Tworzenie wartości dla klienta
Z prof. dr hab. BARBARĄ DOBIEGAŁĄ-KORONĄ z Instytutu
Zarządzania Wartością Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, przewodniczącą Kapituły Nagrody Prestiżu
RENOMA ROKU rozmawia Jerzy Byra
14 marca br. Greg Smith, dyrektor banku inwestycyjnego Goldman
Sachs w Londynie, szef działu instrumentów pochodnych na Europę, Bliski Wschód i Afrykę
napisał w liście otwartym w „New York Timesie: „Dziś jest mój ostatni dzień w Goldmanie Sachsie".
Swoją decyzję uzasadnił między innymi takimi
stwierdzeniami:
- „Dzisiaj cię awansują na
wysokie stanowisko tylko wtedy, gdy zarobisz dostatecznie dużo dla samego Goldmana
Sachsa.
- Kiedy przekonasz klientów, by zainwestowali w akcje lub inne
produkty finansowe, których sama firma próbuje się pozbyć, gdyż nie dają dobrego
zysku.
- Kiedy nakłonisz klientów - a niektórzy nie są biegli w
finansach - do transakcji, które przyniosą największy zysk nie im, lecz Goldmanowi, co w żargonie
korporacji nazywa się „polowaniem na słonie".
- Kiedy twoja praca polega
na wciskaniu klientom każdego kiepsko zbywalnego, zagadkowego produktu oznaczonego
skrótem.
- Przeraża mnie, jak niewielu
ludzi z kierownictwa pojmuje podstawową prawdę - że jeśli klienci już ci nie ufają, to przestaną
robić z tobą interesy, niezależnie od tego, jaki jesteś bystry.”
Jerzy Byra Pani profesor, jest Pani uznanym autorytetem naukowym: specjalistą od
marketingu wartości, marketingowymi uwarunkowaniami migracji wartości przedsiębiorstwa i od
dłuższego czasu również od zarządzania kapitałem wartości klienta – czy przytoczona argumentacja
Grega Smitha, to efekt niespełnienia i urażonej ambicji czy rzeczywiście ocena społecznie
nieodpowiedzialnego biznesu?
Prof. Barbara
Dobiegała-Korona
Wprawdzie podany przykład dotyczy tylko sfery finansowej,
ale w naszych badaniach, uwzględniających szerokie spektrum branż, również odnotowujemy podobne
elementy społecznie nieodpowiedzialnego biznesu i ciągłego niedoceniania roli społecznie
odpowiedzialnego biznesu w budowie wartości przedsiębiorstwa.
Nim przejdziemy do szerszego omówienia tego problemu pozwoli
Pani, że najpierw przybliżymy Pani dokonania. Z trzech powodów. Pierwszy – w dowód podziękowania za
przyjęcie zaproszenia do przewodniczenia Kapitule Nagrody Prestiżu RENOMA ROKU. Drugi – zdecydowanie
merytoryczny, w celu przybliżenia Pani dorobku naukowego w dziedzinie zarządzania wartością klienta
i firmy. To prekursorskie dziedziny wiedzy, jakże ważne, wręcz podstawowe w kwalifikowaniu i ocenie
kandydatów do nagrody. I trzeci – w ten sposób zwrócimy uwagę na ten jeszcze mało praktykowany i
wąsko rozumiany nurt zarządzania wartością przedsiębiorstwa.
Propozycja przewodniczenia Kapitule Nagrody Prestiżu RENOMA ROKU wydała mi się na tyle interesująca
i zbieżna z prowadzoną pracą naukowo-dydaktyczną, że z przyjemnością zgodziłam się na to nowe
doświadczenie i możliwość przybliżania prawdziwych źródeł sukcesów w zarządzaniu przedsiębiorstwem
(biznesem).
Pozostajemy z wdzięcznością. Tym bardziej, że
będzie Pani godzić tę funkcję z pracą naukowo-dydaktyczną, której efekty są niezwykle imponujące.
Ponad 50 książek jako autor, współautor lub redaktor naukowy, ponad 100 artykułów opublikowanych w
prasie naukowej, wypromowanie 14 doktorów, wypromowanie ponad 1000 magistrów i licencjatów. Poza tym
ogromna rzesza absolwentów studiów podyplomowych, których Pani była kierownikiem i wykładowcą.
Głównie z zarządzania wartością firmy i klienta. Od czego zaczęła się i jak dalej przebiegała Pani
kariera naukowa. Od ukończenia ekonomii na dzisiejszym Wydziale Nauk
Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, potem uzyskaniu tytułu doktora i następnie doktora
habilitowanego w Szkole Głównej Handlowej. Z Pani
biogramu wynika, że porzuciła Pani uniwersytet dla Polskiej Akademii
Nauk. To prawda. Zaraz po studiach zostałam asystentem w Polskiej
Akademii Nauk, gdzie między innymi uczestniczyłam w pracach przy wydawaniu dzieł Oskara Langego.
Jednak z PAN odeszłam, bo ta praca była dla mnie zbyt mało dynamiczna. Po prostu, nie odpowiadała
mojemu temperamentowi. W rezultacie przeszłam do pracy naukowo-dydaktycznej na Politechnice
Warszawskiej. Tam studenci byli bardzo wymagający, więc mogłam z satysfakcją zgłębiać i przybliżać
ekonomię. Głównie od strony efektywności zarządzania i realizacji celów społecznych. Dopiero z
politechniki przeszłam do dzisiejszej Szkoły Głównej Handlowej i jestem w niej do dzisiaj.
Po drodze zmienił się system polityczny.
Od PRL do RP, od gospodarki nakazowej do rynkowej. A to znaczy, że chcąc nie chcąc musiała się
Pani zajmować ekonomią socjalistyczną. Ja zajmowałam się w
szczególności problemami racjonalności gospodarek w ujęciu makro i mikroekonomicznym. Na przykład w
swojej rozprawie habilitacyjnej próbowałam udowodnić dlaczego gospodarka socjalistyczna nie była
systemem ekonomicznie efektywnym.
Transformacja ustrojowa
radykalnie zmieniła nastawienie do zarządzania? Zmiana ustroju
spowodowała konieczność pokazania skutecznych metod zarządzania jednostkami jakimi są
przedsiębiorstwa. W socjalizmie zaczynano od zatrudnienia, technologia była
tylko pod to ustawiana. Nikt nie myślał o efektywności ekonomicznej gospodarki. W gospodarce
rynkowej efektywność jest podstawą oceny przedsiębiorstwa. Stąd w rozprawie główną tezą było, że
społeczeństwo jest bogate wtedy, kiedy każdy podmiot w tym społeczeństwie jest bogaty. Zarówno
przedsiębiorstwa, jak i osoby w nim zatrudnione, jako członkowie społeczeństwa.
A czy na początku transformacji, na przykładzie Pani pobytów za granicą,
doświadczenie i wiedza ekonomiczna zdobyte w Polsce wytrzymywały próbę sił w bezpośredniej
konfrontacji z wiedzą praktykowaną w uczelniach państw o gospodarce
rynkowej? Jako wykładowca szkół biznesu edukowałam się w Wielkiej
Brytanii i Belgii. Byłam na stażu w USA. Na tej podstawie mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o wiedzę
z zarządzania w gospodarce rynkowej, to za granicą prezentowaliśmy się całkiem dobrze. Z metodologią
nauczania było nieco gorzej. Z tym większym zaangażowaniem przyswajaliśmy tamte doświadczenia i
później wprowadzaliśmy w polskich uczelniach.
Na
przykład? Zarówno w SGH, jak i innych uczelniach niepublicznych. Na
przykład w Wyższej Szkole Administracji i Biznesu stworzyłam zespół nowoczesnego marketingu, gdzie
prezentowaliśmy nowoczesne podejście do zarządzania i marketingu. W kierowanej przeze mnie katedrze
pracowało ponad 20 osób. Wykładowcami byli najlepsi ludzie z całej Polski, absolwenci otrzymywali
740 godzin z wybranej specjalności. Natomiast w Szkole
Głównej Handlowej, w środowisku, w którym pracuję już na początku lat dziewięćdziesiątych, została
bardzo silnie zapoczątkowana i jest rozwijana problematyka zarządzania wartością przedsiębiorstwa.
Czołowymi postaciami tego projektu byli prof. Andrzej Herman i dr Andrzej Szablewski. Mnie również
zaproszono do tego zespołu. Byłam kierownikiem studiów podyplomowych zarządzania wartością firmy.
Zaczęliśmy wydawać książki, które w tej chwili są dosyć wysoko cenione przez środowisko. Zostały
wydane w języku polskim, angielskim i chińskim. W tej chwili drukuje się już druga książka w języku
chińskim. Dostaliśmy za nią bardzo dobre recenzje.
Jak
brzmiały? Że jest innowacyjna i pogłębiona w zakresie badanych
zagadnień.
Rozmawiamy w czasie wizyty chińskie-go premiera w
Polsce. Może Wasze prezentowane w niej doświadczenia stały się inspiracją do złożenia tej
wizyty? Mówiąc żartem – kto wie, kto wie? W każdym bądź razie uważamy,
że rynek chiński jest rynkiem bardzo znaczącym. W związku z tym cieszymy się, że możemy tam także
publikować nasze doświadczenia. To dla nas duża satysfakcja i znacząca weryfikacja wiedzy, którą
reprezentujemy.
Pani profesor, wspomniała Pani, że na SGH
zapoczątkowaliście prace badawcze nad zarządzaniem wartością przedsiębiorstwa. Ich efektem była
wydana m.in. w 2006 r. publikacja książkowa „Współczesne źródła wartości przedsiębiorstwa”. To
novum, zatem w wielkim skrócie: co tworzy wartość przedsiębiorstwa?
Współczesne przedsiębiorstwo konkuruje na trzech głównych rynkach: 1) na rynku finansowym, czyli
pozyskania kapitału; 2) na rynku pracowników, żeby pozyskać najlepsze kadry, jakie będą umiały
tworzyć wartość przedsiębiorstwa; 3) oraz na rynku nabywców, klientów i konsumentów. Ten ostatni
wybija się obecnie na pierwszy plan. Ponieważ dziedzina zarządzania finansami
i kapitałem ludzkim jest wsparta znaczną liczbą publikacji, badań i doświadczeń a zarządzanie
kapitałem klienta jest zupełnie nową dziedziną, na niej skupiliśmy naszą uwagę. Książki z tego
zakresu powstały jako wynik wieloletnich dyskusji prowadzonych w gronie pracowników naukowych oraz
doświadczeń współpracy z menedżerami, analitykami oraz inwestorami będącymi uczestnikami kolejnych
edycji Podyplomowego Studiów Zarządzania Wartością Firmy oraz Zarządzania Wartością Klienta a także
prowadzonymi własnymi badaniami empirycznymi. W efekcie, co pocieszające,
zaczęliśmy sobie wspólnie uzmysławiać, iż nabywca kreuje wartość firmy nie tylko jako całości, ale
także wartość dla poszczególnych interesariuszy: dla dostawców kapitału, dla pracowników firmy, dla
partnerów przedsię- biorstwa, dla społeczności lokalnych, a nawet globalnej. To wszystko jest bardzo
ściśle powiązane z nowoczesnym zarządzaniem marketingowym. Ten z kolei oparty jest na tworzeniu
wartości dla klienta w celu budowy wartości klienta dla firmy.
Dlaczego w powiązaniu z marketingiem? Odnoszę wrażenie, że
marketing stracił swą siłę oddziaływania. Zgodzi się Pani, że nastąpiła jego
dewaluacja? W pewnym stopniu na pewno. Nastąpiła jego dewaluacja, bo
firmy postępowały nieetycznie. Największym błędem marketingu stało się jego utożsamianie z promocją
i sprzedażą. Firmy promowały nie zawsze te wartości, które faktycznie zawierała oferta. Dzisiaj
bardzo mocno akcentujemy nową rolę marketingu – marketingu społecznie odpowiedzialnego. Marketingu,
który nie jest zepchnięty do działu sprzedaży, gdzie rozlicza się pracowników w krótkim czasie.
Akcentujemy rolę marketingu strategicznego, który zaczyna się od kierownictwa firmy, bo wszyscy
muszą wiedzieć, że należy zarządzać klientem, że klient generuje najważniejsze strumienie do firmy.
Właśnie dlatego ten marketing musi wejść na poziom strategiczny, operacyjny i taktyczny. I dlatego
ten marketing zaczyna się od badania potrzeb, celów i problemów klienta, które klient rzeczywiście
uważa za ważne.
Czyli wracamy do Grega Smitha i do bardzo
istotnego problemu. Co tworzy wartość firmy? Wartość klienta, czy wartość dla
klienta? Z pomiarem, co klient wnosi do firmy i co klient daje firmie
rodzą się bardzo istotne problemy. Skąd się to wzięło? Powszechnie mówi się: klient nasz pan, klient
nasz Bóg, a Peter F. Drucker, guru praktyki zarządzania, – że biznes to klient i innowacje. Wniosek
z tego, że miejsce klienta w biznesie było uświadomione od początku.
Niestety, uwarunkowania w jakich dzisiaj działają firmy spowodowały, że klient jednorazowy przestał
być najważniejszym klientem dla firmy. Najważniejszym klientem dla firmy stał się klient, który
powraca, który buduje długookresowe relacje z firmą, a firma gromadzi o nim istotną wiedzę.
To pewnie stąd wzięło się wcześniejsze,
bardzo modne zabieganie o lojalność klienta? Rzeczywiście, był taki
etap kiedy mówiono tylko o lojalności. Firmy mocno inwestowały w programy lojalnościowe. I było też
tak, że zjawisko lojalności klienta nazywano nawet polowaniem na klienta. Potem okazało się, że nie
wszyscy lojalni klienci są klientami wartościowymi dla firmy. Okazało się, że klienci lojalni są
bardzo drodzy. A to dlatego, że oni znali swoją wartość i zaczęli być roszczeniowi. Będąc bardziej
świadomi oczekiwali od firmy czegoś więcej. W wyniku takich zachowań pojawiła się konieczność
traktowania ofert dla klienta rozumianych jako wartości społecznie odpowiedzialne, ale też rozumiane
jako wartości, których klienci rzeczywiście potrzebują.
Co
to jest wartość dla klienta? To wszystko, co firma oferuje klientowi, a
klient uznaje to jako ważne dla zaspokojenia jego potrzeb. Obejmuje to nie tylko potrzebny mu
produkt, ale również to co towarzyszy jego użytkowaniu i pomoc firmy we wszystkich problemach, które
klient może mieć wchodząc w relacje z firmą. Dzisiaj nie jest już istotne, co
firma ma do zaproponowania klientowi, tylko to, co klient uważa za ważne w tej ofercie. Istotna
zmiana polega na tym, że oferta tworzona jest w oparciu o prawdziwe potrzeby klienta, jego odczucia
i doświadczenia. To klient ocenia, czy ta oferta jest mu przydatna i pomoże mu osiągnąć jego
cele.
Dla firm to nowe wyzwanie, tym większe i trudniejsze,
że ma to miejsce na niezwykle konkurencyjnym rynku. Bez innowacyjnej oferty trudno sobie wyobrazić,
by firmy mogły sprostać konkurencji o klienta. Bez wątpienia. Dlatego
taki stan rzeczy sprawił, że powstała nowa szkoła zarządzania: innowacji wartości dla klienta. Jej
istotą nie jest to, co firma wprowadzi nowego, tylko innowacją jest to, co stanowi istotnie nową
wartość dla klienta.
Z czego
wzięło się to nowe podejście do tak pojmowanej innowacji? Prof. Clayton
Christensen, z Harwardu, poddał analizie pięć branż. Z nich wyłowił firmy, które miały silną
pozycją rynkową, i których pozycja rynkowa została później zniszczona przez wprowadzone innowacje.
Te innowacje były przełomowe, ale klienci je odrzucili, nie kupowali powstałych w ich wyniku nowych
produktów. A nie kupowali, bo w ocenie klientów wartości użytkowe tych innowacji przerastały ich
potrzeby i nie były warte ich wysokiej ceny.
Podsumujmy. Czy
można powiedzieć, że z punktu widzenia klienta innowacją jest tylko to, co nowe i użyteczne. I tylko
wtedy, gdy klient ofertę innowacyjną zaakceptuje przez akt zakupu.
Dokładnie tak. Ale istnieje też szereg innych istotnych wartości dla klienta. One również generują
korzyści dla firmy. Choćby zarządzanie czasem klienta, wiedza o nim i zdobyte zaufanie. Jeśli klient
te wszystkie wartości otrzyma, wtedy generuje do firmy gotówkę i rentowność oraz rekomendację na
rynku. Właśnie na tym polega wymiana wartości pomiędzy firmą i klientem. To są najważniejsze
strumienie, które powinny stanowić podstawę podejmowanych decyzji przez firmę. Stąd też wniosek:
przesłanką zarządzania wartością klienta powinno być utrzymywanie klientów i długoterminowych z nimi
relacji. W konsekwencji, to one sprawią związanie klienta z firmą.
Ale czy taka strategia nie bywa zgubna? Choćby praktykowana przez przemysł samochodowy.
Klient wścieka się, że z wymianą żarówki musi jechać do serwisu. Taka
strategia rzeczywiście bywa problematyczna. Wiązanie klienta z firmą nie może być dla niego
dokuczliwe. Z tego tytułu klient nie może ponosić zbyt dużych kosztów. Społecznie odpowiedzialny
biznes powinien nie tylko pozwolić na zmianę dostawcy, ale przede wszystkim uwzględniać rzeczywiste
potrzeby klienta. Niestety, firmy w swojej działalności skupiły się głównie na działaniach
produkcyjnych. Zapomniano, że najważniejszym partnerem firmy jest klient. To teraz bardzo ważne
podejście w naukach zarządzania. Dzisiaj już nie mówi się, że trzeba tylko identyfikować
potrzeby klienta, Ważniejsze są cele, które klient ma do zrealizowania, i które firma może mu pomóc
zrealizować.
Identyfikacja celów klienta i pomoc w ich
realizacji brzmi interesująco, ale czy zdobywanie wiedzy na ten temat nie jest dla firm nowym polem
do kreowania sztucznych potrzeb? Klienci są obecnie coraz bardziej
wyedukowani i mają bardzo zróżnicowane potrzeby. Problem w tym, że firmy gromadzą w swoich bazach
danych niewystarczającą wiedzę o klientach, natomiast tę którą zdobywają nie potrafią wykorzystywać
w budowie ofert wartości dla klienta. Jednoznacznie wykazały to nasze badania prowadzone zarówno
przez SGH, ale i firmy konsultingowe. Ponadto, przedsiębiorstwa nie zdają
sobie sprawy, że mają prawdziwą wiedzę o kliencie w wyniku bezpośrednich relacji z klientem. To jest
wiedza nie do kupienia. W tym tkwi źródło przewagi konkurencyjnej. Na tej podstawie każda firma
powinna budować swoją mapę wartości dla klienta. W niej powinny być umieszczone pewne wyróżniające
wartości. To one przyciągają klientów.
Przyciągają,
ale tylko wtedy, gdy firma cieszy się dobrą reputacją. Inaczej mówiąc, cechuje się czterema
podstawowymi wartościami: wiarygodnością, niezawodnością, zaufaniem i odpowiedzialnością.
Bezsprzecznie. Tylko firmie o takich wartościach, klient będzie
chętnie udostępniał informacje o sobie i będzie chciał poświęcić jej swój czas. Klient przyjdzie
tylko do takiej firmy, która ma wysoki poziom reputacji. Dzisiaj, przy globalnej skali działania,
reputacja jest kierunkowskazem, za którym idą klienci. Ona wyróżnia firmę z szeregu innych, bo
dzisiaj produkty zaczynają być do siebie podobne jakością, a usługi mogą być szybko powielane. Poza
tym, reputacja firmy to zaufanie, które wiąże nie tylko klientów, ale również partnerów
biznesowych.
Co muszą robić firmy, by nie stracić tak
pojmowanej reputacji? Przede wszystkim muszą pamiętać, że reputację
buduje się bardzo długo, ale stracić można ją w ciągu jednego dnia.
Mamy na to w Polsce wiele przykładów. Dotyczy to również firm z kapitałem zagranicznym. O
czym to świadczy? Że przyszli do nas zagraniczni inwestorzy, którzy
traktowali nasz rynek, jako bardzo łatwy i niedojrzały rynek zbytu. Były takie firmy zagraniczne,
które nie doceniały obsługi klienta i nie szanowały ludzi, którzy dla nich pracowali. Uważali, że
można u nas sprzedać produkty przestarzałe i złej jakości. Poza tym, w
ostatnich badaniach, które przeprowadziliśmy w SGH na 150 przedsiębiorstwach, wyszło nam, że firmy z
kapitałem zagranicznym, poza zbieraniem danych teleadresowych nie gromadzą wiedzy o kliencie. Nie
interesują ich zachowania klientów, bo traktują nasz rynek jako tylko ogromny potencjał popytowy. W
rezultacie nie przejawiają starań o indywidualnego klienta. Ale pomału kończy się era wypychania
produktów i szybkiego rynku zbytu. Kryzys pokazuje coś bardzo istotnego.
Klienci zaczynają zachowywać się coraz bardziej racjonalnie. Zwracają uwagę na to, czy firma jest
wiarygodna, czy produkt jest jakościowo dobry i przydatny. Ten nurt zaczął się bardzo wyraźnie
rysować. W postawach racjonalnych zachowań klientów coraz częściej odnotowujemy pytanie: po co nam w
nieskończoność wymiana produktów?
No właśnie, po co? Ale bez
wymiany produktów nie będzie rozwoju. Zatem jak zarządzać wartością klienta, żeby klient w dalszym
ciągu był zainteresowany popytem i tym samym, żeby jego wartość dla firmy rosła?
W celu szczegółowego zapoznania się z problematyką zarządzania
wartością klienta odsyłam do wydanej w 2010 r. publikacji książkowej, pod moją redakcją naukową:
„Zarządzanie wartością klienta. Pomiar i strategie” oraz kontynuację tego podejścia w książce pt.:
„Zarządzanie Wartością Klienta. Od teorii do praktyki” (ukaże się w sierpniu br.). Na potrzeby
rozmowy odpowiem krótko. Trzeba odejść od zarządzania portfelem produktów i przejść do zarządzania
portfelem klientów. Po pierwsze – trzeba identyfikować coraz węższe segmenty
rynków. Po drugie – należy je traktować dynamicznie, ponieważ pojawiają się coraz to nowe potrzeby i
klienci o różnym poziomie rentowności. Strategie ofert dla klientów powinniśmy zatem budować w
oparciu o ich rzeczywiste potrzeby i poziom rentowności i tak, by przeciągać klientów do
wyższych poziomów rentowności. To podstawa skuteczności zarządzania wartością klienta.
Mam wątpliwości, czy w sytuacji kryzysowej przeciąganie klientów do
wyższych poziomów rentowności jest możliwe. Badaliśmy to zagadnienie.
Pozycję klienta, pozycję firmy, jej poziom wartości i akceptacji. Okazało się, że firmy w podejściu
do klienta zbyt rzadko identyfikują satysfakcję klienta. Czyli to, czego klient oczekuje od firmy.
Identyfikacja segmentu pozwala na kierowanie właściwej oferty. Jeśli nie pojawi się konieczność
segmentowania i identyfikowania, to znaczy sprawdzenia, jaki poziom oczekiwań i obsługi każdy
segment oczekuje, to firma marnuje pieniądze na dostarczanie pewnych wartości, które nie są dla
klienta istotne. Marnuje również wtedy, gdy nie dodaje wartości temu klientowi, który by je wysoko
ocenił płacąc nawet wysoką cenę. Ponadto segmentacja musi mieć charakter
dynamiczny. Dlatego firmy powinny pamiętać, że bardzo ważne są segmenty
najwyższe, bo tworzą pewne wzorce zachowań, które mają ogromne znaczenie dla firm w szukaniu
kierunków poprawy oferowanych wartości. Segmenty niżej sytuowane naśladują segmenty wyżej sytuowane.
Taka strategia przyciąga kolejne segmenty i w ten sposób poszerza się segment najwyższy.
Globalizacja też przyspiesza te procesy. Dobrym tego przykładem są Chiny, Indie, Brazylia.
W niczym nie zmienia to faktu, iż mamy coraz mniej ludzi
coraz bardziej bogatych i coraz więcej, coraz bardziej biednych. W takiej sytuacji trudno mówić o
wzroście popytu i tym samym o zarządzaniu wartością klienta. To prawda,
że narasta dysproporcja między bogatymi i biednymi, że moce technologiczne są coraz większe i że nie
ma komu sprzedać tego co firmy mogłyby wytworzyć. Mówi się że wykorzystywanych jest zaledwie ok. 60
proc. światowych zasobów. To wielkie marnotrawstwo. W związku z tym świat, rządy, organizacje
międzynarodowe muszą zadbać o to, żeby popyt migrował tam, gdzie jest jego nieuświadomiona potrzeba,
do Afryki, Azji. W interesie biznesu powinna być również dbałość, by rozrastały się rynki o niskim
popycie i dochodzie. W tym celu wszyscy muszą zacząć od edukacji. Na pobudzenie świadomości nie ma
lepszego sposobu niż inwestycje w edukację. Dopiero wtedy zaistnieją warunki do zarządzania
wartością klienta i przejściu na długookresowe budowanie wartości firmy, jak również do zwiększenia
wartości klientów dla firmy. To wszystko przez dobre wykorzystanie kapitału inwestycyjnego.
Pani Profesor, ze względu na ograniczoną ilość miejsca,
tylko w wielkim skrócie mogliśmy przybliżyć niezwykle ważny i wielowymiarowy temat zarządzania
wartością. Mam nadzieję, że przejrzyście. A skoro mówiliśmy o wartości, to już na zakończenie
jeszcze z tą wartością związana uwaga i pytanie. Jesteśmy w trakcie inauguracji nagrody „Prestiżu” Renoma Roku. Ma ona za
cel propagowanie najbardziej wartościowych wzorców mających wpływ na rozwój i funkcjonowanie
polskiej gospodarki. Czy ta nagroda może stać się jednym z tych narzędzi marketingowych, które
pomogą w budowaniu i utrwalaniu zaufania oraz wiarygodności do ludzi biznesu, ich firm i
wytwarzanych produktów? Jeśli tylko media i instytucje
zaproszone do zgłaszania kandydatów do nagrody zarekomendują wartościowych kandydatów, to jak
najbardziej. Ze swej strony zapewniam, że Kapituła dołoży wszelkich starań, by wyróżnieni kandydaci
odzwierciedlali wszystkie cechy stawiane wysokiej reputacji, by przyznany im tytuł Renoma Roku był
faktycznie odzwierciedleniem wysokich wartości ludzi, firm i produktów w relacji wartości dla
klienta.
Dziękuję za rozmowę. (Czerwiec
2012)
dodano: 2012-06-29 13:33:43
|