Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Przez prawie dwa miesiące swojej aktywności w ciągu roku przedsiębiorca musi służyć aparatowi biurokratycznemu

Z ANDRZEJEM SADOWSKIM, prezydentem Centrum im. Adama Smitha, członkiem Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, rozmawia Magdalena Wosińska z portalu PRoto.pl

Andrzej Sadowski (1963) założyciel i prezydent Centrum im. Adama Smitha – Pierwszego Niezależnego Instytutu w Polsce (1989). Jeden z założycieli Zespołu Badań nad Myślą Konserwatywną i Liberalną (1984) na Uniwersytecie Warszawskim. Współinicjator i redaktor drugoobiegowego pisma politycznego Dodruk (1986). Współzałożyciel i członek Zarządu Towarzystwa Gospodarczego w Warszawie (1986-1989). Założył wraz z Mirosławem Dzielskim i Aleksandrem Paszyńskim Akcję Gospodarczą, która skupiała opozycję ekonomiczną końca lat 80. oraz był członkiem jej zarządu (1988-1989). Jeden z założycieli (1996) i członek Zarządu Transparency International Polska (do 2003).

PRoto.pl: Niedawno Financial Times pisał o tym, że polski rząd szuka agencji PR, by ratować reputację. Czy pogarszający się wizerunek kraju może mieć konsekwencje gospodarcze? A może jest tak, że reputacja władzy nie ma wpływu na zainteresowanie inwestorów zagranicznych?
    Andrzej Sadowski: Polska rozwija się przede wszystkim dzięki mikro-, małym i średnim firmom, które wypracowują blisko 70 proc. naszego PKB. Jeżeli rząd chce odnieść trwały sukces, to powinien skupić swoje działania na uwolnieniu zwłaszcza tego sektora od biurokratycznej mitręgi. Każda partia ubiegająca się o władzę obiecuje poprawę sytuacji tej wielomilionowej grupie wyborców, ale później za obietnicami nie idą działania. Najczęstszym błędem popełnianym przez polskie rządy jest uprzywilejowanie dużych inwestorów zagranicznych, którzy mają w Polsce ulokowane miliardy, a zapominanie o tych drobnych przedsiębiorcach rozsianych po całym kraju, których siły ekonomicznej rządzący już nie sumują i nie widzą. Drobni przedsiębiorcy i ich firmy wrośnięci są w lokalne społeczności. Bardzo łatwo jedną złą decyzją zniszczyć część z nich albo zmusić do ratowania się w szarej strefie. Tak zresztą już się nie raz działo. Rozrost szarej strefy w Polsce świadczy z jednej strony o niespożytej przedsiębiorczości Polaków, a z drugiej, że przepisy są tak złe, że tylko w tej strefie jeszcze mogą dalej pracować. Złe opinie m.in. biorą się z takich właśnie obserwacji, ale dotyczą w pierwszej kolejności rządzących, a nie obywateli. Mimo że mogą być niesprawiedliwe i nieprawdziwe, to wpływają na decyzje i sprawiają, że Polska staje się atrakcyjna bardziej dla finansowych spekulantów niż dla prawdziwych inwestorów.

Z badania, które przeprowadziła Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa, wynika, że Polska wciąż jest atrakcyjnym krajem do inwestowania. Spadła jednak nasza atrakcyjność inwestycyjna i niżej niż w poprzedniej edycji badania oceniono naszą stabilność polityczno-społeczną i przewidywalność polityki gospodarczej. Czy to efekt niejasnej (również dla zwykłych obywateli) komunikacji wokół projektu 500+, a także podatku od hipermarketów?
    Poprzedni rząd był mistrzem słowotwórstwa i cieszył się daleko idącą i często bezkrytyczną sympatią mediów. Na końcu okazało się, że nie tylko po słowach, ale i po czynach ich poznacie. Przepaść między tym, co rząd mówił, aby mówić, a tym, co realnie robił, była tak duża, jak głębokość Rowu Mariańskiego. Obecna władza może nie potrafi tak komunikować swoich celów i działań jak poprzednia, ale w przeciwieństwie do niej – i nie oceniam tu jakości tych działań – szybko je realizuje.
    Dobra komunikacja przydaje się zarówno przedsiębiorcy, który wprowadza nowy produkt na rynek, jak i politykowi. Nawet słuszne przedsięwzięcia wymagają umiejętnej komunikacji, która powinna przemawiać językiem korzyści i innej jakości niż do tej pory.

Czy Pana zdaniem dla polityków wciąż to poparcie jest ważniejsze od racjonalnych decyzji gospodarczych?
    Politycy nie są jednorodną mniejszością genetyczną. Każdy z nich ma szansę zaistnieć w historii dlatego, że zrobi coś innego i bardziej korzystnego dla obywateli niż poprzednicy. Jeżeli będzie w stanie przedstawić, że nie symuluje, ale rzeczywiście działa na rzecz zwiększenia dobrobytu obywateli i dobra wspólnego, to bez wątpienia ma większą szansę na reelekcję. Jednak gdy jego „aktywność” sprowadza się do mizdrzenia się w telewizorze i obserwowania sondaży, to wcześniej czy później – jak w przypadku poprzedniej władzy – dojmujący brak dobrego rządzenia wyjdzie na jaw, a konsekwencje zostaną wyciągnięte przy wyborczej urnie. Proszę zwrócić uwagę, że w Polsce w ostatnich wyborach wiele – wydawało się – publicznie rozpoznawalnych osób nie dostało się jednak do parlamentu.

Czy projekt 500+ jest Pana zdaniem błyskotką mającą zyskać aprobatę obywateli, czy jest w nim gospodarczy sens?
    Jako Centrum im. Adama Smitha nie od dziś wskazujemy, że to praca zapewnia bezpieczeństwo polskiej rodziny. Źródłem zła w Polsce jest to, że praca na etat jest wyżej opodatkowana niż wódka. Łączne opodatkowanie pracy na etacie z ZUS-em, składkami i podatkami przekracza 69 proc. tego, co pracownik dostaje na tzw. rękę. Natomiast wódka jest opodatkowana na poziomie ok. 68 proc. To właśnie wysokie opodatkowanie pracy jest źródłem bezrobocia i to ono sprawia, że Polska rodzina nie jest pewna swojego losu. Program 500+ jest interwencją, a powszechnie dostępna praca byłaby zmianą cywilizacyjną. Jeżeli w Polsce nadal nie będzie pracy, to dzieci z programu 500+ wyjadą za nią za granicę. Program ten może wpłynąć na wzrost urodzin, ale jak nie będzie pracy, to na koniec będzie dostarczał pracowników zagranicy.

Przedstawiciele partii zawsze przy okazji kampanii deklarują, że obniżą podatki. To Pan powiedział jednak, że Polacy zostali tak już doświadczeni przez polityków, że z dystansem podchodzą do składanych im obietnic podatkowych.
    Przede wszystkim to drobni przedsiębiorcy doświadczali nie raz, że politycy o obniżeniu podatków mówią wyłącznie w kampanii wyborczej. Na nich spada ciężar płacenia podatków, bo duże korporacje mają takich znakomitych doradców, że są podatkowo „zoptymalizowane”. Drobni przedsiębiorcy czekają na korzystne zmiany, a w zamian rząd i parlament pod hasłem walki z szarą strefą ograniczają im możliwości płatności gotówkowych z 15 tys. euro do 15 tys. zł. W Polsce nie działają sądy, więc płatności gotówkowe w małych firmach są jedynym skutecznym zabezpieczeniem transakcji, bo towar i pieniądze przechodzą w jednym momencie z ręki do ręki. Drobny przedsiębiorca prędzej zbankrutuje, niż doczeka się w sądzie wyroku, a później egzekucji swojej nieotrzymanej zapłaty, od której wcześniej musi zapłacić rządowi podatki. Dramat firm budujących autostrady, które miały kontrakty z agendą polskiego rządu, powinien zmusić rząd do zmiany funkcjonowania sądów, a nie pogarszania sytuacji zwłaszcza drobnych przedsiębiorców.

Może to nie jest takie medialne?
    Radykalna poprawa losu drobnych przedsiębiorców, a przede wszystkim likwidacja rażącej niesprawiedliwości, jaka ma miejsce w Polsce, to najbardziej medialny temat. Przez prawie dwa miesiące swojej aktywności w ciągu roku przedsiębiorca musi służyć aparatowi biurokratycznemu. Dodatkowo, aby żyć w zgodzie z przepisami, które w Polsce fabrykuje rząd i parlament, powinien prawie cztery godziny dziennie je czytać. Bez odczuwalnych zmian, przede wszystkim dla odpowiedzialnych za blisko 70 proc. PKB Polski, trudno sobie wyobrazić skuteczny PR sam z siebie, skupiający się tylko na jednym czy dwóch punktach rządowego programu.

To, o czym Pan mówi, jest przecież uwzględnione już w kampanii wyborczej.
    Ale tylko w kampanii. Tam wszystko wybrzmiewa poprawnie i atrakcyjnie. Po niej zapomina się, że to dziś przedsiębiorcy są najbardziej uciskani przez aparat rządowy i to oni są prawdziwym proletariatem XXI wieku. Traktowani są gorzej niż przestępcy, bo w ich przypadku stosuje się chociaż domniemanie niewinności do czasu skazującego wyroku. Przedsiębiorca traktowany jest przez biurokrację co najmniej jak podejrzany. W Polsce jedynie ci politycy będą skutecznie nie tylko wygrywać, ale i utrzymywać władzę, którzy jako pierwsi w pierwszych tygodniach rządzenia dotrzymają obietnicy obniżenia podatków i innych ciężarów dla drobnych przedsiębiorców.

To spowoduje, że nasz kraj będzie atrakcyjny dla inwestorów zagranicznych?
    Przede wszystkim ma być atrakcyjny dla naszych obywateli. Milton Friedman, którego zaprosiliśmy do Polski, zapytany „co trzeba zrobić, aby inwestorzy zaczęli przyjeżdżać do Polski?”, powiedział, że najpierw należy stworzyć odpowiednie warunki dla naszych przedsiębiorców, bo jeżeli oni odniosą sukces, to jest to najlepszy dowód dla innych, że do Polski należy przyjeżdżać. Rządy postępowały przez dekady wbrew radzie noblisty i stosowały rasizm ekonomiczny, stwarzając lepsze warunki inwestorom zagranicznym niż polskim przedsiębiorcom.
    Rządom w Polsce wydawało się, że takie postępowanie wpłynie pozytywnie na wizerunek kraju. Jednak każdy myślący inwestor, widząc taki rząd, który traktuje obywateli własnego kraju gorzej niż jego, z góry wie, że trafił do kraju typu kolonialnego i wie również, czego może spodziewać się po sprawujących w nim władzę. Źródło: PRoto.pl


Magdalena Wosińska, dziennikarka i redaktorka PRoto.pl. Analizuje rynek pracy PR-owców, pisze o brandingu i rebrandingu marek. Interesują ją PR kultury i marketing polityczny i wierzy, że pisanie czegoś nowego o polityce to dziś naprawdę sztuka. Absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.


dodano: 2016-06-04 08:20:56