Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Gruszki na podciętej wierzbie

Marek Mejssner


Jaki program gospodarczy proponują przed wyborami największe partie polityczne? Poza likwidacją deficytu budżetowego takimi metodami, jak zamrożenie progów podatkowych i wprowadzenie podatku importowego, jest to walka z bezrobociem poprzez fundusze aktywizacji zawodowej i wspieranie drobnej przedsiębiorczości oraz stymulowanie rozwoju gospodarczego przez między innymi interwencję państwa na rynkach finansowych czy wyrównywanie szans edukacyjnych dla młodzieży z miast i wsi. Tymczasem analitycy twierdzą, że jeśli nie wdroży się programu naprawy finansów publicznych grozi nam w latach 2002–2003 kryzys finansowy...



Co jest najważniejsze w polskiej gospodarce dla partii politycznych, które obecnie starają się zmienić całkowicie układ sił w parlamencie?
    Lektura programów wyborczych, dyskusji i połajanek stanowiących w naszej rzeczywistości nieodłączny element kampanii wyborczej może przynieść wiele zaskoczeń. Niestety, niezbyt pozytywnych.

Po pierwsze – budżet

Po ujawnieniu przez ministra finansów Jarosława Bauca gigantycznej dziury budżetowej, stała się ona naczelnym gospodarczym tematem kampanii wyborczej. I nie jest to niczym dziwnym. Polska klasa polityczna bowiem bardzo lubi wypowiedzi na tematy bieżące, nie zmuszające do głębszej refleksji czy określenia swoich poglądów ekonomicznych. Nie grozi to także, że wyborcy mogą domyślić się, iż dana partia nie ma żadnej wizji rozwoju polskiej gospodarki, sprowadzając cały swój program w tym względzie do kilku w miarę nośnych, ale często sprzecznych ze sobą haseł. Jednak nawet jak na nasze krajowe standardy, dyskusja nad dziurą budżetową i sposobami jej załatania przybrała dość zaskakujący obrót.
    Pierwszą niespodzianką stało się przeniesienie tarć wewnątrzprawicowych do rządu. Kiedy minister Bauc określił rozmiar deficytu na 88-90 mld zł i przedstawił bardzo rygorystyczny plan ratowania finansów państwowych, wiążący się z drastycznymi cięciami w poszczególnych resortach, najostrzej zaatakował go wicepremier Janusz Steinhoff (AWSP), będący jednocześnie ministrem gospodarki. Wkrótce też resort ten na prośbę swojego szefa przedstawił własne wyliczenia deficytu – mniejsze od wyliczeń resortu finansów o 30 mld zł.
    Natychmiast także odezwało się obsadzone przez ministra Jerzego Kropiwnickiego z ZChN Rządowe Centrum Studiów Strategicznych. W bardzo ostrym tonie, zarzucając wręcz ministrowi finansów dyletantyzm ekonomiczny, podało swoje własne szacunki dziury budżetowej. Tym razem wynosiły one 33,2 mld zł. Pikanterii całej sprawie dodawał fakt, że zarówno resort gospodarki, jak i RCSS ostro atakowały poprzedniego szefa resortu finansów Leszka Balcerowicza, wieszcząc... ostry kryzys finansowy w czasie jego rządów. Obecna zmiana zdania na bardziej optymistyczne miała zapewne niejaki związek z wszczęciem przez organy ścigania postępowań przygotowawczych wobec kierujących resortami obsadzonymi przez AWS i ZChN (MON, Ministerstwo Łączności, Ministerstwo Skarbu Państwa), gdzie zarzuty o marnotrawienie publicznego grosza zaliczane były do oskarżeń najłagodniejszych.
    Swego rodzaju „bierny opór” wobec ratunkowych planów ministra Bauca, zakładających znaczne cięcia w resortach, uprawiali także inni ministrowie z tej samej opcji politycznej, odmawiając redukcji wydatków.
    Nie popisali się też przedstawiciele opozycji. Po pierwszych, ostrożnych konsultacjach rządowych i opozycyjnych ekspertów (m.in. ministra Jarosława Bauca i prof. Marka Belki, eksperta ekonomicznego SLD), Leszek Miller, lider SLD, doprowadził do zastopowania tych rozmów, stwierdzając, że „opozycja nie zgodzi się na ratowanie budżetu kosztem emerytów i rencistów”, bo tak brzmiała jedna z propozycji ministra Bauca.
    To twierdzenie i późniejszy nagły atak prof. Belki na Radę Polityki Pieniężnej, która miała być współwinna zawaleniu się budżetu oraz zapowiedź nie kandydowania na stanowisko ministra finansów, została odebrana przez rynki finansowe jako zawoalowane przyznanie się do tego, iż kryzysowi nie da się już zapobiec, wobec czego ekonomiczny guru SLD nie chciałby, aby łączono go z tą finansową zapaścią.
    Podobnie zachowało się PSL, które zażądało utrzymania wskaźnika indeksacji rent i emerytur, w zamian proponując rozszerzenie podatku importowego, co groziłoby wręcz konfliktem z Unią Europejską.
    Efektem starć budżetowych stał się bezprecedensowy list przedstawicieli środowisk finansowych oraz banków do premiera i szefa opozycji, wzywający do wspólnych prac nad stłumieniem kryzysu budżetowego, stanowiący więc swoiste votum nieufności  rynku finansowego wobec polityków.
    Mimo upublicznienia przez media, list ten został po prostu przez polityków przemilczany, co jest zjawiskiem na skalę europejską rzadko spotykanym. We Włoszech przemilczenie podobnego posłania od finansistów spowodowało kryzys rządowy. Podobnie zresztą stało się w Belgii. A uzdrawianie gospodarki państwa wbrew rynkom finansowym jest raczej niemożliwe...

Cudowne recepty na bezrobocie

Nie ulega kwestii, że kryzys budżetowy odsunął na plan dalszy rozwijającą się dyskusję nad środkami koniecznymi dla uporania się z bezrobociem. Według szacunków Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową osiągnęło ono w sierpniu 2001 r. niemal rumuński poziom – 18,6 proc., „z wyraźną tendencją wzrostową”. Polityczna zgoda wokół rangi całego problemu jest wyraźna; bezrobocie w takim wymiarze może rozsadzić nawet zdrową gospodarkę i zachwiać najstabilniejszym rządem. W jaki sposób jednak je zredukować?
    Katalog recept wyborczych, ujawnionych zarówno w programach partyjnych, jak i podczas spotkań wyborczych czy w kontaktach z mediami, w tym względzie nad wyraz jest ciekawy.
    Oto koalicja Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy  proponuje przesunięcie większych środków na walkę z bezrobociem ze szczebla centralnego i z Funduszu Pracy do samorządów wojewódzkich oraz rozszerzenie ich uprawnień w zakresie zwalczania bezrobocia. Budowane będą także programy rozwoju regionalnego, gdzie dotowane ma być tworzenie miejsc pracy („niezależnie od formy własności przedsiębiorstwa”). Lewica chce też realizować duże projekty infrastrukturalne, jak budowa autostrad czy zalesianie nieużytków. Miejsca pracy mają też stworzyć projekty ochrony środowiska (przemysł ekologiczny, agroturystyka). Następnym punktem programu jest wyrównywanie szans w dostępie do edukacji dla młodzieży robotniczej i wiejskiej.
    Platforma Obywatelska widzi przeciwdziałanie bezrobociu w trzypunktowym programie.
    Po pierwsze więc nastąpiłaby likwidacja większości zezwoleń i koncesji na działalność gospodarczą oraz zostałby powołany urząd rzecznika ds. przedsiębiorczości „mediującego w sprawach spornych miedzy państwem a przedsiębiorcą”.
    Po drugie nastąpiłoby obniżenie kosztów własnych firm przez wprowadzenie między innymi 15 proc.
podatku liniowego od dochodów osobistych, sfinansowanie przez ZUS zasiłków chorobowych w zamian za składkę równą 2 proc. funduszu płac w firmie i zmniejszenie dodatków za nadgodziny.
    Po trzecie wreszcie konieczne byłoby wzmocnienie pozycji pracodawców wobec pracowników poprzez m.in. zmianę warunków pracy, czyli możliwość częstszego zatrudniania na umowy-zlecenia czy zachęty finansowe, ułatwiające szkolenia pracowników i „edukację nastawioną na potrzeby rynku pracy”.
    Unia Wolności proponuje wspieranie małych i średnich firm – zmniejszanie podatków dla tego typu przedsiębiorstw, zniesienie większości zezwoleń i koncesji, okrojenie biurokracji, zmniejszenie oprocentowania kredytów. Zdaniem Unii, konieczne jest też wyrównanie szans edukacyjnych młodzieży z małych miast i wsi z młodzieżą z wielkich ośrodków miejskich, dofinansowywanie inicjatyw gospodarczych w regionach słabych ekonomicznie, budowa „nowej infrastruktury transportowej i telekomunikacyjnej”. Następnym elementem jej programu jest też decentralizacja układów zbiorowych pracy, a wiec kształtowanie ich według układów regionalnych.
    Polskie Stronnictwo Ludowe proponuje za to stworzenie nowego funduszu celowego – Funduszu Walki z Bezrobociem. Ma on być finansowany z budżetu państwa oraz zasilany opłatami pobieranymi przez Komisję Nadzoru Bankowego i Komisję Papierów Wartościowych za wydanie zezwolenia na objęcie pakietu akcji firm polskich przez firmy zachodnie oraz opłatami od firm zagranicznych montujących w Polsce wyroby finalne ze sprowadzonych do naszego kraju podzespołów.
    Ich zdaniem konieczny jest też rozwój infrastruktury – zwłaszcza na wsi – oraz wprowadzenie powszechnych stypendiów dla dzieci pracowników byłych PGR-ów, a także rozszerzenie emerytur rolniczych na właścicieli gospodarstw karłowatych po 50. roku życia, nie posiadających następców. Stworzona zostałaby też możliwość zatrudniania większej ilości pracowników dla firm rozliczających się przez kartę podatkową. Ludowcy chcieliby także pozyskać kredyt z Banku Światowego na wielkie inwestycje infrastrukturalne, jak autostrady.
    AWSP proponuje program wspierania małych i średnich przedsiębiorstw, obejmujący uproszczoną procedurę ich rejestracji, korzystny system kredytowy, ulgi podatkowe
dla ich założycieli oraz „pewne zmiany w możliwościach zatrudnienia” pracowników w tego typu firmach. Prawica liczy też na rozwój telepracy, co po rozbudowie infrastruktury telekomunikacyjnej „może zwiększyć odsetek pracujących w domu, zwłaszcza kobiet”.
    Prawo i Sprawiedliwość chciałoby skorelowania programów kształcenia z potrzebami rynku, ulg dla drobnej przedsiębiorczości, zmniejszenia stóp procentowych dla przyspieszenia rozwoju gospodarczego i „możliwość rozszerzenia pracy czasowej w małych firmach prywatnych”.
    Warto wspomnieć, że małe i średnie przedsiębiorstwa są podmiotami hołubionymi także przez wszystkie pomniejsze partie polityczne, żądające preferencji dla nich. Jak wygląda rzeczywistość, można się choćby dowiedzieć z raportów GUS, czy resortu finansów, gdzie stwierdzono, że od II połowy roku 2000 wskaźnik zakładanych nowych firm małych i średnich spadł już o 1/3, podczas gdy zamykanych i bankrutujących wzrósł o ponad 20 procent...

Kilka głupich drobiazgów

Programy gospodarcze „rozgrywających” partii politycznych we wrześniowych wyborach zawierają też, poza walką z bezrobociem, i inne elementy. Im także warto się przyjrzeć.
    Dla przykładu Sojusz Lewicy Demokratycznej i Unia Pracy zamierzają wydać na „dokończenie i poprawienie” czterech reform rządu Jerzego Buzka 15 mld zł. Pieniądze te miałyby zostać przeznaczone m.in. na likwidację kas chorych i stworzenie regionalnych funduszy ochrony zdrowia nadzorowanych przez Ministerstwo Zdrowia. Podwyższony zostałby także wskaźnik waloryzacji rent i emerytur, rozszerzone uprawienia do zasiłków i reaktywowane programy aktywizacji zawodowej „częściowo finansowane także przez sektor prywatny”.
    SLD przez wicemarszałka Sejmu Marka Borowskiego obiecało też zwiększenie roli państwa na rynkach finansowych, aż do interweniowania na forexie włącznie, i prace nad opodatkowaniem dochodów od zysków z operacji na rynkach finansowych i giełdzie. Obniżenia podatków nie należy się spodziewać, przeciwnie – „ze względu na stan finansów państwa może nastąpić czasowy ich wzrost”, np. przez zamrożenie progów podatkowych.
    Polskie Stronnictwo Ludowe widzi jako najpilniejszą decyzję uruchomienie dopłat eksportowych, tanich kredytów i gwarancji dla eksporterów, zwłaszcza handlujących nadwyżkami płodów rolnych. Według ludowców, stan państwa wymusi też najprawdopodobniej opodatkowanie lokat bankowych, dochodów z obrotu akcjami i działań na rynku finansowym. Mimo ulg dla małych i średnich przedsiębiorstw, z tego samego powodu partia Jarosława Kalinowskiego postuluje zamrożenie progów podatkowych oraz podwyższenie ich dla osób osiągających największe dochody.
    Pod kontrolą państwa powinny zostać „strategiczne segmenty gospodarki”, jak górnictwo, hutnictwo, przetwórstwo rolne, przetwórstwo paliw, rynek finansowy. Powinny zostać wydane ustawy regulujące wielkość kapitału zagranicznego m.in. w bankowości, mediach, telekomunikacji, firmach zbrojeniowych. Polska powinna także usztywnić swoje stanowisko w rokowaniach z Unią Europejską, zwłaszcza w sprawie okresu przejściowego na zakup ziemi rolnej.
    Platforma Obywatelska proponuje likwidację wszystkich agencji i funduszy celowych, jak np. Agencja Rynku Rolnego, PFRON czy Agencji Prywatyzacji Skarbu Państwa jako „nieefektywnych” i „marnotrawiących fundusze państwowe”. Zlikwidowano by również kasy chorych, tworząc państwowe i prywatne instytucje opieki zdrowotnej. Z obecnej składki zdrowotnej 70 proc. trafiałoby do samorządów, podczas gdy reszta byłaby odprowadzana do właśnie tych instytucji. Zostałaby stworzona też służba audytorska, kontrolująca finanse i przetargi instytucji państwowych.         
    Najważniejszym punktem programu gospodarczego jest wprowadzenie od 1 stycznia 2003 roku 15 proc. podatku liniowego jako podatku od dochodów osobistych. Skasowano by przy tym wszystkie zwolnienia i ulgi podatkowe.
    Unia Wolności proponuje rozpoczęcie reformy systemu zatrudnienia. Wprowadzenie pracy czasowej, rozbudowa infrastruktury teleinformatycznej Polski i zmniejszenie stawek za dostęp do Internetu miałoby pozwolić na rozwój „nowoczesnych technik pracy zdalnej”. Zatrudnianie w niepełnym wymiarze i rozszerzenie możliwości zatrudnienia „pracownika prowadzącego własną działalność gospodarczą” zmniejszyłoby koszty własne przedsiębiorstw. Potrzebny byłby też program umożliwiający zatrudnianie, choćby czasowe, absolwentów szkół wyższych.
    Prawo i Sprawiedliwość opracowuje plan ograniczania wydatków instytucji centralnych oraz funduszy i agencji celowych oraz instytucji samorządowych o „co najmniej 3 proc. rocznie”. PiS postuluje także likwidację większości  funduszy celowych oraz agencji rządowych, takich jak Agencja Mienia Wojskowego.
    Proponuje także zmniejszenie „proporcjonalnie do deficytu państwa” pensji urzędników rządowych, osób z tzw. R-ki, posłów i senatorów oraz działaczy samorządowych a także zniesienie finansowania partii politycznych z budżetu państwa.
    Z kolei AWSP sądzi, że najlepszym lekarstwem na problemy gospodarcze, poza wspieraniem małej i średniej przedsiębiorczości, jest także usprawnienie systemu zakładów pracy chronionej, rozwinięcie funduszu aktywizacji zawodowej oraz systemu przekwalifikowań, „który pozwoliłby na szybkie zdobywanie poszukiwanych specjalności”.
    Konieczne będzie być może także zamrożenie progów podatkowych, ale przy wprowadzeniu ulg prorodzinnych, zwłaszcza dla rodzin posiadających troje lub więcej dzieci. Politycy AWSP zgadzają się także na podniesienie podatków pośrednich dla ratowania budżetu państwa i zamrożenie progów podatkowych.

-----

    Jak więc widać recepty gospodarcze największych ugrupowań politycznych nie są zbyt interesujące. W większości sprowadzają się bowiem do zwiększenia obecności państwa w gospodarce, wzrostu rzeczywistego fiskalizmu przy jedynie deklaratywnym wspieraniu przedsiębiorczości oraz zupełnie marginalnych działaniach na rzecz aktywizacji gospodarki.
    Tymczasem analitycy alarmują: jeśli nie zostanie wdrożony program naprawy finansów państwowych, wówczas zawalą się one w roku 2002 lub na przełomie lat 2002/2203 a więc przy następnym budżecie. Republika Czeska wydobywała się z takiego kryzysu przez dwa lata. Ile lat ekonomicznego i politycznego chaosu czekałoby Polskę?

(wrzesień 2001)


dodano: 2012-01-05 16:25:50