Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Jesienne ocieplenie

Eugeniusz Możejko


Porozumienie o liberalizacji handlu nieprzetworzonymi artykułami rolnymi przełamało impas w rokowaniach na temat warunków członkostwa Polski w Unii Europejskiej i wyraźnie ociepliło atmosferę we wzajemnych stosunkach. Z kolei robocze spotkanie na szczycie w Biarritz  posunęło naprzód sprawę reformy instytucjonalnej Unii, bez której nie byłaby ona gotowa do przyjęcia nowych członków.


Na ostatnim posiedzeniu Rady Stowarzyszenia Polska–UE (10 października) szanse na zamknięcie rokowań z najlepiej przygotowanymi krajami w 2002 r. i ich przyjęcie w roku następnym optymistycznie ocenił komisarz Guenter Verheugen, który jeszcze niedawno wywołał prawdziwą burzę pomysłem przeprowadzenia w Niemczech referendum na temat rozszerzenia Unii (podczas gdy sondaże opinii społecznej w tym kraju wyraźnie wskazywały, że społeczeństwo w większości nie chce przyjęcia nowych członków!). Ostatnio nawet domagał się przyjęcia 2002 roku jako terminu zakończenia rokowań.
    Ostrożniej wypowiadają się inni funkcjonariusze i politycy z krajów „15”. Przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi wierzy wprawdzie w możliwość przyjęcia „grupki” nowych członków w 2003 r., ale nie jest wcale pewien (w przeciwieństwie do Verheugena), czy znajdzie się wśród nich Polska.

Miarodajne oceny

Bardziej miarodajnych ocen naszych postępów i szans w drodze do Unii dostarczy kolejny raport Komisji Europejskiej oceniający postępy w przygotowaniach do członkostwa, spodziewany 8 listopada. Według „przecieków”, zawarte w nim oceny mają być również bardziej dla Polski korzystne niż te sprzed roku. Jednakże dotychczasowe doświadczenia, zwłaszcza ostatniego okresu rokowań, każą traktować zmianę klimatu ze znacznym sceptycyzmem. Jak dotąd, nie przyniosło to – i najprawdopodobniej nie przyniesie do końca roku – wyraźnego postępu w rokowaniach na temat warunków członkostwa.
    Najtrudniejsze tematy – rolnictwo, swobodny przepływ osób, ochrona środowiska – nie zostały jeszcze oficjalnie podjęte. A nie wolno zapominać, że sforsowanie bram Unii wymaga nie tylko pomyślnego zakończenia rokowań, ale też aprobaty parlamentów wszystkich krajów członkowskich. Ich werdykt z kolei w dużej mierze będzie zależał od nastrojów opinii publicznej, te zaś nie są dla rozszerzenia na Wschód zbyt przychylne.

Boje o rynki pracy...

Bodaj największe obawy – zwłaszcza w Niemczech i Austrii – budzi członkostwo Polski – kraju obciążonego największymi, często wyolbrzymionymi w oczach naszych sąsiadów, problemami. Zachodni Europejczycy najbardziej obawiają się masowej imigracji z nowych krajów członkowskich, przy czym Polska jest postrzegana jako główny kraj emigracji zarobkowej, a Niemcy i Austria jako kraje przyjmujące imigrantów. Temu problemowi poświęcają też stosunkowo najwięcej uwagi liczne instytucje zajmujące się liczeniem korzyści i kosztów (z akcentem na koszty) rozszerzenia Unii na Wschód.

...raport Komisji Europejskiej
 
Najbardziej wszechstronne dane na temat przewidywanych ruchów migracyjnych po rozszerzeniu Unii przytacza ogłoszony pod koniec maja raport Dyrekcji Generalnej ds. Zatrudnienia i Spraw Społecznych Komisji Europejskiej pt. „Wpływ rozszerzenia na Wschód na zatrudnienie i płace w krajach członkowskich”.
    Długofalowe projekcje ruchów migracyjnych opracowano przy założeniu maksymalnego, średniego i minimalnego natężenia tego zjawiska. Według wariantu średniego, bazowego, liczba imigrantów ze Wschodu, w momencie wprowadzenia swobody przemieszczania się osób, wyniesie ok. 220 tys., z końcem dekady spadnie do 96 tys. Skumulowana liczba rezydentów pod koniec 2010 r. wzrosłaby do 1,9 mln osób i do 2,4 mln w 2020 r.  W kolejnej dekadzie  zwiększyłaby się już tylko nieznacznie. Szacunki te dotyczą 10 europejskich krajów kandydujących. Według ocen ekonomistów niemieckich, w ciągu 10–15 lat do Unii napłynie 3 mln osób – po ok. 200 tys. rocznie. Niemcy mogą liczyć się z napływem 31-38 tys. osób rocznie, a wszystkie kraje starej Unii – 41 tys. W tym przypadku badania dotyczą jedynie krajów „pierwszej rundy”.

...raport Fundacji Fridricha Eberta

Mniej alarmistyczną wymowę ma ogłoszony w marcu br. raport Fundacji Fridricha Eberta („Rozszerzenie Unii Europejskiej na Wschód: Konsekwencje dla dobrobytu i zatrudnienia w Europie”). Jego autorzy uznają powszechne na zachodzie Europy obawy przed masową imigracją zarobkową za przesadzone, tym niemniej opowiadają się ustaleniem w tym zakresie okresów przejściowych. Obawy te starał się uśmierzyć ostatnio również odpowiedzialny za rozszerzenie Unii komisarz Guenter Verheugen, według którego wzmożony napływ pracowników ze Wschodu grozi tylko regionom przygranicznym. Potwierdzają to wspomniane badania prowadzone na zlecenie Dyrekcji Generalnej ds. zatrudnienia i spraw społecznych (chociaż w Niemczech emigracja koncentruje się raczej wokół rozwiniętych centrów).
    Według przytaczanych w tym dokumencie wyliczeń, wzrost udziału zagranicznych pracowników w przemyśle o 1 pkt  procentowy zmniejsza pensje w Niemczech o 0,6 proc. a w Austrii o 0,25 proc. Ryzyko utraty pracy wzrasta w Niemczech o 0,18 pkt proc., w Austrii o 0,8 pkt proc. Nie są to wskaźniki zbyt dramatyczne. Konkurencja zagranicznej siły roboczej zwiększa ryzyko utraty pracy dla niżej kwalifikowanych pracowników miejscowych. Autorzy studium zwracają równocześnie uwagę, że ograniczenie swobody migracji nie byłoby w stanie całkowicie jej zahamować. Proponują stopniowe otwieranie rynku pracy, np. wprowadzenie kontyngentów migracyjnych.
    W badaniach zachodnioeuropejskich mniej zwraca się uwagę na to, że obok zagrożenia utraty miejsc pracy spowodowanego napływem taniej siły roboczej przyjęcie nowych członków powinno wpłynąć na rynek pracy korzystnie. Handel ze wschodnimi partnerami przyczynia się bowiem do utrzymania, a nawet wzrostu zatrudnienia, przynajmniej w niektórych branżach.
    Według ocen przytaczanych w raporcie Fundacji Eberta, od 1994 r. wzrost eksportu na Wschód przyczynił się do stworzenia 44 tys. miejsc pracy netto, a nadwyżka handlowa zapewnia utrzymanie 0,3 proc. wszystkich miejsc pracy w UE. Autorzy raportu oceniają, że rozszerzenie Unii największe szanse eksportowe na Wschodzie otworzy przed producentami niemieckimi, austriackimi i włoskimi. Do wygranych można zaliczyć regiony o wysokim potencjale eksportowym; przegranymi mogą się okazać słabo rozwinięte, w tym całe Niemcy Wschodnie. Z drugiej strony – podkreśla się w raporcie – niemieckie inwestycje w Polsce, Czechach i na Węgrzech przyczyniły się do stworzenia ok. 200 tys. miejsc pracy, z czego ok. 60 tys. to efekt przemieszczenia produkcji. Obok konkurencji o miejsca pracy w kraju, jest to druga poważna  przyczyna  niemieckich obaw przed rozszerzeniem. Przenoszenie produkcji do regionów o tańszej sile roboczej może, według przewidywań autorów raportu, wystąpić w przemyśle samochodowym, branżach powiązanych z pasywnym obrotem uszlachetniającym czy przemyśle budowy maszyn. Będzie to raczej dotyczyło produkcji komponentów niż całych zakładów.
    Swoboda przemieszczania się w całej Unii zmniejszyłaby nacisk na ich rynki pracy, jednak w prowadzonych badaniach nie poświęca się temu większej uwagi. Nie uwzględnia się także możliwości, że ruch osób mógłby też kierować się na Wschód.

...szacunki Ministerstwa Pracy

Dążąc do otwarcia zachodnich rynków pracy należałoby się też liczyć z tym, że jego efekty nie będą wyłącznie korzystne. Według szacunków naszego Ministerstwa Pracy, przytoczonych przez wiceminister tego resortu Irenę Borutę na konferencji „Rynek pracy w Polsce a rozszerzenie Unii Europejskiej”, w ciągu dziesięciu lat od przystąpienia do UE może wyemigrować od 300 do 700 tys. osób, wśród których z pewnością przeważać będą jednostki dobrze wykształcone, o wyższych kwalifikacjach. Może więc wystąpić efekt „drenażu mózgów”.

Co począć z rolnictwem?

Nie mniej trudnym problemem, a tym samym i tematem rokowań, są warunki włączenia do wspólnej polityki rolnej (CAP) rolnictwa krajów kandydujących. Tutaj powodem obaw zachodnich partnerów są wysokie koszty. Także w tym przypadku za „problemowe” uważa się, nie zawsze zasłużenie, rolnictwo polskie. Obiektywne szacunki są jednakże w tym przypadku bodaj trudniejsze niż przewidywania efektów otwarcia rynków pracy, dotąd bowiem nie wiadomo, jaki zakres przybierze interwencja na rynkach rolnych po projektowanej reformie CAP,  ani na jakich warunkach będzie do niej ostatecznie włączone rolnictwo krajów kandydujących.
    Jak dotąd, dysponujemy jedynie szacunkami własnych kosztów przystosowania polskiego rolnictwa do warunków CAP, obliczanych na 24,5 mld zł. Ze swej strony Bruksela unika zajęcia oficjalnego stanowiska na postulat objęcia polskich producentów rolnych systemem bezpośrednich dopłat, kompensujących ubytek powodowany stopniowym obniżaniem poziomu cen gwarantowanych. Również w odpowiedzi na stanowisko negocjacyjne Polski, w którym oficjalnie wysunięto ten postulat, udzielonej 14 czerwca Komisja Europejska odłożyła rozstrzygniecie sprawy dopłat na bliżej nieokreśloną przyszłość. Równocześnie domaga się szybkiego wdrażania reguł CAP i tworzenia struktur administracyjnych umożliwiających zarządzanie rynkową częścią polityki rolnej.
    Zapewne trudne okaże się też uzyskanie zgody na odroczenie o 2-3 lata stosowania norm sanitarnych dotyczących mleka i mięsa, o co zabiegamy w swoim stanowisku negocjacyjnym. Wprawdzie, według oceny rządu, na początku 2003 r. 70 proc. polskiego mleka będzie spełniało normy unijne (dziś jest to ok. 30 proc.) i ok. 80 proc. mięsa, jednak z pewnością nie wszystkie mleczarnie i zakłady mięsne będą w stanie zmieścić się w tym terminie. Gdyby nie udało się  uzyskać dla nich odroczenia, z chwilą przystąpienia do Unii musiałyby być zamknięte. Przed udzieleniem odpowiedzi na ten postulat Komisja chce otrzymać  dokładne szacunki, jakiej części żywności miałoby to dotyczyć i  w jaki sposób administracja zamierza kontrolować, by żywność nie spełniająca norm unijnych była sprzedawana wyłącznie na rynku wewnętrznym.
    Przepisy i normy CAP będą miały istotny wpływ na spodziewane korzyści, jakie Polska odniesie z zawarcia porozumienia o wolnym handlu mniej przetworzonymi artykułami rolnymi oraz ewentualnego rozszerzenia go na artykuły wysoko przetworzone. Wymowną ilustracją jest tu sprawa wykorzystania bezcłowego kontyngentu na eksport wieprzowiny, przyznanego na mocy porozumienia o wolnym handlu, ale zakazanego ze względu na zagrożenie pomorem polskiego stada trzody chlewnej, który od 1994 r. w Polsce nie występuje. Szanse na jego odwołanie mogą podobno pojawić się na przełomie I i II kwartału 2001 r., po wizycie inspektorów Komisji zapowiadanej na wiosnę.
    Rozwój eksportu żywności warunkuje uchwalenie ustawy o bezpieczeństwie żywności, która powinna wejść w życie w I  kwartale 2001 r. Komisja domaga się ponadto wprowadzenia komputerowego rejestru pochodzenia i zmiany miejsca pobytu bydła, trzody chlewnej, kóz i owiec. Oczekuje, że wszystkie przejścia graniczne zostaną przystosowane do przeprowadzania kontroli sanitarnej zgodnie z normami europejskimi.

Rozwiać wątpliwości
 
Po ostatniej wizycie w Warszawie komisarz ds. ochrony zdrowia i konsumentów David Byrne wyraził opinię, iż Polska ma realne szanse spełnienia wymogów bezpieczeństwa żywności do roku 2003, podkreślił jednak, że chodzi nie tylko o dostosowanie prawa w tym zakresie, ale  i wprowadzenie go w życie. Podobne oświadczenia dotyczące innych obszarów negocjacji słyszeliśmy często z ust innych funkcjonariuszy Komisji. Sygnalizują one niską ocenę zdolności polskiej administracji do egzekwowania unijnego prawa, kiedy już zostanie przyjęte. Tym można tłumaczyć, przynajmniej w części, twarde stanowisko przedstawicieli UE w rokowaniach na temat warunków akcesji. Ich powodzenie będzie w dużej mierze zależało od tego, czy zdołamy rozwiać te wątpliwości.
    Mimo wszystko przekonywanie urzędników Komisji Europejskiej wydaje się łatwiejsze niż pozyskanie przychylności zachodnioeuropejskiej opinii publicznej dla rozszerzenia Unii o Polskę.

(listopad 2000)

dodano: 2012-01-04 16:50:13