Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Felietony
Traktorami nie zdobędziemy Unii

Marek Mejssner


Estonia rozszerza dostęp do Internetu, Węgrzy budują telewioski, Czesi wprowadzają regulacje dotyczące e-commerce, a Polacy... piszą programy rządowe i współpracy. I za nic w świecie nie chcą zrozumieć, że w Unii nie ma czego szukać bez nowoczesnych technik teleinformatycznych, zwłaszcza Internetu.
    Kiedy w trakcie rokowań akcesyjnych znowu następuje pat lub kiedy Eneki Landaburo, komisarz ds. integracji, zajmujący się także problemami rozszerzenia Unii, odmawia odpowiedzi na pytanie, czy w pierwszej grupie krajów, które zostaną przyjęte do Unii znajdzie się Polska, jesteśmy gotowi śmiertelnie się obrazić. No bo jak to – wpuszczamy do Polski dotowaną unijną żywność, zarzynamy polskiego robotnika i chłopa (małorolnego), bo tak chce Bruksela, nawet nie piśniemy na twardy dyktat europejskich importerów malin i porzeczek (bo sami nie powołaliśmy organizacji, która reprezentowałaby by eksporterów), a oni nam tak? A w czym taka Estonia czy – nie daj Boże – Słowenia jest lepsza od naszej 40-milionowej ojczyzny, tak świetnego producenta i największego rynku w Europie Środkowej? W czym?

    – Nie można powiedzieć jednoznacznie, czy ktoś jest najlepszy wśród krajów kandydackich w dziedzinie wprowadzania standardów społeczeństwa informatycznego. Można tylko powiedzieć, że Czechy i Estonia rozwiązały pewne regulacje prawne dotyczące e-commerce, zanim zdążyła to zrobić Unia Europejska, natomiast Słowenia i Estonia przodują w dziedzinie nasycania kraju infrastrukturą telekomunikacyjną i sieci komórkowych. Do tej grupy krajów, które wprowadzają szybko unijne regulacje należałoby zaliczyć jeszcze Węgry – powiedział Errki Liikanen, komisarz Unii Europejskiej ds. Przedsiębiorstw oraz Społeczeństwa Informatycznego. Słowa te padły w czasie konferencji „Społeczeństwo Informatyczne: Przyspieszenie Integracji Europejskiej”, która odbyła się w Warszawie w maju tego roku.
    W tej dwudniowej konferencji brał udział cały kwiat polskiej polityki, m.in. premier Jerzy Buzek, minister Łączności Tomasz Szyszko, minister-szef KBN, prof. Andrzej Wiszniewski, szefowie komisji sejmowych i senackich łączności i transportu, politycy opozycji (z Leszkiem Millerem na czele). Z dumą prezentowano efekt porozumienia, ponad podziałami, nowe Prawo Telekomunikacyjne, dostosowujące nasze prawodawstwo w tak newralgicznej dziedzinie do wymogów Unii Europejskiej. Nie da się więc ukryć, że swoją wypowiedzią komisarz Liikanen zwarzył politykom humory.
    Niecałe pół roku później wychodzi coraz wyraźniej na jaw, jak bardzo miał rację i jakże w sumie... polityczna była jego opinia.
    Sytuacja Polski w dziedzinie technologii informatycznych i rozwoju sieci telekomunikacyjnej różowa bowiem nie jest. W gęstości linii telefonicznych na 100 mieszkańców Polskę wyprzedziły już w Europie Środkowej nie tylko Słowenia, Estonia, Czech i Węgry, ale i Łotwa, Litwa i Bułgaria. Węgrzy przy amerykańskiej pomocy i dzięki stworzeniu programu rządowego budują sieć telewiosek, wspomagających administrację lokalną i centralną oraz lokalne firmy biznesowe i urzędy przez tworzenie sieci LAN połączonych z centrami dostępu do Internetu. Pod koniec tego roku będzie ich już 200. W raporcie dotyczącym inwestycji telekomunikacyjnych i rozwoju sieci teleinformatycznej w państwach Europy Środkowej Polska jest wymieniona w grupie państw o liberalizacji „niepełnej”. Negocjacje z Unią utrudnia także to, że Komisja Europejska właśnie przyspieszyła i w czerwcu wydała szereg nowych regulacji dotyczących e-commerce i liberalizacji sektora usług telekomunikacyjnych. U nas projekty podobnych ustaw jeszcze nie przeszły przez sejmowe komisje, gdzie posłowie, zdaje się, mają inne problemy.
    Tymczasem w Unii teleinformatyka schodzi pod strzechy. Może nie tyle do wsi, ile do miast. W zeszłym roku niemal wszystkie największe miasta UE przyjęły bowiem Deklarację Helsińską.
    Znaczy to, że wkrótce wszystkie miasta europejskie zostaną połączone siecią szybkiego, szerokopasmowego dostępu i każdy Holender z Amsterdamu będzie mógł szybko przejrzeć giełdę pracy w Londynie i wysłać swoją aplikację, aby, po jej ewentualnym przyjęciu – również przez sieć – załatwić sobie bilety na prom... Każdy Hiszpan kupi nieruchomość w Bawarii, a Niemiec założy firmę we Włoszech. Do tego po pewnym czasie dojdą np. programy multimedialne Festiwalu Teatralnego w Avignon czy Festiwalu Filmowego w Berlinie, jakie będzie można uzyskać w sieci wszystkich miast Deklaracji.
    W czasie warszawskiej konferencji 10 burmistrzów i wiceburmistrzów Lwowa, estońskiego miasta Paide, rumuńskiej Alba Iulia, bułgarskiej Novej Zagory, węgierskiego Kecskemétu, Katowic, Wrocławia, Częstochowy, Gdańska i Ostrowia Wielkopolskiego podpisało akces do Deklaracji Helsińskiej. Mam poważne obawy czy przyklaskująca temu rządowa i opozycyjna ława polityczna wiedziała, co to znaczy. A znaczy to tyle, że nie będziemy już mogli się zasłaniać niewiedzą. Inni bowiem budują społeczeństwo informatyczne szybciej od nas. I ci „inni” wcale nie pochodzą z unijnej czołówki, lecz tak samo, jak my drepczą w europejskiej poczekalni. Jeśli to się nie zmieni, wkrótce dojdzie do rokowań z Unią jeszcze jeden punkt zapalny – zapóźnienie Polski w dziedzinie budowy społeczeństwa informatycznego. I akurat to opóźnienie będzie nam bardzo trudno wyjaśnić.
    Niedaleko Wrocławia, przy tzw. Węźle Bielańskim, znajduje się gmina Kobierzyce. Wszyscy wiedzą, że z dróg niczego dobrego nie ma: brud, smród, tiry i tirówki. Tymczasem kilka lat temu wójt Kobierzyc Ryszard Chomicz stwierdził, że właśnie drogi i telekomunikacja staną się atutami gminy. Wyszarpał centralę telekomunikacyjną nowej generacji, okablował większość terenu gminy, wydrukował foldery, założył stronę www w Internecie i... zaczął sprzedawać parcele zachodnim inwestorom. Do połowy obecnego roku największe koncerny, jak Cargill, Cadbury Schweppes, Ikea czy PepsiCo zainwestowały w gminie ponad 300 mln dolarów. Bezrobocie jest jednym z najmniejszych w Polsce. A wójt twierdzi, że to jeszcze nie koniec i może jeszcze sporo zachodnim inwestorom zaproponować. Między innymi dzięki Internetowi i nowoczesnym systemom teleinformatycznym.
    Tak więc, jeśli ktoś myśli poważnie o likwidacji bezrobocia, to powinien poważnie pomyśleć także o Internecie i Deklaracji Helsińskiej. Traktorami bowiem nie zdobędziemy Unii.

(listopad 2000)

dodano: 2012-03-03 18:25:25