Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Zmiana warty

Z TOMASZEM GROTOWSKIM, byłym prezesem Sto Sp. z o.o. i Sto-ispo Sp. z o.o. rozmawia Jerzy Byra

W marcu 1998 r., w drugim numerze „Prestiżu”, zamieściliśmy rozmowę z Tomaszem Grotowskim, prezesem Sto Sp. z o.o. Mając na uwadze, że od tego czasu minęło dokładnie 15 lat, postanowiliśmy wrócić do rozmowy z prezesem Grotowskim i w ten sposób zaakcentować jubileusz pisma. Tym bardziej, że prezes Grotowski, jak widać, wytrwał w tej firmie do dzisiaj, choć już z zasadniczo zmienionym statusem. Nim powiemy, jak do tego doszło, najpierw przypomnimy jego drogę zawodową przed przygodą z firmą Sto.
Po ukończe­niu Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (obecnie SGH) młody Grotowski rozpoczął pracę w Centrali Handlu Zagranicznego CEKOP w Warsza­wie. Wówczas Centrali Eksportowo-Importowej Kompletnych Obiektów Przemysło­wych. Przepracował w niej 26 lat. Od stażysty w dziale eksportu fabryk płyt drewnopochodnych po dyrektora biura ma­teriałów budowlanych. Jak mówi, był to pa­sjonujący okres zawodowego rozwoju i zmagania się z wielu przeciwnościami. Jako kierownik działu eksportu zapisał na swym koncie wiele udanych kontraktów w eksporcie kompletnych fabryk. Jednym z ciekawszych była sprzedaż do Iraku fa­bryki płyt pilśniowych, dla której surowcem były liście palmowe. Była to jedyna tego rodzaju fabryka na świecie, z technologią opracowaną przez polskich inżynierów.
      Gdy w latach osiemdziesiątych - okresie regresu technologii polskiego przemysłu - firma przestawiła się z eksportu technologii na organizację przedsięwzięć inwestycyj­nych na rynkach bliskowschodnich został najpierw w Warszawie kierownikiem działu przedsięwzięć budowlano-montażowych w Emiratach Arabskich, Libii i Iraku, a w 1986, już jako dyrektor oddziału kierował w Libii realizacją ponad 20 projektów budowlano-montażowych. Po powrocie w 1990 roku zastał centralę przystosowującą się do nowych warunków gospodarki rynkowej. Pracując uważał jed­nak, że proces dostosowywania trwał zbyt wolno. W 1995 r. zgłosił więc swoją kan­dydaturę do firmy konsaltingowej poszuku­jącej zarządcy dla uruchomienia w Polsce filii niemieckiego koncernu materiałów bu­dowlanych Sto AG. Jesienią 1995 r. został zaakceptowany na to stanowisko. Wio­sną 1996 r. zarejestrował w Warszawie Sto Sp. z o.o. Była to szósta zagraniczna filia firmy Sto AG. Na zadane wówczas pytanie, dlaczego podjął się tak trud­nego zadania, odpowiedział: „Chociaż nie jestem typem wojownika, chciałem się sprawdzić w pracy od podstaw. A że za­wsze staram się robić coś konstruktywne­go, uznałem, biorąc pod uwagę plany in­westycyjne Sto AG w Polsce, że to może dać mi sporo satysfakcji i zdyskontować li­bijskie doświadczenia menedżerskie.



JERZY BYRA
Panie Prezesie, powodem naszej tu rozmowy jest list, który otrzymałem od Pana pod koniec stycznia br. Dziękuje Pan w nim za współpracę sprzed 15 lat i informuje, że, cytuję: „obecnie wkraczam w okres emerytalny”.


TOMASZ GROTOWSKI
Uznałem, że po 18 latach pracy w Sto i przejściu na emeryturę powinienem podziękować wszystkim, którzy towarzyszyli mi w tej bardzo ciekawej i owocnej drodze zawodowej. Od zarejestrowania firmy do osiągnięcia pełnoletności.

Przypomnę, że efektem współpracy była między innymi rozmowa z Panem w marcowym numerze „Prestiżu” z 1998 roku. Pomyślałem więc, że ponowna rozmowa, dokładnie w 15. rocznicę ukazywania się pisma, będzie dobrym jubileuszowym akcentem. Klamrą spinającą opierzoną młodość „Prestiżu” i dojrzałość Sto oraz Pańskie przejście w stan zawodowego spoczynku.
    To ostatnie nie jest tak satysfakcjonujące, jak minione zawodowe lata, ale takie są reguły gry w Grupie Sto i taki rytm życia, na który nie ma się wpływu.

Gdy zadzwoniłem, po Pańskim liście, by złożyć słowa szacunku i uznania oraz zaproponować podzielenie się tym nowym stanem rzeczy, asystentka powiedziała, że to teraz niemożliwe, bo jest Pan w trakcie przyjmowania gości z zagranicy.
    Tak się złożyło, że akurat przyjechali szefowie prawie wszystkich zagranicznych filii Grupy Sto AG z całego świata oraz właściciele firmy, by porozmawiać o dalszych planach rozwoju korporacji i przy okazji umilić moje odejście na emeryturę.

Świadczy to dużej kulturze organizacyjnej firmy. Ale czy musiał Pan odejść?

    W Sto jest normą, że po osiągnięciu wieku emerytalnego następuje zmiana pokoleniowa. Powołuje się nowych szefów filii zagranicznych. Każdy nowo powoływany ma około 40 lat.  

Pan ile miał lat?
    W momencie powoływania miałem 48 lat. Mój następca ma 46 lat.

Z tego wniosek, że nowo powołany szef ma dużo czasu na wykazanie się swoimi umiejętnościami i osiągnięciami. To komfortowa sytuacja. A co w sytuacji gdy nie osiągnie dobrych wyników?
    Zdążyłem przez dwa miesiące wspólnej pracy poznać nieco pana Jacka Woźniczkę i uważam, że taki scenariusz jest nieprawdopodobny. Firma jest w dobrych rękach. Zresztą, nie może być inaczej, bo dobór kadr w grupie Sto prowadzony jest z rozmysłem i starannie. Fluktuacja na stanowiskach menadżerskich (poza wymianą pokoleniową, o której mówimy) jest w porównaniu do innych koncernów europejskich (nie mówiąc już o USA) bardzo niska.

Nie żal Panu odejścia?

    Tak po ludzku, na pewno. Ale jeśli od początku zna się warunki zatrudnienia, to taka sytuacja nie budzi wątpliwości. Do tego, jeśli miało się okazję zbudować firmę od podstaw. Od zarejestrowania, doboru personelu, po zbudowanie fabryki i osiągnięcie zadowalających Centralę wyników sprzedaży to satysfakcja z osiągnięć łagodzi rozstanie z firmą. A poza tym, jak mówił mój bezpośredni przełożony z Centrali, też już na emeryturze, że 60-latek jest tak samo wydajny jak 40-latek, z tą różnicą, że 4 godziny na dobę.  

Czy Centrala korzysta z waszego doświadczenia – już jako byłych prezesów – stanowicie dla niej jakieś formalne ciało doradcze?
    Nie, formalnie takiego ciała nie ma. Mają natomiast miejsce spotkania nieformalne. Ale teraz, podczas mojego pożegnania w Mariocie, czynni szefowie filii zagranicznych zaproponowali, by powołać Klub Emerytów i organizować cykliczne spotkania, na których poza wspominkami komentowalibyśmy aktualne działania korporacji.
 
Wspomniał Pan o uznaniu Centrali, a gdyby miał Pan sam siebie ocenić, co z tych 18 lat dokonań i rozwoju firmy uważa Pan za szczególnie ważne i wartościowe.
    Przede wszystkim dobór właściwych ludzi, których mogłem dobrać według własnych kryteriów. Większość kluczowych stanowisk, które tymi ludźmi obsadziłem pod koniec lat 90. pracuje do dziś. Choćby dyrektorzy: handlowy, finansowy i techniczny oraz szefowie produkcji.   
    Na drugim miejscu postawiłbym budowę fabryki. Powstał bardzo atrakcyjny architektonicznie obiekt, zaprojektowany przez panią Ewę Kuklińską z Prochemu. Łączy wszystkie trzy potrzebne funkcje: biuro, produkcję i magazyn centralny. Satysfakcja tym większa, że sam wybierałem lokalizację, generalnego wykonawcę i w umowie z nim miałem wpływ na dobór podwykonawców.


Na zdjęciach:
Z lewej - zrealizowana przez prezesa Grotowskiego budowa fabryki i siedziby Sto w Warszawie.
Z prawej - prezesi Sto-ispo Sp. z o.o. Jacek Woźniczka (z lewej) przejmuje obowiązki od Tomasza Grotowskiego (z prawej).

Poniżej - pamiątkowe zdjęcie z pożegnania prezesa Grotowskiego, odchodzącego na emeryturę, podczas sesji programowej z udziałem właściciela i szefów filii zagranicznych Grupy Sto AG, które odbyło się 28-29.01.2013 r. w Warszawie, w hotelu Marriott.
Fot. Sto-ispo


Rzeczywiście, architektura i wykończenie obiektu, waszymi wysokiej jakości produktami, robi wrażenie.

    To chyba prawda, bo podczas pożegnania wszyscy koledzy z filii zagranicznych podkreślali, że wystawiłem sobie pomnik. Większość z nich takich możliwości nie miała. Ja od początku byłem sobie sterem i żeglarzem. Zacząłem z załogą liczącą 6 osób. Dzisiaj zatrudniamy 160, choć we wstępnych założeniach miało docelowo pracować 100 osób.

I kryzys w budownictwie i produkcji materiałów budowlanych was nie dotyka.

    Niestety, jego skutki również odczuwamy. Obroty spadły i z dostępnych raportów wynika, że w naszej specjalizacji rynek ociepleń będzie dalej spadał. Odbicie nastąpi dopiero w 2015 r.

A jak Pan zamierza się odbić – od aktualnie emerytalnego lenistwa?
    Na razie mam taki plan, że w tym roku nie podejmę żadnej praktycznej działalności. Będę się raczej urlopował. Skupię się tylko na lekturach, bo jak pan wie, historia jest moją pasją. A mam spore zaległości i wiele odłożonych do przeczytania książek.

 

dodano: 2013-03-06 10:40:00