Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
O gospodarce, handlu i... zadłużeniu światowym

Z gąszczu analiz i prognoz, międzynarodowych, bankowych, finansowych, rankingowych i Bóg wie, jakich jeszcze, warto wybierać… wiarygodne, w tym nasze, polskie. A taką szansę daje m.in. świeży, tegoroczny raport Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur, pod tytułem „Polityka gospodarcza Polski w integrującej się Europie 2012–2013”, który omawia Mikołaj Oniszczuk.

Świat jest w procesie bezustannych zmian – i to nie tyle na lepsze, co raczej na gorsze. Ilość informacji na ten temat – przytłacza, acz nie do wszystkich dociera, nawet do części wszystkowiedzących polityków. A to już potwierdza znane powiedzenie, że „słońce świeci nad wszystkimi głowami, ale oświeca niejednakowo”. Z gąszczu analiz i prognoz, międzynarodowych, bankowych, finansowych, rankingowych i Bóg wie, jakich jeszcze, warto wybierać… wiarygodne, w tym nasze, polskie. A taką szansę daje m.in. świeży, tegoroczny raport Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur, pod tytułem „Polityka gospodarcza Polski w integrującej się Europie 2012–2013”. A w nim są dwa co najmniej teksty, tj. profesora Juliusza Kotyńskiego i dyrektora IBRKiK, dr hab. Ryszarda Michalskiego, które krótko i rzeczowo prezentują stan i perspektywy gospodarki światowej.

Gospodarka światowa


Procesy zachodzące w gospodarce światowej mają charakter zróżnicowany i nabierają charakteru dwutorowego. Przy tendencji do spowolnienia – w niektórych krajach, w tym w obszarze euro, pojawiły się tendencje recesyjne lub stagnacyjne. Wyższą dynamiką odznacza się gospodarka USA, a przyspieszeniu ulega odbudowa gospodarcza Japonii. Znacznie szybciej niż w krajach rozwiniętych – wzrasta produkcja w krajach rozwijających się i o gospodarkach wschodzących, ale też jest to tempo słabsze niż było przedtem. Z danych za rok 2012 wynika, że dynamika PKB w krajach zaawansowanych gospodarczo  wynosiła 1,2%, a w krajach rozwijających się i o gospodarkach wschodzących – 5,1%. Na lata 2013–2014 – prognozowane są wzrosty – dla grup tych krajów i lat, odpowiednio o: 1,2% i 2,2% oraz o 5,3% i 5,7%.

Z całą mocą odnotować trzeba fakt relatywnie dynamicznych zmian na gospodarczej mapie świata. Dla ilustracji tylko – w roku 2012 – udział krajów zaawansowanych gospodarczo w produkcji światowej stanowił 50,1% a krajów rozwijających się i o gospodarkach wschodzących 49,9%, to już w 2013 r. udział tej drugiej grupy krajów przekroczy połowę produkcji światowej. Udział krajów Unii Europejskiej wynosi aktualnie 19,6%, a krajów strefy euro – 13,7%. A z innych danych statystycznych wynika, że największymi potentatami gospodarczymi świata są: USA (z udziałem 18,9%), Chiny (14,9%), Indie (5,6%), Japonia (5,6%) i Niemcy (3,8%). Po nich – w kolejności – jest Rosja (3,0%), Brazylia (2,8%), W. Brytania (2,8%) i Francja i Włochy (po 2,7%). Udział Polski nie przekracza 1%. Potentatem nie jesteśmy, ale pod względem dynamiki wzrostu – wielu potentatów wyprzedzamy,  w tym UE, Kanadę, Francję czy Włochy i W. Brytanię.

Handel światowy

Po okresie głębokiego załamania handlu światowego – trwa proces jego odbudowy, ale też ma on charakter dwutorowy. Przyspieszenie wzrostu wolumenu handlu międzynarodowego spodziewane jest w latach 2013–2014, odpowiednio – w granicach 3,6% i 5,3%, wobec 2,5% w roku 2012. Co ciekawe, eksport krajów zaawansowanych gospodarczo ma wzrastać szybciej od importu, bo eksport odpowiednio: o 2,8% i 4,6%, a import o 2,2% i 4,1%. A co jeszcze ciekawsze, co może być dobrą informacją dla naszych eksporterów, że import krajów rozwijających się ma rosnąć w tempie prawie dwukrotnie wyższym niż import krajów wysokorozwiniętych. To jakby atut dla realizacji naszych poczynań w kwestii dywersyfikacji rynków zbytu dla eksportu. Oby nie tylko nominalny.

Zmianom w obszarze gospodarki towarzyszą też zmiany w handlu zagranicznym – zatem warto przyjrzeć się, jaki jest aktualnie układ w strukturze geograficznej światowego eksportu i importu. Dane za rok 2012 wskazują, że głównym eksporterem są Chiny (z udziałem 11,2%), przed USA (8,4%) i Niemcami (7,7%). Na dalszych miejscach – w kolejności, plasują się: Japonia (4,4%), bardzo wysoko Holandia (3,6%) i Francja (3,1%).

Stosunkowo odległe miejsca zajmują kraje Ameryki Południowej, tj. Meksyk (16 – te z udziałem2,0%) i Brazylia (22-gie z udziałem1,3%). Polska na tej liście zajmuje 27. miejsce z udziałem 1% i eksporcie na poziomie 183 mld USD. Wyprzedzamy Szwecję, Austrię i Norwegię, a ustępujemy minimalnie Indonezji, a dość znacznie, Indonezji i Szwajcarii. Żeby awansować do pierwszej dwudziestki musielibyśmy zwiększyć nasz eksport o 109 mln USD, a do pierwszej dziesiątki o około 310 mln USD. Na razie nasi eksporterzy walczą o miejsce w dwudziestce. A jak na tym tle wygląda światowa lista importerów?

Trochę podobnie, a w pierwszej trójce są ci sami, co w eksporcie, a więc USA, Chiny Niemcy. Na USA przypada 12,5% światowego importu, na Chiny – 9,8% a na Niemcy – 6,3%. Potem są takie kraje, jak Japonia, W. Brytania, Francja i Holandia. Na dalekich miejscach plasuje się Meksyk, Australia, Brazylia i wielka Rosja. Polska zajmuje 26 miejsce, z udziałem 1,1%. W skali światowej jesteśmy importerem netto rzędu 13 mld USD. Zastanawiające jest to, że na liście 30. największych eksporterów i importerów nie ma Ukrainy. Ale może po stowarzyszeniu z Unią Europejską podciągnie Ukrainę i w tej dziedzinie do góry…

Deficyt finansów i długi publiczne


Światowy kryzys finansowy przerodził się na gruncie europejskim w kryzys zadłużeniowy w części państw Unii Gospodarczej i Walutowej oraz doprowadził do narastania nierównowagi finansowej między największymi potęgami gospodarczymi świata. I o ile w sytuacji gospodarczej świata jest ni biało, ni czarno -  czyli szaro, to w sytuacji budżetowej i płatniczej jest po prostu… dziura. O jej skali świadczą dane dotyczące wybranych krajów, w tym w strefie euro za lata 2008–2012, liczone w relacji do PKB. Otrzymujemy w ten sposób taki oto obraz. Aż strach cytować… Deficyt sektora finansów publicznych ma miejsce we wszystkich krajach strefy euro, z wyjątkiem Niemiec i w roku 2012 stanowił 3,6% PKB. Największy z nich dotyczy Hiszpanii (10,3%PKB), Irlandii (7,7%), Grecji (6,4%) i  Portugalii (4,9%). We Francji też nie lepiej, bo sięga 3,6%. Jeszcze trwożniej, bo czernią tchną dane o długu publicznym. W tej materii niechlubnymi liderami są cztery kraje, gdzie dług publiczny przekracza 100% PKB. A są nimi: Grecja (158,5% PKB), Włochy (127%), Portugalia (123%) i Irlandia (117,1%). Wysoki stopień zadłużenia występuje też w W. Brytanii i we Francji (po 90,3%), w Hiszpanii (84,1%) i nawet w Niemczech (82%).

Najlepiej, przynajmniej na razie, wygląda sytuacja w USA, gdzie po latach deficytów w sektorze finansów publicznych, jest nadwyżka wpływów nad wydatkami rzędu 8,5% PKB. Zgoła odmienna jest sytuacja w dziedzinie długu publicznego, który w roku ubiegłym sięgnął 106,5% PKB.

Na tym tle – nasze wskaźniki, choć też niepokoją, są znacznie lepsze.

I w tym kontekście... kolejne pytania


W świetle przedstawionych ocen sytuacji – pozostaje co najmniej kilka pytań oczekujących na odpowiedź lub dodatkowe wyjaśnienie. Co, czy kto spowodował sytuację kryzysową i co trzeba zrobić by tę sytuację zmienić bądź poprawić? Chodzi więc o diagnozę i terapię.

Z wielu myśli diagnostycznych – odnotować trzeba by tę między innymi, która kładzie nacisk na samą sferę bankową. A Ryszard Michalski ujął ją następująco: zaawansowane systemy bankowe i ubezpieczeniowe, w warunkach globalizacji i liberalizacji obrotu, przy braku właściwej kontroli i regulacji rynku instrumentów pochodnych oraz rozlicznych mankamentach zarządzania finansowego – uległy na dużą skalę pokusie nadużycia czyli swoistemu hazardowi moralnemu. Sektor finansowy w najbardziej rozwiniętych krajach, od kilkunastu lat, charakteryzował się najwyższymi stopami zwrotu i poziomem wynagrodzeń, w tym bonusów kadr zarządzających. Instytucje finansowe rozwiniętego świata utrzymywały pod tym względem swą wyjątkową, uprzywilejowaną pozycję, mimo licznych zapowiedzi specjalnego opodatkowania ich ponadprzeciętnych zysków oraz prób ograniczenia wypłat wysokich apanaży. Zaczęły więc działać, co trzeba zrazu dodać, w stylu „hulaj dusza, piekła nie ma”, nie licząc się z innymi strukturami władzy i administracji.

A z myśli terapeutycznych – preferowana jest polityka dyscyplinowania, wręcz ograniczania wydatków, a nie zwiększania dochodów i popytu, zwłaszcza z tytułu pracy czyli oddziaływania na wzrost zatrudnienia. Wydaje się, że polityka „zaciskania pasa”, i to ponad miarę, skoro obniżono nawet od marca 2011 r. wysokość zasiłków pogrzebowych, jest drogą mało efektywną, czysto fiskalną, a nie pobudzającą rozwój. Więc mamy, to co mamy. Spowolnienie i frustrację społeczną. Ale optymizm wśród części polityków – nie ginie. Głoszą wszem i wobec, że jak oni dojdą do władzy, to, jak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki, poprawi się wszystko na lepsze czyli dobrobyt. Mają już ponoć na taką „różdżkę” licencję i patent. Wejdziemy z nią na ścieżkę innowacyjności produktowej! Związkowcy zapowiadają, że produkcja różdżek ruszy już we wrześniu br.

Mikołaj Oniszczuk - Dziekan Korpusu Promotorów Polskiego Ekspo
rtu


dodano: 2013-07-15 09:19:01