Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Państwo nie może być paserem

Z KRZYSZTOFEM ŁASZKIEWICZEM, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa rozmawia Jerzy Pawlas


Jerzy Pawlas
Wydawało się, że najpierw przeprowadza się reprywatyzację, a potem uwłaszczenie – skoro zmienia się ustrój. Tymczasem restytucja własności staje się problemem. Czy polscy reformatorzy chcieliby dostać Nobla, budując kapitalizm bez własności?

Krzysztof Łaszkiewicz
Logika wskazuje, że transformacja ustrojowa w sferze własności powinna przebiegać od reprywatyzacji i uwłaszczenia do prywatyzacji. U nas postępowano odwrotnie. Zajęto się prywatyzacją, komplikując w wielu przypadkach zarówno prywatyzację, jak i reprywatyzację. Wystarczy wspomnieć głośne przykłady, jak sprawa Wedla czy browaru żywieckiego. Nie umiem powiedzieć, czy to błąd zaniechania, czy błąd celowy. W każdym razie Polska, jako jedyna spośród państw postkomunistycznych, nie przeprowadziła reprywatyzacji. Pozostała Białoruś, do której przyrównuje się nasz kraj. Tymczasem inne państwa, nawet byłe republiki sowieckie, jak Litwa, Łotwa i Estonia – znakomicie rozwiązały ten problem. Nie mówiąc o Czechach, gdzie wydano 6 ustaw reprywatyzacyjnych, a w tym roku doszła siódma. Polska była niegdyś inicjatorem przemian ustrojowych, a dziś w tej dziedzinie pozostaje daleko w tyle.

Czy można dojść przyczyn, dlaczego właśnie tak się stało?
    Mnie trudno mówić o przyczynach. Podam przykład najbardziej bulwersujący. Ponad połowa roszczeń dotyczy tak zwanego mienia zabużańskiego. Zabużanie mają – używając przenośni – nie tylko betonowe, ale nawet żelbetowe podstawy prawne. Są nimi umowy międzynarodowe, jakie podpisała Polska, a także osiem ustaw prawa polskiego, orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego i uch- wały Sądu Najwyższego, podniesione do rangi zasady prawnej. Jednak Zabużanie nie mogą zrealizować swego prawa. W 1990 roku skomunalizowano mienie Skarbu Państwa. Teraz gminy argumentują, że roszczenia właśnie jego dotyczą, a nie samorządów. Błędne koło zamknęło się.
 
Twórcy ustawy nie przewidzieli jej konsekwencji?
    Gdy rozmawiałem z autorami ustawy komunalizacyjnej, nie kryli swego zafrasowania.

Własność traktuje się jako prawo naturalne....
    Na pewno własność jest prawem podstawowym człowieka i obywatela, obok prawa do życia i wolności.

Czy wobec tego rząd kwestionuje to prawo, skoro nie może zdecydować się na jego wprowadzenie i proponuje reprywatyzację w 50 procentach?
    Konstytucja stanowi, że państwo może brać na siebie tyle obowiązków, ile zdoła wytrzymać. Nie ulega wątpliwości, że gdyby przeprowadzono reprywatyzację w latach 1990–1993, co stałoby się niechybnie, gdyby parlament nie został rozwiązany, to opiewałaby ona na wartość stuprocentową. Tymczasem rząd premiera Pawlaka uchylił uchwałę zakazującą sprzedaży mienia, co do którego są zgłoszone roszczenia. Wyprzedano znaczną część mienia. Ludzie kupowali je w dobrej wierze.

No, dobrze, ale jak można kupić w dobrej wierze mienie od państwa, na którym ciąży garb PRL-owskiego dekretowego prawa nacjonalizacyjnego?
    Ten, kto kupuje, czyni to w oparciu o aktualne przepisy prawa polskiego. Wiele przepisów pochodzi jeszcze z okresu PRL-u, jak choćby kodeks administracyjny. Nie jest winą obywatela, że coś kupuje, gdy ma do tego prawo. Jest winne państwo, bo nie zmienia przepisów.

W 1993 roku rząd i organizacje dawnych właścicieli uzgodnili, że majątki będą oddawane w całości, a poszkodowani nie będą dochodzili utraconych korzyści. Teraz, gdy odda się im połowę majątków, wystąpią do sądów o resztę i zwrot utraconych korzyści. Czy Skarb Państwa jest przygotowany na takie konsekwencje?
    W latach 1994–97 ubyło tak wiele mienia, że nie można przeprowadzić reprywatyzacji w stu procentach. Jeżeli ludzie wystąpią z roszczeniami o pełnię  swych praw majątkowych, to dojdzie do takiej sytuacji, w jakiej znaleźli się Zabużanie. Chociaż obecne ścieżki prawa pozwalają na dochodzenie roszczeń, to budżet państwa tego nie wytrzyma. Tylko w 20 sprawach minister rolnictwa musiał wydać 12 milionów złotych, a minister gospodarki w 48 sprawach 36 milionów. Tymczasem roszczeń jest 170 tysięcy. Spirala absurdu jest pochodną nie przeprowadzenia reprywatyzacji na początku transformacji ustrojowej.

Czy parlament nie stawia państwa na pozycji pasera? Kiedyś majątki konfiskowała władza ludowa, a teraz są kłopoty ze zwrotem własności.
    Organy zbywające majątki w latach 90. miały niewątpliwie świadomość istniejących roszczeń – więc zarzut paserstwa byłby uzasadniony. Dopóki parlament nie uchwali ustawy reprywatyzacyjnej, państwo może być pomawiane o paserstwo.

Co to znaczy, że Polski nie stać na reprywatyzację, chociaż było ją stać na uwłaszczenie się nomenklatury i nowej biurokracji?   
    Nie zgadzam się z takim poglądem, lansowanym przez środowisko lewicowe. Polski nie stać na nie przeprowadzenie reprywatyzacji. Niestety nie może obejmować całości roszczeń. Reprywatyzacja stuprocentowa oznaczałaby np. nie przekazanie środków na reformę ubezpieczeń społecznych. Jest więc pewien wybór.

Dlaczego nie reprywatyzuje się lasów, przecież państwo może nadzorować gospodarkę leśną, jak to było przed wojną? 
    Ministerstwo Skarbu Państwa uważało, że lasy powinny być reprywatyzowane, jak inne składniki majątkowe. Jednak lobby leśne, zresztą bardzo silne, było przeciwne. W końcu rząd przyjął koncepcję renty leśnej. Będą więc wypłacane pieniężne odszkodowania za prywatne lasy, wykupywane przez lasy państwowe.

Wśród wniosków reprywatyzacyjnych przeważają roszczenia zabużańskie. Jaki jest sens łączenia zwrotu zagrabionego mienia z odszkodowaniami, wynikającymi z powojennych przesiedleń i umów międzynarodowych?
    To są te same zagadnienia, dotyczą bowiem prawa własności. Można oczywiście uchwalić dwie ustawy, które jednak będą opisywały tę samą procedurę, ten sam majątek i te same zasady.

Jaka jest skala reprywatyzacji? Jej przeciwnicy straszą, że zrujnuje gospodarkę. Charakterystyczne, że blisko 40 tysięcy rozkułaczonych chłopów nie znajduje orędownika w PSL, które jest przeciwko reprywatyzacji.
    Reprywatyzacja w żadnym stopniu nie zagraża polskiej gospodarce, przeciwnie, może tylko przyczynić się do jej rozwoju. Szacunki wykazały, że jeżeli idzie o zwrot ziemi rolnej, odebranej obywatelom, to prawie 36 proc. roszczeń dotyczy gruntów nie przekraczających 20 hektarów. Są to więc typowe gospodarstwa chłopskie. PSL, które mieni się być partią ludową, a nawet powołuje się na etos chrześcijański i Witosowy, teraz domaga się referendum, robiąc od kilku lat wszystko, by pogrzebać reprywatyzację. Nie mnie oceniać takie postępowanie, ale myślę, że wyborcy docenią troskę PSL o rolników.

Czy właściciele mogą być usatysfakcjonowani taką wersją reprywatyzacji, czy będą szukać sprawiedliwości w sądach, Trybunału Strasburskiego nie wyłączając?
    Myślę, że projekt ustawy reprywatyzacyjnej jest rezultatem rozsądnego kompromisu. Właściciele znają przecież perypetie Zabużan. Co innego mieć prawo, a co innego móc je realizować. Prywatyzacja może spowodować, że majątku zabraknie. Trzeba się z tym liczyć. Można, oczywiście, wysuwać roszczenia do budżetu państwa, ale konstytucja zakazuje obciążania go ponad ustawowy zapis. Uważam, że dla właścicieli korzystne jest jak najszybsze uchwalenie ustawy reprywatyzacyjnej, która daje tyle, ile może.

Nieruchomości oddawane byłyby w połowie, a ruchomości?
    Właściciele stawaliby się współwłaścicielami, zgodnie z instytucją współwłasności, znanej z kodeksu cywilnego. Natomiast ruchomości – dzieła sztuki, meble – będące grabieżą na gruncie prawa PRL-owskiego., byłyby zwracane w całości, po udokumentowaniu prawa własności.

Właściwie dzika reprywatyzacja trwa od lat. Znane są liczne przykłady podszywania się pod spadkobierców właścicieli, giną księgi wieczyste, rozszerza się korupcja urzędników samorządowych. To są również argumenty za ustawową reprywatyzacją?
    Mówiłem o tym wielokrotnie. Widać jednak komuś zależy na tym, aby przeciągać sytuację niepewności. Wiadomo, że im bardziej mętna woda, tym łatwiej coś złowić.

W czym należy upatrywać oporu, jaki napotyka reprywatyzację?
    Czesi powiedzieli, że przeprowadzili tak szybko reprywatyzację, bo przeważały argumenty prawne i ekonomiczne; polityczno-ideowe były marginesem. U nas jest odwrotnie. Istotną przyczyną jest również chęć utrzymania monopolu na własność przez środowiska postkomunistów, które zdołały uwłaszczyć się. Poza tym homo sovieticus jest nadal obecny w świadomości znacznej części społeczeństwa. Pokutuje przekonanie, że własność państwowa, społeczna jest lepsza od prywatnej, obciążonej wyzyskiem.

Ostatecznie wydaje się oczywiste, że przed akcesją brukselską obywatele polscy muszą dysponować własnością. Gospodarka polska musi być kompatybilna z gospodarkami państw brukselskich, gdzie własność jest podstawową zasadą.  
    W ostatnim raporcie Unii Europejskiej jest zapis, że w Polsce nie przeprowadzono reprywatyzacji. Problem w tym, że może zaistnieć prywatna własność, jednakże nie właścicieli, którym odebrano majątki, lecz tych którzy uwłaszczyli się. Istotny jest więc konstytucyjny fundament – Polska jest demokratycznym państwem prawnym. Musi więc przestrzegać reguł, jakie obowiązują w takich państwach.

-----

Reprywatyzacja w świadomości społecznej

W marcu 1991 roku – jak wykazują badania CBOS – zwolennicy reprywatyzacji stanowili 65% społeczeństwa, a przeciwnicy – 28%. W maju 1997 roku – odpowiednio 41% i 38%. Stosunek społeczeństwa do reprywatyzacji zbiega się z programem politycznym kolejnych rządów. W 1997 roku największe poparcie dla reprywatyzacji deklarowali zwolennicy ROP (63%), UW (62%); najmniejsze – elektorat SLD (51%) i PSL (24%). Za reprywatyzacją ze względów moralnych opowiadali się najczęściej zwolennicy AWS (80%), UW (72%), ROP (61%), najrzadziej – UP (52%), SLD (51%); ze względów ekonomicznych – najsilniej elektorat SLD (49%), ROP (30%); najsłabiej – AWS (15%), PSL (21%), UW (24%). W 1997 roku 87% ankietowanych przez OBOP stwierdziło, że własność prywatna jest nienaruszalna i powinna być chroniona przez państwo; 65% uważało, że utracone mienie i należności trzeba oddać tylko obywatelom polskim, mieszkającym obecnie w Polsce. W 1999 roku uważało tak 52% respondentów. Sondaż OBOP z 1998 roku ujawnił, że 9% badanych lub ich przodkom zagarnięto nieruchomości w latach 1944–1962.

Reprywatyzacja w krajach postkomunistycznych

Proces reprywatyzacji przeprowadzono na początku zmian demokratycznych, w latach 1990-1992, poprzedzono przygotowaniem odpowiednich regulacji prawnych. Roszczenia przysługują osobom, którym zagrabiono mienie i ich spadkobiercom oraz osobom prawnym, z wyjątkiem Węgier, gdzie do reprywatyzacji dopuszczono tylko kościoły. Czesi pozbawili roszczeń Niemców Sudeckich, Słowacy – emigrantów mieszkających za granicą. Niemcy nie przewidują ograniczeń roszczeń, które mogą dotyczyć nieruchomości, ruchomości, dzieł sztuki, praw na dobrach niematerialnych. Ustawodawstwo czeskie, słowackie, litewskie, przewiduje zwrot mienia w naturze, jak również rekompensaty finansowe. Reprywatyzacja wyraźnie wpłynęła na rozwój gospodarek w tych krajach. Chociaż przywrócenie własności sprzed nacjonalizacji nie było łatwe, to jednak ustawodawstwo reprywatyzacyjne i praktyka gospodarcza krajów Europy Środkowowschodniej przekonują, że zwrot mienia właścicielom jest możliwy i korzystny dla kraju.

Skala reprywatyzacji

Spośród 170 tys. wniosków o zwrot mienia, 90 tys. to tzw. roszczenia zabużańskie. Z 80 tys. pozostałych, około 60 tys. stanowią wnioski o zwrot mienia, które skonfiskowano z naruszeniem ówczesnego prawa. Liczba wniosków o restytucję mienia, przyjętego zgodnie z ówczesnym prawem nie przekracza 20 tys. Po analizie praw spadkobierców, liczba ich zmniejszy się do 10–12 tys.
    Największa liczba wniosków (ponad 40%) dotyczy zwrotu majątków do 20 ha, a tylko 2–3% zwrotu nieruchomości powyżej 500 ha. Co piątym wnioskodawcą jest rolnik, którego rozkułaczono. Z kręgów ziemiańskich wpłynęło 2-3% wniosków. Wartość roszczeń szacuje się na ok. 80 mln zł, przede wszystkim w naturze. Oddanie nie powinno powodować kosztów. Od kilku lat z każdego bowiem prywatyzowanego obiektu przeznacza się 5% na cele reprywatyzacji. Po 10 latach pozwoli to zgromadzić 20 mld zł. Rozłożenie tej kwoty na kilkanaście lat nie musi być więc obciążeniem dla budżetu, ani dla społeczeństwa.

(grudzień 2000)

dodano: 2012-01-04 17:29:44