Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
W poszukiwaniu recepty

Krystyna Sontag


Co to jest dialog społeczny i kogo właściwie dotyczy? Czy ogranicza się tylko do związków zawodowych, rządu i pracodawców? Czy ma jakiekolwiek znaczenie dla pojedynczej firmy? Jak powinien wyglądać w Polsce, a jak wygląda w krajach Unii Europejskiej? Takie pytania postawiono na konferencji zorganizowanej przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych w prestiżowych wnętrzach zamku Królewskiego w Warszawie. Uczestniczyło w niej ponad 100 przedsiębiorców i przedstawicieli firm o różnym statusie własnościowym, działacze związkowi, naukowcy, dwóch biskupów katolickich i spore grono polityków znanych z pierwszych stron gazet.


„Dialog społeczny – miraż czy rzeczywistość” – tak zatytułowano spotkanie i trzeba przyznać, że miało to z lekka prowokacyjny charakter. Uczestnicy konferencji byli zgodni w opinii, że choć instytucja dialogu w stosunku pracy istnieje, to jej funkcjonowanie mocno kuleje i dość wyraźnie odbiega od wzorców praktykowanych w krajach UE.
    Ustawy sejmowe o związkach zawodowych, związkach pracodawców i rozwiązywaniu sporów zbiorowych z początku lat 90. stworzyły podwaliny dialogu społecznego. Zawarto w nich bowiem ideę porozumiewania się na poziomie zakładu pracy i rozwiązywania sporów drogą negocjacji. Został on z czasem wzmocniony przez powołanie Komisji Trójstronnej ds. Społeczno-Gospodarczych.
    Na początku lat 90 Polską specyfiką, wynikającą z dziedzictwa przeszłości, było, iż w tych uzgodnieniach musiało brać udział państwo nie w roli pośrednika, lecz jako największy pracodawca na początku lat 90.

Nowy krajobraz społeczny

W kraju, który ma za sobą dekadę transformacji lata liczą się podwójnie. W roku 2000 inny jest już pejzaż społeczny. Wyznacza go m.in. spadające uzwiązkowienie pracujących. Według tegorocznych badań CBOS wynosi ono tylko 17 proc. To zjawisko obserwowane na całym świecie, lecz w Polsce przeciętny poziom uzwiązkowienia jest obecnie niższy niż w Europie.
    Jan Kułakowski, główny negocjator Polski w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej, powiedział, że dialog społeczny stanowi składnik dorobku wspólnotowego, owego acquis communanautiare, do którego system prawny i praktyka Polski jako państwa kandydującego do UE musi być dostosowany zarówno pod względem legislacyjnym, jak i instytucjonalnym. Mamy wiele do zrobienia, aby dorównać w tej dziedzinie standardom europejskim.
    Przedstawiciel pracodawców europejskich Jan Karel Bout zwrócił uwagę, że dialog z UE odbywa się nie tylko na szczeblu centralnym. Wiele kwestii rozstrzyganych jest na poziomie niższym, gdzie liczy się głos narodowych reprezentacji związków zawodowych i pracodawców.

Człowiek podmiotem dialogu
 
Bp Tadeusz Pieronek zwrócił uwagę, że punktem wyjścia do dialogu jest dostrzeżenie po drugiej stronie człowieka i jego dobrej woli, co zgodnie z nauczaniem Jana Pawła II pomaga kształtować podstawy otwarcia i przezwyciężać pułapkę fundamentalizmu.
    Mniej idealistyczną postawę zaprezentował w dyskusji Aleksander Smolar z Fundacji Batorego, który uważa, że dla demokracji z dobrze funkcjonującym rynkiem i systemem przedstawicielskim instytucja dialogu społecznego nie jest konieczna.
    Również Leszek Balcerowicz dystansował się wobec dialogu społecznego ze względu na to, że potrafi on blokować procesy rynkowe, np. w przypadku scentralizowanych negocjacji płacowych. Zbyt wyśrubowane stawki mogą część przedsiębiorstw doprowadzić do bankructwa.
    Ewa Tomaszewska, posłanka AWS, powiedziała, że z tym wystąpieniem zgodzić się nie można, gdyż zawarta jest tu myśl, iż w gospodarce nie ma miejsca na etykę, bo jedynym Bogiem jest rynek.
    W dalszej części konferencji dodała, że dziś dialog stał się atrapą, gdyż siły polityczne zmarginalizowały Komisję Trójstronną, uznając ją za konkurencję dla parlamentu. Sprzeciw wobec tej tezy zgłosił Tadeusz Mazowiecki, uznając, że gdyby Komisja miała w kwestiach społecznych głos decydujący, oznaczałoby to jakościową zmianę ustrojową. Jego zdaniem, bogactwo demokratycznego życia obywatelskiego wyrażać się powinno różnorodnością platform, na których toczą się różne postaci dialogu. Nie mogą one jednak zastępować mechanizmów politycznych, dla których miejscem jest parlament.
    Zwolennikiem dialogu jest wicemarszałek Sejmu Marek Borowski. Jest on konieczny, ponieważ poszczególne wspólnoty terytorialne, zawodowe i zakładowe mają różne, często sprzeczne poglądy i interesy. Uważa on, że w państwie demokratycznym najważniejszą płaszczyzną dialogu powinien być parlament i pozostałe organy wybierane w wyborach powszechnych.

Brak partnera do negocjacji

Z kolei Wojciech Błaszczyk, z firmy Yawal System, podał przyczyny niepokoju i niezadowolenia z braku partnera do negocjacji. Uważa on, że wynika to z powodu zbyt wysokich wymagań stawianych pracodawcom, a wynikających z obecnie obowiązującego Kodeksu pracy. Wpływają one na wysoki poziom kosztów pracy, ograniczają elastyczność przedsiębiorstw, osłabiają konkurencyjność. Mówił: – Pracodawcy zostali przez polityków pozbawieni możliwości negocjowania warunków pracy, bo Kodeks pracy śrubuje na maksymalnym poziomie prawa pracownicze. Zwrócił też uwagę, że środowisko przedsiębiorców pozbawione jest możliwości formułowania swoich postulatów o charakterze politycznym.
    W odpowiedzi Józef Niemiec z NSZZ Solidarność wyjaśnił, dlaczego związkowcy twardo stoją na stanowisku nieobniżania gwarancji praw pracowniczych. Otóż, jego zdaniem, przedsiębiorcy prywatni nie chcą stworzyć zaakceptowanych przez większość, czytelnych i rzetelnych warunków konkurencji, które w znacznej mierze zależą od poziomu regulacji płacowych i socjalnych. Stąd presja związków na objęcie ustawowym zapisem jak najszerszego zakresu stosunków pracy.
    Konferencja nie przyniosła żadnych konkretnych rozstrzygnięć. Będzie z korzyścią, jeśli jej dorobek zostanie wykorzystany podczas sejmowych prac nad nowelizacją ustawy o Komisji Trójstronnej i prawa pracy.

(grudzień 2000)

dodano: 2012-01-04 08:15:25