Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Swawola cenowa

Felieton ekonomiczny

Ograniczę się tylko do rynku zbożowego, choć ta swawola jest prawie na każdym kroku, a jej produkty „kupujemy” w sklepie codziennie. Gra cenowa jest profesjonalna i perfekcyjna. Gdyby nasi piłkarze tak grali, to nie schodziliby z podium w rozgrywkach o najwyższe tytuły.

To, co łączy „swawolnych” graczy z piłkarskimi – to gra o… pieniądze. Ale ktoś w tych pojedynkach wygrywa, a ktoś musi przegrać. I tak jest aktualnie na rynku zbożowym. Tu pojedynek przebiega po linii: producent, czyli rolnik – sieć skupu – sieć sprzedaży i handlu. Taki zbożowy „trójkąt bermudzki”…  z niebezpieczeństwami. Wszyscy, jak jeden mąż, dążą do jednego celu, czyli tłumacząc to na język gospodarki wolnorynkowej, do zysku. I nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie różnice w sposobach i formach jego osiągania. Część, a może nawet zdecydowana większość, dąży do osiągnięcia zysku „za wszelką cenę”, dyktując te ceny. W efekcie – mamy do czynienia z paradoksem!  

Ten, kto jest fundamentem bytu i dobrobytu, czyli chłop, producent zbóż, staje się główną ofiarą „swawoli cenowej”. Ceny dyktują punkty skupu, przetwórcy, pośrednicy i handlowcy. Ceny za niektóre zboża płacone chłopom są aktualnie nawet o połowę niższe niż w roku ubiegłym, a więc nie pokrywają nawet kosztów produkcji. A przecież chłop. To nie kogut, który jako jedyny w gospodarce rynkowej… pieje za darmo. Wykorzystują fakt dobrych urodzajów, a więc wysokiej, a nawet nadwyżkowej podaży.  

Twierdzą, że to „normalność”, bo podaż przewyższa popyt, tyle że poziom cen, nie w ogóle, a dla producentów rolnych, określają ONI, według własnego „widzi mi się”. Co więcej – tanio kupując, drogo lub znacznie drożej sprzedają, bo w efekcie nie oni kupują, a konsument finalny. To takie abecadło ekonomiczne. Chłop w tym „swawolnym” procederze nie ma nic do powiedzenia. Jest przyparty do muru i stawiany przed pytaniem, jak w dramacie Szekspira o „być albo nie być”. Jakby tego było mało, mimo nadwyżkowej podaży krajowej – importujemy te same asortymenty z innych krajów, np. rzepak z Rumunii. Rodzi się pytanie, czy my mamy jakąś politykę importową? Bo to przecież nie jest tzw. wymiana asortymentowa, jak w przypadku dóbr trwałej konsumpcji. Konkurencja – konkurencją, zysk – zyskiem, ale to nie są „plusy dodatnie” w dobrze pojętym biznesie, a „szarlataneria”. Proceder swawoli cenowej trwa.

Może pora  w końcu, by przyjrzały mu się  odpowiednie służby nadzoru i kontroli i podjęły stosowne działania? Przecież taka swawola, obojętnie czy to „zmowa”, czy coś innego, to negatyw. Inni Europejczycy, w tym Czesi, Niemcy czy Francuzi, może nie do końca skutecznie, ale takim swawolom przeciwdziałają. A my – wolność i swobodę działania traktujemy nazbyt tolerancyjnie i niejako utożsamiamy ze… swawolą. A to już działanie w stylu „brat brata – charata” i – mówiąc językiem chłopskim – jest wręcz grandą w biały dzień! Stoję murem za rolnikami, w tym produkującymi na eksport. A tymczasem życzyć im  cen w skupie płodów rolnych!

Mikołaj Oniszczuk
- Dziekan Korpusu Promotorów Polskiego Eksportu


dodano: 2013-08-02 11:27:23