
|
Gra rozpoczęta Bogda Żukowska Kiedy Austriacy obudzili obudzili się 1 stycznia 1996 r. wszystko wokół nich wyglądało po staremu. A przecież od tego dnia stali się obywatelami Unii Europejskiej. Nic nie wskazuje na to, by z nami było inaczej. Dzień 31 marca 1998 roku nie różnił się zasadniczo od innych dni, a przecież przejdzie do naszej historii, tej politycznej i tej gospodarczej, jako pierwszy dzień negocjacji członkowskich Polski z Unią Europejską. Unia jest organizacją wybitnie zbiurokratyzowaną i przykładającą wielką wagę do spraw formalnych. Zatem nasze negocjacje zaczynamy od przeglądu zgodności naszego prawa z unijnym acąuis communautaire. Może to potrwać nawet do końca roku, jak ocenił premier Jerzy Buzek. Dopiero potem nastąpią szczegółowe rozmowy. Przy całym sformalizowaniu naszych kontaktów z Unią, na konkretne efekty integracji, ważne dla gospodarki i poszczególnych przedsiębiorstw, nie musimy już czekać.
Korzyści już teraz Praktyczne korzyści są już odczuwalne na poziomie przedsiębiorstw. Pierwszym etapem naszego dochodzenia do Unii był tzw. Układ Europejski i towarzysząca mu umowa handlowa, przewidująca stopniową liberalizację handlu i wzajemne otwieranie się rynków, nawet w tzw. drażliwych sektorach. Na początku lat 90. wydawało się, że ustalone okresy oczekiwania na zwiększony dostęp do rynku Unii są bardzo odległe. Tymczasem Ministerstwo Gospodarki przypomniało niedawno, że właśnie z początkiem 1998 r. wygasł Dodatkowy Protokół Tekstylny do Układu Europejskiego. Oznacza to w praktyce, że wszelkie ograniczenia ilościowe w polskim eksporcie do UE wyrobów włókienniczych i odzieżowych zostały zniesione. Przez lata kontyngenty w tej dziedzinie były uznawane za barierę rozwoju dla krajowych producentów z tej branży. Dziś tej bariery już nie ma, można czerpać korzyści z pełnego dostępu do rynku. Pytanie tylko, czy nasze firmy są dobrze do tego przygotowane. I dotyczy to właściwie producentów wszystkich branż, których ekspansja była limitowana. Podobnie będzie z „dużymi" negocjacjami, a więc tym procesem, który zadecyduje kiedy i na jakich warunkach będziemy wchodzić do Unii. Obecnie martwimy się, że perspektywa roku 2001 czy2002 wydaje się bardzo odległa, ale jak pokazuje przykład z przemysłu lekkiego,to tylko subiektywne odczucie. Dla wielu czasu na dostosowanie zostało wbrew pozorom bardzo mało. Tym bardziej, że konkurencyjność gospodarki polskiej jest stosunkowo niska. Jest jeszcze co najmniej jeden poważny argument, który przemawia za tym, by przedsiębiorstwa o krok wyprzedzały postępy politycznych negocjatorów. Komisja Europejska jest gotowa wyasygnować z kasy Unii w latach 2000-2006 aż 75 mld ecu dla nowych członków. Na Polskę przypadłoby ok. 26 mld ecu. Ostateczna kwota nie będzie jednak zależeć od potrzeb.
Szansa na rozwój Podstawowym kryterium, jakim kierują się eksperci Unii, zanim przyznają środki finansowe,jest zdolność do właściwego, zgodnego ze standardami UE, zagospodarowania tych funduszy. Jeśli tę zdolność udowodnimy, możemy liczyć na 20 mld ecu w ramach tzw.funduszy strukturalnych, 6-7 mld ecu - na rolnictwo i od 2000 r. po 400 tys.ecu rocznie - głównie na projekty infrastrukturalne w ramach PHARE.Przekładając to na interesy rodzimych podmiotów, oznacza to znacznie większą dostępność nowych źródeł finansowania zewnętrznego i boom inwestycyjny w wielu dziedzinach i w różnych regionach kraju. Wiązać się też będzie z tworzeniem nowych miejsc pracy, choć - jak dotąd - więcej się mówi o ich redukowaniu. W nowych warunkach swoją szansę na rozwój otrzymają nowe branże i przedsiębiorstwa. Zwłaszcza te, które elastycznie przystosują się do pojawiających się możliwości, związanych z realizacją projektów dostosowujących nasze warunki do standardów UE. Bardzo dobrym przykładem są tu ochrona środowiska i infrastruktura transportowa. Przedstawiciele Komisji Europejskiej nie dają nadziei, że zostaniemy przyjęci do Unii bez zadbania o środowisko, zwłaszcza o utylizację niebezpiecznych chemikaliów i odpadów komunalnych oraz ochronę powietrza i wód. Będzie to kosztować niewyobrażalne kwoty. Można jednak na to spojrzeć jako na unikalną szansę rozwoju dla przedsiębiorstw i całych branż pracujących na rzecz realizacji tych projektów. Gra toczy się o gigantyczne pieniądze. Według szacunków Banku Światowego, na likwidację zanieczyszczeń powietrza powodowanych przez mało wydajne i przestarzałe kotłownie potrzeba 6-8 mld dol. w ciągu 8-10 lat. Ktoś musi przygotowywać projekty, dostarczać urządzenia, montować je, dbać o serwis. Podobnie trzeba spojrzeć na inny problem; konieczność gruntownego zmodernizowania gospodarki ściekami komunalnymi i zarządzania gospodarką wodną. Tu rachunek kosztów jest najwyższy: 11-14 mld dol. w ciągu 15 lat, co można przeliczyć na 0,4-0,6 PKB rocznie. Otwiera to wielkie możliwości przedsiębiorstwom tej branży - mają jedyny w swoim rodzaju bodziec do opracowywania i wdrażania nowoczesnych technologii i urządzeń. Powstaje realny rynek na ich usługi i produkty. Realny, ponieważ inwestycje te będą częściowo wspierane finansowo także z różnych funduszy UE i nie tylko. Unia po wielu latach kosztownej walki o „wodę czystą i trawę zieloną" nie chce - i słusznie - wpuszczać do swojego grona państw wnoszących „czarny trójkąt". Początek negocjacji Polski o przystąpieniu do Unii Europejskiej staje się czynnikiem wymuszającym wszechstronne i długofalowe dostosowania w realnej sferze gospodarczej. (kwiecień 1998) dodano: 2012-01-02 13:46:00 |















