Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Felietony
Emerytalny zamęt

Jerzy Byra


Ustawa o wydłużeniu wieku emerytalnego w systemie powszechnym  i mundurowym została przegłosowana w Sejmie 11 maja br. Następnie Senat przyjął ustawę bez poprawek i 1 czerwca podpisał ją Prezydent RP. Nowe przepisy zaczną obowiązywać od przyszłego roku. Czy związkowcy powstrzymają wejście ich w życie, bo odgrażają się, że zaskarżą zmiany w ustawie do Trybunału Konstytucyjnego? Czas pokaże. Ważniejsze jest jednak pytanie – czy przepisy zapisane w ustawie odpowiadają na wyzwania społeczne (umowy śmieciowe, ochrona zdrowia) i demograficzne? To, że będziemy pracować dłużej wcale nie rozwiązuje problemu demograficznego. Jest nas coraz mniej i coraz starszych. W takiej sytuacji trudno mówić o rozwoju. Pozostają emocje. 
    Piotr Duda, przywódca związkowej „Solidarności”, przeciwnej propozycjom rządowym, apelował do premiera Donalda Tuska, by nie robił z Polaków leni, bo Polacy chcą pracować, tylko rząd powinien im to umożliwić. Natomiast Stanisław Kluza, były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, w wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej” powiedział, że powinniśmy w ogóle znieść wiek emerytalny i tylko określić minimalną emeryturę. „– Jeśli ktoś zgromadzi sobie składkę, która zagwarantuje mu minimalną emeryturę, to bez względu na liczbę lat czy czas pracy, mógłby podjąć indywidualną decyzję, czy chce przejść na emeryturę, czy pracować dalej, by mieć wyższe świadczenie w przyszłości”. W dalszej części wypowiedzi,  Kluza wyjaśnił postępowanie wobec osób, które z różnych powodów nie będą w stanie uzbierać na minimalną emeryturę.
    Mając na uwadze dyskusję dotyczącą zmian emerytalnych i ich wpływu na zabezpieczenie emerytalne i aktywność zawodową Polaków, „Prestiż” przeprowadził na ten temat sondę. Na swoim portalu internetowym zadaliśmy pytanie: Czy w obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej kraju wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat spowoduje wzrost aktywności zawodowej osób między 55 a 64 rokiem życia? 47 proc. respondentów odpowiedziało, że „tak”, 47 proc., że „nie” i 6 proc., że „nie mam zdania”. Taki połowiczny podział głosów oznacza, że reforma emerytalna jest akceptowana, ale budzi wątpliwości i wymaga zdecydowanie pogłębionych zmian. Wprowadzana w życie jest doraźna i bez znaczenia dla stabilności systemy emerytalnego. Świadczą o tym wyłomy i kompromisy (choćby emerytury częściowe). One szybko zmuszą do ponownej debaty na temat wieku emerytalnego i wypłacalności systemu. W tym zachowanych przywilejów.         
    Dla zilustrowania stanowienia emerytalnych przywilejów branżowych i ich obrony przytoczę zamierzchłą historię, z własnego dziennikarskiego podwórka. Z końcem lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, profesor Tadeusz Kupis z UW przeprowadził badania na temat zawodu dziennikarskiego. Wynikało z nich, że średnia życia dziennikarzy wynosiła wówczas 51 lat. Dało to dziennikarzom asumpt, by wystąpić o ustawowe obniżenie wieku emerytalnego z 65 do 60 lat, z racji zawodu o szczególnym charakterze. Sekretarz generalny stowarzyszenia dziennikarzy udał się więc z takim wnioskiem do urzędującego premiera, Józefa Cyrankiewicza. Ten, po wysłuchaniu koronnego argumentu – o nie dożywaniu do emerytury – bez wahania zgodził się na obniżenie wieku emerytalnego. Sankcjonował to później Układ Zbiorowy Pracy Dziennikarzy. Dzisiaj dziennikarze układu już nie mają.  (czerwiec 2012)

dodano: 2012-06-29 11:10:56