Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Od Redaktora

Jerzy Byra



Kto tu rządzi?



271 lat temu, w traktacie filozoficznym „O duchu praw" Charles Louis de Secondat powszechnie nazywany Monteskiuszem przedstawił wizję porządku ustrojowego nowoczesnego państwa. Postulował w nim – w celu wyeliminowania decyzji z polityki – rewolucyjny jak na owe despotyczne czasy trójpodział władzy (na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą) i jej wzajemną równowagę. Ta idea wzajemnego rozdziału poszczególnych władz stała się nienaruszalnym fundamentem konstytucji we współczesnych demokracjach. Właśnie po to, by sprawujący władzę nie mieli pokus naruszenia tej równowagi. Zagrożenia takiego porządku pojawiały się wtedy, gdy cała trójwładza skupiona została w jednym obozie politycznym.­ Nomen omen, jak teraz w Polsce.

Bezsporne jest, że w przypadku naszego kraju, demokratyczna większość wybrała rządzących, dając im niezaprzeczalną legitymację do sprawowania władzy. Ci zaś uznali, że siła ich wyborczej większości upoważnia ich do narzucenia wszystkim standardów nie tylko w zakresie światopoglądu czy moralności, lecz także przepisów prawnych odbiegających od dotychczasowej umowy społecznej. Mamy zatem sytuację, w której polityka zdominowała prawo. Osławiony spór o Trybunał Konstytucyjny stał się sporem politycznym rozstrzyganym wolą większości sejmowej, która przestała przestrzegać reguły demokratycznego państwa prawa.

Mało tego, z wypowiedzi wielu liderów obecnej władzy słychać głosy, że w Polsce obowiązuje złe prawo, które w dodatku nie jest respektowane przez sędziów. Antidotum na to ma być rewolucyjna wymiana władzy sądowniczej, której zadaniem jest obrona obywatela przed państwem. A to znaczy, że jeden z elementów trójpodziału władzy ma zostać wymieniony przez dwa pozostałe. A przecież zgodnie z zasadą trójpodziału władzy ma być ich równoważnią! W konsekwencji, gdy władza ustawodawcza i wykonawcza przejmie nad władzą sądowniczą kontrolę, obywatel stanie się wobec państwa bezradny, a rządy większości nie będą poddawane realnej kontroli.

Dlatego, gdy władza deprawuje, a robi to każda, pamiętajmy, że dla wolności właściwością współczesnej demokracji jest trójpodział władzy. Modelowo miał on gwarantować, że wzajemna kontrola pozwoli zachować równowagę. Monteskiusz swoją ideę uzasadniał następująco: „Kiedy w jednej i tej samej osobie lub w jednym i tym samym ciele władza prawodawcza zespolona jest z wykonawczą, nie ma wolności, ponieważ można się lękać, aby ten sam monarcha albo ten sam senat nie stanowił tyrańskich praw, które będzie tyrańsko wykonywał. Nie ma również wolności, jeśli władza sądowa nie jest oddzielona od władzy prawodawczej i wykonawczej. Gdyby była połączona z władzą prawodawczą, władza nad życiem i wolnością obywateli byłaby dowolną, sędzia bowiem byłby prawodawcą. Gdyby była połączona z władzą wykonawczą, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela".

Na szczęście i wcześniej, i teraz jest jeszcze wolna prasa. Nawet w Anglii, na początku XIX wieku przypisano jej określenie "czwarta władza" (media masowe, środki masowej komunikacji, środki przekazu społecznego), jako uzupełnienie monteskiuszowskiego trójpodziału władzy. Przyznanie prasie autonomicznej roli, uzupełniającej konstytucyjne organy władzy miało być czynnikiem je kontrolującym, by nie dochodziło do nadużyć i korupcji wynikających z deprawacji władzy.

I w istocie, mimo, że w mediach mają miejsce również nieprawości wyrażane manipulacją i dezinformacją, stronniczością i pogonią za sensacją, to dzięki rozwijającemu się dziennikarstwu śledczemu taka rzeczywista kontrola władzy z sukcesami dokonywała się i dokonuje. Piszemy o tym szerzej w rozmowie z prof. Januszem W. Adamowskim, dziekanem Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW. Poza tym polecamy oczywiście wiele innych artykułów dotyczących gospodarki, rynku pracy, finansów i zarządzania. Tradycyjnie też felieton prof. Ewy Lewandowskiej-Tarasiuk o negocjacjach w biznesie.  (grudzień 2019)