Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Meandry prywatyzacji

Prywatyzacja to w Polsce temat drażliwy. Nie od dzisiaj.

Joanna Winkler


Gdy piętnaście lat temu rozpoczął się w Polsce proces przekształceń własnościowych polskich przedsiębiorstw, w społeczeństwie dominował optymizm. Tak przynajmniej wynikało z przeprowadzanych wówczas sondaży.



Giełda czy...

Z każdym rokiem przybywało jednak przeciwników prywatyzacji. Uważali oni bowiem, że z jej dobrodziejstw korzystają przede wszystkim cwaniacy i kombinatorzy, dawna nomenklatura, kapitał zagraniczny. A także pracownicy prywatyzowanych przedsiębiorstw (15 proc. akcji za darmo).
    Dodatkowe rozczarowanie, i to na ogólnonarodową skalę, przyniósł program Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, z którego korzyść mieli odnieść wszyscy obywatele. Odniosły jednak tylko określone „grupy interesów”.
    Nic więc dziwnego, że w ciągu 15 lat prywatyzacji ciągle odżywała dyskusja nad stosowanymi formami przekształceń. Jedni uważali, że najkorzystniej prywatyzować z wykorzystaniem inwestorów – najlepiej zagranicznych, inni preferowali spółki pracownicze, jeszcze inni – sprzedaż akcji firm w ofercie publicznej. Jak stwierdził Wiesław Rozłucki,
prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, na konferencji „15 lat prywatyzacji”, która odbyła się niedawno w Szkole Głównej Handlowej, poprzeczka przynajmniej w tej formie prywatyzacji została ustawiona tak wysoko, że udało się zapobiec korupcji i złodziejstwu.

Górą prywatne

Od początku transformacji ciągle odżywała także dyskusja, czy prywatyzować pojedyncze firmy, czy też całe sektory. W wypadku sektorów tzw. strategicznych były to decyzje trudne ze względów zarówno społecznych, jak i politycznych, gdyż związane z utratą miejsc pracy przez tysiące zatrudnionych. Dlatego do dzisiaj proces przekształceń własnościowych nie został w nich jeszcze zakończony (m.in. energetyka, gazownictwo, sektor węgla kamiennego). Tymczasem z badań wynika, że chociaż efektywność gospodarowania spółek skarbu państwa poprawia się, to jednak prywatne są bardziej efektywne – zauważa Jacek Socha, minister skarbu państwa.
    Po piętnastu latach prywatyzacji nadal istnieje 1306 przedsiębiorstw państwowych (w 1990 r. ponad 8,4 tys.). Skarb państwa jest głównym właścicielem lub współwłaścicielem 1,8 tys. firm. Około 500 podmiotów należących do skarbu państwa znajduje się w stanie likwidacji lub upadłości. W niektórych proces likwidacji trwa już 14 lat.
    Z badań Najwyższej Izby Kontroli wynika, że skarb państwa nie panuje nad sytuacją w nadzorowanych spółkach. Pewne obszary działalności spółek skarbu państwa wymykają się całkowicie spod nadzoru. Takim obszarem jest m.in. angażowanie majątku przez spółki skarbu państwa i przedsiębiorstwa państwowe w inne podmioty gospodarcze. Okazuje się, że Ministerstwo Skarbu Państwa nie zna nawet wielkości majątku przeniesionego przez spółki i przedsiębiorstwa państwowe do spółek zależnych ani nie podejmowało działań, aby uzyskać takie informacje.
    Nie ulega więc wątpliwości, że najkorzystniejszym wyjściem byłoby sprywatyzowanie w krótkim czasie jak największej liczby istniejących jeszcze przedsiębiorstw i spółek skarbu państwa. W ostatnich latach proces ten uległ jednak spowolnieniu. Z planowanych na ten rok 5,7 mld zł przychodów z prywatyzacji do budżetu trafiło do tej pory tylko 14 proc.
    Warto pamiętać, że prywatyzacja wpłynęła korzystnie na polską gospodarkę. Zmniejszył się w niej udział państwa, poprawiła się efektywność przedsiębiorstw, wzrosła ich innowacyjność i konkurencyjność. Tylko poparcie społeczne dla prywatyzacji jakoś nie rośnie... 

(czerwiec 2005)

dodano: 2012-01-09 17:36:36