80 proc. zbóż,w Polsce – 20 proc. Przyczyną jest oczywiście inny sposób ich wykorzystania – w Unii jest ono przerabiane na mieszanki paszowe, bardziej wydajne i umożliwiające lepsze zagospodarowanie ziarna. W Polsce produkcję zbóż prowadzą często małe gospodarstwa, które korzystają z nich jako z paszy podstawowej i sprzedają nadwyżki lub wyjątkowo zboża w sytuacji udanych jakościowo zbiorów. Zwykle całą produkcję w takim modelu rolnictwa „żywcem” zjadają świnie i drób, co jest sporą rozrzutnością (stosowanie mieszanek obniża ceny produkcji).
    Wbrew pozorom unijne regulacje dla rynku zbóż mają zapewnić dwa cele – poza ustaleniem dochodów rolniczych na pułapie umożliwiającym egzystencję rodzin rolniczych w obrębie klasy średniej i niewystępowanie procesu uprzemysłowienia rolnictwa (tworzenia ogromnych gospodarstw o jednolitej strukturze produkcyjnej, jak w USA) – mają także stworzyć warunki do rozwoju przemysłu przetwarzającego produkty wysokiej jakości (stąd brak europejskiej zgody na przechowywanie żywności poprzez konserwację radiacyjną, czyli napromieniowywanie oraz modyfikacje genetyczne roślin i zwierząt, co zostało już usankcjonowane prawnie w USA.
    Z drugiej strony klęska dawnego EWG-owskiego systemu dopłat „wszystkim do wszystkiego”, powodująca tworzenie istnych gór mięsa, masła i serów oraz rzek mleka, spowodowała konieczność wdrożenia Reformy MacSharry’ego. Od 1992 roku, czyli chwili, w której reformę wdrożono, wsparcie dla cen zbóż w UE spadło do tego stopnia, że unijne zboże jest tylko nieco droższe od sprzedawanego na światowym wolnym rynku. O ile w latach 1995/1996 cena interwencyjna średnia dla zbóż wynosiła 199,19 euro za tonę, o tyle obecnie wynosi ona 101,3 euro i po 2006 roku spadnie, prawdopodobnie o 15 proc.
    Prawdę mówiąc, Unia i Polska skupują tak naprawdę inne zboże. Strajki rolne (w których urządzaniu celuje zwłaszcza Samoobrona), zmusiły w 1996 roku ówczesny rząd Włodzimierza Cimoszewicza do wydania tzw. uzupełnienia do rozporządzenia o jakości minimalnej skupu. Rozporządzenie to, w czasach rządu Jerzego Buzka zostało uzupełnione zarządzeniem prezesa Agencji Rynku Rolnego. Rząd premiera Millera ani ARR niczego nie zrobiły, aby ten stan zmienić, w efekcie czego Agencja skupuje zboże o wilgotności do 21,5 proc., zawierające do 3 proc. zanieczyszczeń nieużytecznych. Dla Unii wymagania te wynoszą odpowiednio do 14,5 proc. wilgotności i do 12 proc. całkowitych zanieczyszczeń z wymaganiami w zakresie minimalnej wielkości różnych grup zanieczyszczeń. Oznacza to, że w Polsce bardzo często skupuje się zboże paszowe jako konsumpcyjne, co odbija się na jakości mąki, a potem – pieczywa.
     W Unii istnieją też ścisłe regulacje co do zakupu interwencyjnego, aby nie pogarszać jakości ziarna. Minimalna ilość odstawionego zboża od jednego rolnika przy tym systemie zakupów wynosi 80 ton,  zaś dla pszenicy durum – 10 ton.
    W Polsce do tej pory takich regulacji nie było: po naszym wejściu do UE będą jednak musiały być wprowadzone. Znikną też regulacje ARR, co przyniesie – paradoksalnie – poprawę jakości, wymuszając jednocześnie na drobnych producentach współpracę, jeśli będą chcieli, aby ich zboża podlegały skupowi interwencyjnemu. Podobnie dzieje się z dopłatami, o które warto się bić.
    W sezonie 2002/2003 stawka dopłat za zboża i rośliny oleiste wynosi 63 euro/tona, a dla roślin wysokobiałkowych 72,5 euro/tona. Oczywiście rolnicy zgłaszający swoje uprawy do dopłaty muszą się liczyć z tym, że może ich spotkać unijna kontrola. Widoczną jej formą jest wizyta inspektorów, która może nastąpić rok po roku, a może i w odstępie 20-letnim. Ale UE zna bardziej nowoczesne formy kontroli – powszechnie używane do niej są zdjęcia lotnicze, co pozwoliło rok temu zdemaskować wielką aferę dopłat do nieistniejących plantacji drzewek oliwnych w Grecji.
    Co więc stanie się z polskim rynkiem zbóż po wejściu do Unii? Pożyjemy, zobaczymy.


Z czym do Unii Europejskiej?
Struktura rolnictwa

Użytki rolne w Polsce zajmują 18,5 mln ha, co stanowi 59 proc. ogólnej powierzchni kraju. Pod względem obszaru użytków rolnych Polska znajduje si´ na trzecim miejscu w Europie, po Francji i Hiszpanii. W porównaniu z krajami Unii Polska ma znaczące zasoby ziemi rolniczej, które na jednego mieszkańca wynoszą 0,47 ha (w 2001 r.). Powierzchnia użytków rolnych w Polsce odpowiada 1/5 powierzchni rolniczej w UE.
    W 1997 roku we wszystkich krajach Unii Europejskiej było 6,9 mln gospodarstw rolnych. W Polsce w 1998 roku liczba gospodarstw wynosiła 1 994 tys. i była o 1 proc. niższa w porównaniu z poprzednim rokiem. Średnia powierzchnia gospodarstwa rolnego w Polsce wynosiła 9,28 ha, w tym użytków rolnych (UR) 8,16 ha. Dla gospodarstw indywidualnych wartości te wynosiły odpowiednio 7,7 ha i 6,9 ha. Średnia powierzchnia gospodarstw w UE w 1997 roku wynosiła 18,4 ha UR. Najmniejsze gospodarstwa są w Grecji (średnio 4,3 ha UR). Porównywalną do Polski średnią mają Portugalia (9,2 ha UR) i Włochy (6,4 ha UR).
    Wskaźnikiem obrazującym poziom rozwoju gospodarczego kraju jest udział rolnictwa w tworzeniu produktu krajowego brutto (PKB). W miar´ rozwoju gospodarczego udział ten zmniejsza si´. W Polsce jest nadal znaczący, choć od początku transformacji znacznie si´ zmniejszył – z 11,8 proc. w 1989 roku do 3,3 proc. w1999 roku. Dla porównania w 1998 roku, w UE-15 udział ten kształtował si´ na poziomie średnio 1,5 proc., przy czym największy był w Grecji (5,8 proc.), najniższy w Szwecji (0,4 proc.).
    Zatrudnieni w rolnictwie stanowili w 2001 roku 25,3 proc. ogółu zatrudnionych w Polsce. W porównaniu z innymi krajami europejskimi, Polska posiada stosunkowo wysoki odsetek zatrudnionych w rolnictwie, porównywalny jedynie z Grecją (17,7 proc. w 1998 r.). Przeciętne zatrudnienie w polskim rolnictwie wynosiło w 2001 roku 22,6 osób na 100 ha użytków rolnych, to jest na poziomie prawie 10-krotnie wyższym niż w Belgii (2,7 osób) czy Luksemburgu (2,4 osób). Wysokie zatrudnienie w rolnictwie jest efektem znacznego rozdrobnienia gospodarstw.
    Struktura gospodarstw rolnych w Polsce jest niekorzystna. W 2001 roku nadal dominowały gospodarstwa małe (do 5 ha), stanowiąc ponad 54,1 proc. ogółu gospodarstw. Gospodarstwa powyżej 15 ha obejmowały jedynie 9,8 proc. ogółu gospodarstw, jednak zajmowały aż 48,6 proc. powierzchni użytków rolnych. W Unii Europejskiej w 1997 roku osiągnięto wynik podobny: gospodarstwa do 5 ha stanowiły 55,3 proc. (największy odsetek małych gospodarstw było w Grecji – 75,8 proc., Włochy – 75,6 proc., Portugalia – 75,9 proc.). Ale gospodarstwa powyżej 20 ha stanowiły ponad 20 proc. ogółu gospodarstw.
    W 2001 roku w Polsce na jeden ciągnik przypadało 13 ha użytków rolnych (11,8 ha w sektorze prywatnym, a 71,3 ha w sektorze publicznym), w Austrii 9,9 ha, a w Hiszpanii 37,4 ha. W roku 1998 w Polsce było 1310,5 tys. ciągników, w tym 1260,9 tys. w sektorze prywatnym. W skali kraju istnieje około 13–15 proc. gospodarstw chłopskich posiadających względnie dobre wyposażenie w potencjał wytwórczy, zdolnych do jego modernizacji we własnym zakresie.

(czerwiec 2003)

dodano: 2012-01-07 16:13:49