
Wydarzenia
|
LPP nie zwalnia tempa rozwoju ![]() LPP, założona w Gdańsku firma odzieżowa, nie zwalnia tempa rozwoju i deklaruje, że do 2020 roku przeznaczy 1,5 mld zł na inwestycje w sieć salonów stacjonarnych. Ponadto stawia na rozwój segmentu kreatywnego – do 2018 roku zamierza zatrudnić ponad tysiąc pracowników oraz wydać blisko 200 mln zł rocznie w obszarze badawczo-rozwojowym. To sposób na zwiększanie globalnej konkurencyjności polskiego produktu eksportowego. ![]() – Przez ostatnie 7 lat przeznaczyliśmy 3,5 mld zł na inwestycje w sklepy stacjonarne. W tej chwili nasza sieć obejmuje ponad 1,7 tys. salonów w 20 krajach. Ich łączna powierzchnia sprzedażowa to prawie milion metrów kwadratowych. Jeden sklep to przynajmniej 15 mln zł wkładu w gospodarkę, 300 miejsc pracy i zaangażowanie wielu podwykonawców – mówi agencji informacyjnej Newseria Olimpia Patej, dyrektor do spraw inwestycji w LPP. Oprócz rozwoju powierzchni sprzedażowej odzieżowy gigant z Gdańska przeznacza znaczne nakłady na rozwój segmentu kreatywnego. Ma to na celu zwiększanie globalnej konkurencyjności polskiego produktu eksportowego, jakim jest flagowa marka Reserved. – Już dziś w obszarze badań i rozwoju LPP zatrudnia 1200 osób
oraz wydaje na ten cel przeszło 160 mln zł rocznie. Mamy świadomość, że w globalnej
gospodarce wartość dodana produktu, mająca swe źródło w kreatywności firm, jest najważniejszym
elementem przewagi konkurencyjnej – mówi Marek Piechocki, założyciel i właściciel LPP.
– My tę wartość dodaną, tworzymy tu, w Polsce, i eksportujemy ją dziś już do 19
krajów, w których obecne jest Reserved. W 2016 roku wartość naszego eksportu wyniosła 3 mld zł.
Te pieniądze wróciły do naszego kraju i tutaj zostały zainwestowane – dodaje.Firma z Gdańska, która zarządza obecnie pięcioma brandami: Reserved, Mohito, Cropp, House i Sinsay, w ostatnich latach konsekwentnie zwiększa również zaangażowanie na polskim rynku. Według zapowiedzi do końca 2018 roku około 10 mln sztuk odzieży pod marką Mohito uszyją krajowe zakłady i szwalnie. W tym czasie dwukrotnie wzrośnie też produkcja ubrań z metką Reserved, które zostaną uszyte w Polsce. Odzieżowy gigant zatrudnia obecnie bezpośrednio 17 tys. pracowników w samej centrali w Polsce, a łącznie na rzecz LPP pracuje dziś ponad 25 tys. osób. Ze względu na skalę działania firma współpracuje z około 300 przedsiębiorstwami, które zatrudniają ok. 3,5 tys. pracowników. – Musimy pamiętać, żeby nie sprowadzać produkcji tylko do szycia, spawania czy
cięcia. Mówimy o kreowaniu marki, a pojęcie „made”, czyli produkcja, uwzględnia cały
proces: od idei twórczej do ostatecznego produktu. Cały proces związany
z wykreowaniem marki dzieje się w Polsce. Zaczynamy być kojarzeni nie tylko
z tanią siłą roboczą i dużym rynkiem zbytu, lecz także ze znakomitymi, wykształconymi
projektantami, menadżerami, którzy potrafią ze sobą pracować i tworzyć markę od podstaw
– podkreśla prof. Jarosław Szymański z Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, projektant
i właściciel studia projektowego Studio 1:1, które pracuje dla LPP od samego początku
istnienia spółki.LPP bardzo szybko reaguje na rynkowe trendy. Wprowadza zmiany, które mają przyspieszyć proces produkcji i logistyki. To efekt zapotrzebowania tzw. szybką modę, czyli trend, który polega na tym, że klienci oczekują najnowszych kolekcji i wzorów natychmiast w sprzedaży. Firma śledzi, testuje i wdraża też nowe koncepty swoich sklepów. Zmiany następują średnio co cztery lata. Najnowszy koncept, zgodnie z którym został zaprojektowany salon Reserved w Londynie, opiera się na zasadzie „open to public”. Oznacza to nowoczesne, minimalistyczne wnętrza, w których nastrój i ekspozycja kolekcji są kreowane za pomocą oświetlenia LED-owego. Aranżacje witryn sklepowych są projektowane tak, żeby zwrócić uwagę klienta na ofertę salonu jeszcze zanim wejdzie on do środka. – Od
początku naszej działalności opracowaliśmy już sześć konceptów dla marki Reserved.
Przygotowania firmy do wejścia na rynki zachodnie były dla nas bardzo stresujące. Otwarty
we wrześniu tego roku salon na Oxford Street z pewnością zapamiętamy jako projekt
przełomowy. Dynamika LPP wpływa mobilizująco na rozwój naszej pracowni. Najpierw
byliśmy dwuosobowym zespołem, który projektował sklepy. Dziś, po 23
latach współpracy, jesteśmy pracownią liczącą 35 projektantów
i 10 współpracowników – mówi dr hab. Beata Szymańska z Akademii Sztuk
Pięknych w Gdańsku, projektantka i współwłaścicielka gdańskiego Studia
1:1.Szybki rozwój i wzrost zatrudnienia dzięki współpracy z LPP zauważa też Adam Polak, właściciel stolarni Mat-bud, który we współpracy z Januszem Szarejko i jego firmą ślusarską Partnex produkuje meble dla salonów LPP od przeszło 20 lat. – Pierwszy był sklep w Starym Wrzeszczu. W pierwszych
7–8 latach współpracy zatrudnienie zarówno w firmie Partnex, jak
i Mat-bud wzrosło do 50–60 osób. Wzbogaciliśmy się
o kolejne budynki, musieliśmy rozwinąć park maszynowy. Potem przyspieszenie było
jeszcze większe. Dzisiaj zatrudniamy łącznie blisko 200 osób, mamy nowocześnie wyposażone
zakłady. Trzeba przyznać, że było to możliwe wyłącznie dzięki rzetelnej współpracy. Nigdy
nie zdarzyły nam się brak zapłaty albo niewykonane plany zleceń. To daje gwarancję, że
zatrudnieni ludzie mają ciągłość i stałość pracy. Nie musieliśmy się martwić
o to, że utracimy wykwalifikowanych pracowników, bo wychowanie kolejnych zajmuje lata
pracy i nauki – mówi Adam Polak.Współpraca ze sprawdzonymi, wieloletnimi podwykonawcami gwarantuje odpowiednią jakość usług i ich terminową realizację. Warto podkreślić, że wyposażenie zarówno w krajowych, jak i zagranicznych salonach LPP jest dostarczane przez polskich przedsiębiorców. Źródło: Newseria Biznes dodano: 2017-10-31 07:39:59 |


















– Już dziś w obszarze badań i rozwoju LPP zatrudnia 1200 osób
oraz wydaje na ten cel przeszło 160 mln zł rocznie. Mamy świadomość, że w globalnej
gospodarce wartość dodana produktu, mająca swe źródło w kreatywności firm, jest najważniejszym
elementem przewagi konkurencyjnej – mówi Marek Piechocki, założyciel i właściciel LPP.
– My tę wartość dodaną, tworzymy tu, w Polsce, i eksportujemy ją dziś już do 19
krajów, w których obecne jest Reserved. W 2016 roku wartość naszego eksportu wyniosła 3 mld zł.
Te pieniądze wróciły do naszego kraju i tutaj zostały zainwestowane – dodaje.
– Musimy pamiętać, żeby nie sprowadzać produkcji tylko do szycia, spawania czy
cięcia. Mówimy o kreowaniu marki, a pojęcie „made”, czyli produkcja, uwzględnia cały
proces: od idei twórczej do ostatecznego produktu. Cały proces związany
z wykreowaniem marki dzieje się w Polsce. Zaczynamy być kojarzeni nie tylko
z tanią siłą roboczą i dużym rynkiem zbytu, lecz także ze znakomitymi, wykształconymi
projektantami, menadżerami, którzy potrafią ze sobą pracować i tworzyć markę od podstaw
– podkreśla prof. Jarosław Szymański z Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, projektant
i właściciel studia projektowego Studio 1:1, które pracuje dla LPP od samego początku
istnienia spółki.
– Od
początku naszej działalności opracowaliśmy już sześć konceptów dla marki Reserved.
Przygotowania firmy do wejścia na rynki zachodnie były dla nas bardzo stresujące. Otwarty
we wrześniu tego roku salon na Oxford Street z pewnością zapamiętamy jako projekt
przełomowy. Dynamika LPP wpływa mobilizująco na rozwój naszej pracowni. Najpierw
byliśmy dwuosobowym zespołem, który projektował sklepy. Dziś, po 23
latach współpracy, jesteśmy pracownią liczącą 35 projektantów
i 10 współpracowników – mówi dr hab. Beata Szymańska z Akademii Sztuk
Pięknych w Gdańsku, projektantka i współwłaścicielka gdańskiego Studia
1:1.
– Pierwszy był sklep w Starym Wrzeszczu. W pierwszych
7–8 latach współpracy zatrudnienie zarówno w firmie Partnex, jak
i Mat-bud wzrosło do 50–60 osób. Wzbogaciliśmy się
o kolejne budynki, musieliśmy rozwinąć park maszynowy. Potem przyspieszenie było
jeszcze większe. Dzisiaj zatrudniamy łącznie blisko 200 osób, mamy nowocześnie wyposażone
zakłady. Trzeba przyznać, że było to możliwe wyłącznie dzięki rzetelnej współpracy. Nigdy
nie zdarzyły nam się brak zapłaty albo niewykonane plany zleceń. To daje gwarancję, że
zatrudnieni ludzie mają ciągłość i stałość pracy. Nie musieliśmy się martwić
o to, że utracimy wykwalifikowanych pracowników, bo wychowanie kolejnych zajmuje lata
pracy i nauki – mówi Adam Polak.