Z TOMASZEM GROTOWSKIM, zarządcą
firmy Sto Sp. z o.o. w Warszawie
rozmawia Jerzy Byra
Materiały budowlane to jedne z bardziej atrakcyjnych
produktów zagranicznych producentów penetrujących rynki Europy Środkowej i Wschodniej. Wprawdzie nie
wszyscy po wejściu na rynek podejmują decyzje inwestycyjne, ale są i pozytywne przykłady.Jedną z
takich firm jest w Polsce niemiecki koncern Sto, znany na międzynarodowym rynku jako specjalista od
elewacji. Jego tradycje sięgają roku 1835, gdzie z małego wapienniczo-cementowego zakładu rozwinął
się w dynamicznie ekspansywne przedsiębiorstwo. Dzisiaj wraz z filiami i firmami partnerskimi działa
na całym świecie. W Polsce od 1996 roku. Prezentujemy filię Sto w rozmowie z jej zarządcą, Tomaszem
Grotowskim.
jerzy
byra
-Wiemy już z Pańskiego biogramu, że po 25 latach pracy w renomowanej polskiej centrali
handlu zagranicznego podejmuje Pan pracę w szerzej nieznanej w Polsce firmie niemieckiej. Nie
żałuje Pan swojej decyzji?

tomasz grotowski
- Nie. Po powrocie w 1990 r. z
dużego kontraktu w Libii byłem nastawiony na działania o jeszcze większym wymiarze. Jednakże
po transformacji ustrojowej dostosowywanie się centrali do warunków gospodarki rynkowej, moim
zdaniem, trwało zbyt wolno i zbyt długo.Uznałem więc, że pięć lat prób wystarczy. Stąd decyzja o
zmianie pracy. Spocząć na laurach przed „50-ką", to nie w moim stylu.
Przechodząc do Sto, prestiżowo Pan stracił.
- Pozornie. Wprawdzie
z działań na rynku międzynarodowym przeszedłem na krajowy, ale Sto AG to znany,
międzynarodowy producent materiałów budowlanych. Ma swoje filie w Szwajcarii, USA Francji, Austrii,
Szwecji i od 1996 roku w Polsce. Ponadto poprzez swoich
przedstawicieli jest obecny na wszystkich kontynentach. Jego roczne obroty ze sprzedaży, mimo
pewnego światowego regresu w branży, wzrosły w 1997 r. o ponad 40 mln i wyniosły ogółem 815 mln
marek.
Jeszcze w sprawie prestiżu. Będąc w
Libii kierował Pan oddziałem, w którego ramach pracowało na budowach i kontraktach 1000 ludzi.
Oddział Sto w Polsce ma ich dużo mniej. A więc?
- Nie zawsze wielkość zatrudnienia
znamionuje prestiż firmy. Z przyjemnością zabrałem się do roboty w Sto, ponieważ wszystko co
robiłem - na początku z pięcioma osobami - było pracą od podstaw i dyskontowaniem mojego dotychczasowego doświadczenia menedżerskiego.To naprawdę cieszy i
daje satysfakcję.
Ponadto z przedstawionego w trakcie wstępnych rozmów
biznes planu jednoznacznie wynikało, że nie jest to działalność obliczona tylko na sprzedaż
produktów firmy w Polsce, ale również mocne wejście na nasz rynek z długofalowym inwestowaniem w
rozwój nowoczesnej technologii, w produkcję i później
eksport na Wschód.
Ciągle mnie intryguje Pańska decyzja zmiany pracy.
Co dla Pana, człowieka z tak dużym doświadczeniem zawodowym zadecydowało o wyborze firmy
Sto?
- Sto to nie tylko wysoka jakość produktów. To również wysoka
kultura przedsiębiorstwa, wręcz filozofia, rozumiana jako kultura stosunków międzyludzkich,
przejrzysta i spójna organizacja, klarownie wytyczone kompetencje, szybki przepływ informacji.
Osiąganie w takich warunkach wyznaczonych celów - nawet ciężką pracą - może być przyjemnością.Nie
ma nic bardziej deprymującego niż jałowy trud.
Staram się tę kulturę
przedsiębiorstwa przenosić do polskiej filii Sto. I nawet myślę, że z pozytywnym skutkiem. Poza
tym, jest to zadanie dwukierunkowe- polscy współpracownicy poznają Sto, ale i Sto poznaje Polskę.
Należy pamiętać, że główna siedziba leży w Szwarzwaldzie, najbardziej odległej od nas części
Niemiec.
Pański zapał w działaniu jest wielce wymowny.
Jakie są tego powody i motywacje?
-
Wprawdzie biznes plan polskiej filii Sto został opracowany w Niemczech, ale jego realizację w pełni
powierzono mojej osobie. W polskim Sto pracują wyłącznie Polacy. To po pierwsze. Po drugie
- mam możliwość, ze wszystkimi konsekwencjami, zrealizowania trudnego
planu strategicznego firmy „matki". Jest to poza rozbudową sieci sprzedaży i wszechstronnego serwisu
przede wszystkim budowa fabryki, produkcja i eksport.
Odpowiedź na pańskie
pytanie może być również taka. Wszystko co w zarządzaniu firmą nabiera wymiernych rezultatów jest
moim sukcesem i moich osobiście dobranych współpracowników.
Wspomniał pan o zapale.
Przecież Sto to koncern międzynarodowy. Między poszczególnymi filiami istnieje „sportowa"
rywalizacja. A my jesteśmy najmłodszą filią inie chcemy być długo „ostatnimi". Stąd zapal. Tym
bardziej uzasadniony,że zostaliśmy obdarzeni pełnym zaufaniem. W myśl trzech ważnych dla mnie
zasad: szacunek dla partnera, jasno określone wzajemne relacje oraz dotrzymywanie
uzgodnień.
Proszę się pochwalić
sukcesami.
- Od wystawienia pierwszej faktury
sprzedaży w maju 1996 r. nie minęło jeszcze dwóch lat, a Sto sp. zo.o., to dziś cztery centra sprzedaży. W Warszawie, Poznaniu, Sosnowcu i Szczecinie. To
przedstawicielstwa w ośmiu innych miastach. To w przygotowaniu następne centra sprzedaży w
Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku. Można w nich praktycznie kupić wszystkie produkty z programu
produkcyjnego Sto, a jest ich w cenniku ponad 3800 pozycji. Obrót ze sprzedaży może nie jest jeszcze
imponujący, ale znacznie przewyższa planowane wielkości. Plan sprzedaży na 1998został ustawiony na poziomie prawie czterokrotnie wyższym niż w 1996
r.
Istotny sukces to, szczęśliwe doprowadzenie do rozpoczęcia budowy
fabryki.
Dlaczego szczęśliwe?
- Wymagało bowiem wielu
rozstrzygnięć. Czy chłonność rynku gwarantuje utrzymanie na odpowiednim poziomie produkcji
i sprzedaży, na ile zmniejszymy koszty produkcji, jakiego dokonać doboru
surowców. Ponadto wybór lokalizacji, wygranie przetargu na zakup działki, wybór i zlecenie
wykonania projektu polskiej firmie i powierzenia budowy polskiemu wykonawcy.
Wybór padł na Warszawę.
-
Tak.Był wprawdzie brany pod uwagę Śląsk, ale ze względu na większy rynek zbytu oraz lepsze położenie
źródła surowców wygrała Warszawa. O jej wyborze zdecydowała również idea stworzenia mocnego,
najbardziej na wschód wysuniętego centrum produkcji i sprzedaży, zarządzania i szkolenia.
Między innymi dlatego lokalizacja w prawobrzeżnej części miasta.
Boom w branży budowlanej dopiero przed nami.
Rozumiem zatem plany firmy, ale konkurencja myśli podobnie. Jakie zatem argumenty mają czy będą
przekonywać za wyborem produktów Sto.
- Siłą
Sto są produkty na najwyższym poziomie techniki, ścisłe partnerstwo z klientami,wzorcowa
koncepcja dystrybucji bezpośredniej wsparta doradztwem technicznym,szeroko pojęty program serwisowy,
innowacyjność i specjalizacja. To wszystko gwarantuje zadowolenie klienta.
Konkurencja twierdzi to samo.
- Naszą specjalizacją są systemy
ociepleń budynków. Mamy ponad 800 takich kompletnych systemów
kształtowania i ochrony elewacji. Obejmują one przygotowanie podłoża, wybór odpowiedniej techniki
termoizolacji oraz powłoki tynkowe o zróżnicowanej strukturze i kolorze. Inne produkty to farby,
tynki i okładziny wewnętrzne, środki ochrony i powłoki posadzkowe, profile dekoracyjne i systemy
akustyczne.
Nowością jest przezroczysty system dociepleń StoTherm Solar,
pierwsze systemowe rozwiązanie,łączące docieplanie ścian zewnętrznych z pozyskaniem energii
promieniowania słonecznego. System ten poprawia bilans energetyczny budynku,gdyż poza funkcją
termoizolacyjną pełni rolę baterii słonecznej. Po zdobyciu Nagrody Innowacji Gospodarki Niemieckiej
StoTherm Solar znalazł uznanie również w Polsce. Na tegorocznych, Międzynarodowych Targach
Budownictwa BUDMA'98 zdobył złoty medal.
Natomiast opracowana przez Sto
technologia QS to już rewolucja w budownictwie. Jest to zestaw firmowych materiałów - masy
zbrojącej i tynku, których specyfiką jest szybkie schnięcie. Pozwala to w okresie wczesnej wiosny i
późnej jesieni przedłużyć prace na elewacji o 70 dni w roku.
Kiedy produkcja tych produktów ruszy w Polsce?
- Fabryka, której wstępny koszt wyniesie l0 mln marek, ruszy na
wiosnę 1999 roku. W pełni zautomatyzowana linia produkcyjna wytwarzać będzie ok. 80 proc całego
asortymentu produkcji realizowanego w Niemczech. Po roku 2000 powstanie dodatkowa wieża
produkcyjna pozwalająca zwiększyć możliwości produkcyjne. (marzec 1998)
-Dziękuję za rozmowę.
(marzec 1998)
Tomasz Grotowski (lat 51). Po
ukończeniu Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (obecnie SGH) rozpoczął pracę w Centrali Handlu
Zagranicznego CEKOP w Warszawie. Wówczas Centrali Eksportowo-Importowej Kompletnych Obiektów
Przemysłowych. Przepracował w niej 25 lat. Przeszedł wszystkie szczeble
kariery zawodowej. Od stażysty w dziale eksportu fabryk płyt drewnopochodnych po dyrektora biura
materiałów budowlanych. Jak mówi, był to pasjonujący okres zawodowego rozwoju i zmagania się z
wielu przeciwnościami. Jako kierownik działu eksportu zapisał na swym koncie wiele udanych kontraktów w eksporcie kompletnych
fabryk. Jednym z ciekawszych była sprzedaż do Iraku fabryki płyt pilśniowych, dla której surowcem
były liście palmowe. Była to jedyna tego rodzaju fabryka na świecie, z technologią opracowaną przez
polskich inżynierów.
Gdy w latach osiemdziesiątych, okresie regresu technologii
polskiego przemysłu firma przestawiła się z eksportu technologii na organizację przedsięwzięć
inwestycyjnych na rynkach bliskowschodnich zostaje najpierw w Warszawie kierownikiem działu
przedsięwzięć budowlano-mantażowych w Emiratach Arabskich, Libii i Iraku, a w 1986, już jako dyrektor
oddziału kieruje w Libii realizacją ponad 20 projektów budowlano-montażowych.
Po powrocie w
1990 r. zastaje centralę przystosowującą się do nowych warunków gospodarki rynkowej. Pracując uważa
jednak, że proces dostosowywania trwa zbyt wolno.W1995 r. zgłasza więc swoją kandydaturę do firmy
konsaltingowej poszukującej zarządcy dla uruchomienia w Polsce filii niemieckiego koncernu
materiałów budowlanych Sto AG. Jesienią 1995 r. zostaje zaakceptowany na to stanowisko. Wiosną
1996 r. rejestruje w Warszawie Sto Sp. z o.o. Jest to szósta zagraniczna filia firmy Sto
AG.
Na pytanie,dlaczego podjął się tak
trudnego zadania, odpowiada: „Chociaż nie jestem
typem wojownika, chciałem się sprawdzić w pracy od podstaw. A że zawsze staram się robić coś
konstruktywnego, uznałem, biorąc pod uwagę plany inwestycyjne Sto AG w Polsce, że to może dać mi
sporo satysfakcji i zdyskontować libijskie doświadczenia menedżerskie.
Rodzina też była za. Mimo, że
podjecie się tworzenia nowej firmy oznaczało większą nieobecność w domu. Ale staram się
przynajmniej letnie weekendy spędzać z żoną i dwójką studiujących dzieci na naszych ulubionych
Mazurach. Mogę tam również trochę czasu poświęcić swoim zainteresowaniom historią i polityką.
Oczywiście amatorsko, głównie przez czytanie".